Reklama

Samolot do Polski czeka

Dla Artura Szpilki nadszedł trudny czas. Liczył na spacerek w starciu z mieszkającym w Nowym Jorku Adamem Kownackim i mocno się przeliczył. W czwartej rundzie, będąc na skraju nokautu, został poddany.
Samolot do Polski czeka

Foto: AFP

Dla Szpilki to klęska. Kiedy półtora roku temu padał nieprzytomny po ciosie Deontaya Wildera, wszyscy podkreślali, że do tego momentu radził sobie z mistrzem świata wagi ciężkiej (WBC) bardzo dobrze. Po prostu wpadł na kontrę, taki jest boks.

Ta porażka ma inny wymiar. W Nassau Coliseum na Long Island Szpilka dostał lekcję pokory. Przegrał z rodakiem, którego uważał za niegodnego, by z nim walczyć.

Raz jeszcze okazało się, że w boksie nie ma żelaznych faworytów, zwłaszcza gdy rywalem jest niepokonany równolatek – twardy, z ambicjami i charakterem wojownika. Urodzony w Łomży Kownacki miał siedem lat, gdy rodzice w poszukiwaniu chleba wyemigrowali do Nowego Jorku i zamieszkali na Greenpoincie. To tam, na ulicach Brooklynu toczył swoje pierwsze walki.

Dziś po wygranej ze Szpilką powtarza, że będzie mistrzem wagi ciężkiej i ma do tego prawo. Za wcześnie jednak, by prognozować, czy taki cel osiągnie.

Sobotnia wygrana pokazała tylko, że Szpilka był słaby, a Kownacki lepszy, niż oczekiwano, miał dobry plan taktyczny, był do tej polsko-polskiej wojny przygotowany najlepiej w swojej karierze. Najpierw wykuwał formę u boku Tomasza Adamka w Łomnicy, później już u siebie na Brooklynie, mając świetnie dobranych, leworęcznych sparingpartnerów.

Reklama
Reklama

Boks jest okrutny, w jednej chwili potrafi zmienić życie. Jeszcze w sobotę Szpilka był przekonany, że upokorzy Kownackiego na jego terenie i wróci do wielkiej gry, z której wypadł po przegranej z Wilderem. Dziś zastanawia się, co dalej. Zapewne po trzech latach treningów w Houston opuści Teksas i trenera Ronnie Shieldsa, wsiądzie w samolot lecący do Polski i zastanowi się, jak wrócić do Fiodora Łapina, którego porzucił, szukając sławy i pieniędzy w Ameryce.

Na taryfę ulgową nie może liczyć, czeka go trudny okres, ale to będzie próba charakteru. Ma dopiero 28 lat, ale też zdewastowane ego. A w boksie najważniejsza jest przecież głowa, później nogi, dopiero na koniec ręce.

W walce z Kownackim zawiodła go głowa, wróciły stare błędy. Tylko od niego zależy, czy wróci zwycięski.

W minioną sobotę w Londynie inny utalentowany polski pięściarz, Michał Syrowatka, pokazał, że jest to możliwe. Kiedy dwa lata temu znokautował go w Ełku Rafał Jackiewicz, wróżono mu koniec kariery. Ale Syrowatka pokazał charakter, wygrał w rewanżu, później pokonał jeszcze czterech rywali, by na Wembley Arena zmierzyć się z niepokonanym Robbie Davisem Jr. Był na deskach, przegrywał na punkty, ale nie rezygnował do końca. W 11. starciu rozbił Anglika ciosami sierpowymi, a w ostatniej, 12. rundzie go znokautował i wysłał do szpitala, zdobywając pas WBA Continental w wadze superlekkiej. On próbę charakteru zdał, czas na Szpilkę.

Boks
Nie żyje Marian Kasprzyk. O mistrzostwo olimpijskie walczył ze złamanym kciukiem
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Boks
Ołeksandr Usyk wciąż niepokonany, prezydent Zełenski mu dziękuje. Kiedy kolejna walka?
Boks
Janusz Pindera: Biwoł - Bietierbijew. Czas na trylogię, też w Rijadzie
Boks
Siedem walk o mistrzostwo świata. Gala, jakiej nie było
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama