Polski pięściarz, który u wszystkich sędziów wygrał pięć z siedmiu rund, powiedział, że wyprowadzając lewy prosty, miał wrażenie, jakby ktoś wbijał mu nóż w serce. Próbował kontynuować walkę, bo wiedział, że może ją wygrać, ale nie był w stanie.
To był szok – także Smitha, broniącego pasa WBO w wadze junior ciężkiej. Przegrywał przecież z Masternakiem, co potwierdza punktacja sędziów oraz komputerowe statystyki. Polak zadał dwa razy więcej celnych lewych prostych, od pierwszego gongu narzucając swój plan, który zakładał zdecydowany pressing i wysokie tempo walki.
Pierwsze oględziny lekarskie mówiły o złamanych żebrach Masternaka. Wątpliwości miała wyjaśnić wizyta w szpitalu i prześwietlenie, ale ostatecznie do niej nie doszło. Lekarze stwierdzili, że prawdopodobnie doszło do oderwania chrząstki od żebra, co spowodowało ból.
Czytaj więcej
Chris Billam-Smith (19-1, 12 KO) nadal mistrzem świata w wadze junior ciężkiej. Na gali w Bournemout Brytyjczyk obronił pas WBO, pokonując Mateusza...
Na pytanie, kiedy doszło do urazu, Masternak nie umie precyzyjnie odpowiedzieć. Wydaje mu się, że w szóstym starciu, gdy nagle pojawił się ból utrudniający oddychanie. Trener Piotr Wilczewski o problemie usłyszał w siódmej. Rywal Polaka twierdzi zaś, że zauważył jego kłopoty po mocnym prawym, którym trafił pod lewy łokieć. Trener Smitha, Shane McGuigan, zwrócił mu na to uwagę w przerwie między 6.–7. rundą.
Nie zmienia to faktu, że obaj byli mocno zaskoczeni, gdy Masternak nie wyszedł do ósmego starcia. Widać liczyli się z tym, że pojedynek będzie trwał, a to oznaczało kolejne kłopoty Anglika. Bohater Bournemouth musiałby odrabiać straty bez pewności, że się uda.
– Sam sobie byłem winny, gdyż za wszelką cenę chciałem znokautować Masternaka, ale ten pokazał wielką klasę – mówił dziennikarzom, gdy było już po wszystkim.
Teraz znów jest w komfortowej sytuacji. Gdyby przegrał, to Masternak zgodnie z kontraktem broniłby tytułu nie w rewanżu z nim, tylko z jego rodakiem Richardem Riakporhem. On prawdopodobnie byłby drugi w kolejce, a tym trzecim – Lawrence Okolie, któremu w maju odebrał pas WBO.
Co dalej z Masternakiem? Na rewanż nie może liczyć, ale kiedy już się wyleczy i zdecyduje kontynuować karierę, to kto wie – może dostanie jeszcze jedną szansę na wielką walkę.
Polak w Bournemouth pokazał, że jego mistrzowskie aspiracje są jak najbardziej uzasadnione. Nawet Anglicy bili mu brawo, doceniając umiejętności. Docenił je również sam Smith. Dziś Masternak jest najlepszym polskim pięściarzem zawodowym i zapewne zobaczymy go jeszcze bijącego się o wielkie cele.
Powód rezygnacji z dokończenia niedzielnej walki był oczywisty i nie warto w tym miejscu wspominać tych, którzy walczyli dalej, mimo złamanych nosów, szczęk czy żeber. Każdy ból jest inny i każdy ma inny próg jego odczuwania. Czasami lepiej jest po prostu nie próbować go przekraczać.
Czytaj więcej
Stawką niedzielnej walki Mateusza Masternaka z Chrisem Billamem-Smithem jest tytuł zawodowego mistrza świata WBO w wadze junior ciężkiej.
Trener Wilczewski przekonuje, że Mateusz próbował. Trzykrotnie starał się wstać i wyjść do ósmej rundy, ale nie dał rady. Sam miał kiedyś, jeszcze w czasach amatorskich, złamane żebro w ringu, więc doskonale wie, jak to boli.
Wydarzenia z Bournemouth to dla Masternaka osobisty dramat, jest zdruzgotany. Tytuł mistrza świata, o którym marzył od 17 lat, czyli od początku zawodowej kariery, był na wyciągnięcie ręki.
Polak bił się w mistrzowskim stylu, tak jak żaden inny rodak z urzędującym mistrzem na jego terenie. Robił to, co obiecywał, walczył jak o życie. I nagle pojawiła się przeszkoda, której nie był w stanie pokonać. Tak czasami bywa, nie tylko w ringu.
Najsmutniejsze, że przeszkoda ta pojawiła się w walce jego życia.