Spotykamy się w Bukareszcie. Wszędzie, gdzie się pan pojawi, traktują pana jak króla...
Mike Tyson: Absolutnie się nim nie czuję. No, może mam po prostu swoją definicję. Jestem królem życia, dla którego najważniejsza jest rodzina i jej szczęście.
Co pan czuje, gdy ludzie płaczą na pana widok – tak jak tu, w Rumunii?
Jestem im wdzięczny. Doceniają to, jaką drogę przeszedłem. Chciałbym, by moja mama to widziała. Nieraz krytykowała mnie za głupie rzeczy, których zrobiłem w życiu sporo. Mam nadzieję, że teraz spogląda na mnie i w końcu jest dumna.
Nie chce pan wrócić do boksu jako np. promotor?
To już nie jest mój biznes i mój świat. Kiedyś chciałem niszczyć rywali w ringu, biłem z całych sił. Miałem w sobie mnóstwo agresji. Ona wracała później do mnie. Teraz chcę czynić dobro, dbać o ludzi, bo wiem, że to do mnie wróci.
Ale to świetny biznes...
Dla mnie jest przede wszystkim nieczysty. To świat dopingu i oszustw, wyścig, kto nie da się złapać, kto wymyśli lepsze wspomaganie. Jak trudno odnaleźć się w tym świecie Tysonowi Fury’emu. Jedyny sport, jaki dziś uprawiam, to tenis. Jestem w nim beznadziejny, ale moja córka ma spore osiągnięcia i muszę ją wspierać.
Kiedy stracił pan serce do boksu?
Nigdy go nie straciłem, bo boks uczynił mnie tym, kim jestem. Był ważną częścią mojego życia. Wiele moich walk było spektakularnych i są częścią historii. Ale to przeszłość. Dzisiejsi bokserzy do mnie nie przemawiają.
Czy Anthony Joshua może zdominować wagę ciężką?
Tak, on jest świetny. Ale każdy, kto będzie walczył o swoje marzenia tak, jak niegdyś ja, może zostać mistrzem.
Co pan sądzi o Władimirze Kliczce i Tysonie Furym?
Władimir to wspaniały człowiek, dżentelmen. Mam do niego mnóstwo szacunku. Ale jeśli komuś nadano imię na moją cześć, to cokolwiek by zrobił – jestem po jego stronie!
Czego żałuje pan najbardziej?
Przerosło mnie zbyt wiele rzeczy. Byłem dzieciakiem z mnóstwem pieniędzy, a do tego miałem wokół siebie złych ludzi. Myślałem, że rozumiem świat, ale to była nieprawda. Niczego jednak nie żałuję. Gdyby te wszystkie złe rzeczy w moim życiu się nie wydarzyły, nie byłbym tym, kim jestem. Nie nazwałbym tego przemianą duchową. Po prostu wiem już, czym w życiu jest ból – fizyczny i duchowy.