Potwierdza to decyzja sędziów. Ed Garner punktował 95:94 dla Ngannou, natomiast Alan Grebs (95:94) i Juan Carlos Pelayo (96:93) widzieli wygraną Fury’ego, który utrzymał tym samym tytuł „mistrza linearnego”. Komputerowe statystyki potwierdziły, że to Ngannou wyprowadził więcej ciosów (231 do 223). Fury bił jednak celniej (71 do 59), ale to Francis był lepszy w doprowadzeniu do celu tzw. power punches (37 do 32). Kameruńczyk dominował także pod względem celnych uderzeń na korpus (26 do 14).
A przecież wydawało się, że scenariusz tej dziesięciorundowej walki może być tylko jeden. Niepokonany na zawodowych ringach Tyson Fury miał zmiażdżyć byłego mistrza UFC. Nie mieściło się bowiem w głowie, że ktoś taki jak „Król Cyganów” może mieć jakiekolwiek problemy z fachowcem od mieszanych sztuk walki, który debiutuje w boksie.