Reklama

Finał Nadal – Djoković, Murray znów zawiódł rodaków

Wimbledon: Novak Djoković i Rafael Nadal w finale. Andy Murray zawodzi rodaków tak samo jak Tim Henman
Novak Djoković, nawet jeśli przegra niedzielny finał, będzie od poniedziałku liderem rankingu ATP

Novak Djoković, nawet jeśli przegra niedzielny finał, będzie od poniedziałku liderem rankingu ATP

Foto: AP

 

Zapowiadany zamach Tsongi na drugiego po Rogerze Federerze tenisistę z wielkiej czwórki jednak się nie udał, choć chwilami było blisko. Francuz przegrał z Serbem 6: 7 (4-7), 2: 6, 7: 6 (11-9), 3: 6. Mecz Rafaela Nadala z Andym Murrayem zakończył się tak jak zawsze: wielkie nadzieje Brytyjczyków zamieniły się w jeszcze większy zawód po porażce Szkota 7: 5, 2: 6, 2: 6, 4: 6. Finał męski odbędzie się w niedzielę, Maria Szarapowa i Petra Kvitova zagrają dziś.

Publiczność na pewno nie żałuje pieniędzy wydanych na pierwszy półfinał. Zobaczyła tenisistów, którzy potrafią dołożyć do rutyny wiele innych składników interesującego spektaklu. Zwłaszcza Francuz. Już w połowie pierwszego seta pokazał, jak zdobywa się uczucia Wimbledonu.

Trudna wymiana, bieg, skok i pad na trawę, potem błyskawiczna reakcja na widok powracającej piłki, zryw niczym wańka-wstańka z rakietą i punkt – tak dostał pierwsze brawa na stojąco. Przyjął je z szeroko rozpostartymi ramionami, przygarnął publiczność do serca i już ją miał. Bywalcom zapewne przypomniały się niegdysiejsze parady na trawie młodego Borisa Beckera, ale Jo-Wilfried Tsonga ma znacznie więcej wdzięku.

Francuskie fajerwerki

Reklama
Reklama

Tsonga postanowił zdobyć Wimbledon własnym sposobem. W Londynie pojawił się z bratem oraz duchowym wsparciem przyjaciół, bez trenera. W kwietniu, po siedmiu latach współpracy, rozstał się z Erikiem Winogradskym, którego zatrudniała dla niego francuska federacja tenisowa.

Przy okazji zwolnił fizjoterapeutę i fachowca od przygotowania fizycznego. Może miał rację, bo w czwórce półfinalistów tylko on, niegdyś stały pacjent francuskich ortopedów, nie narzekał na kontuzje. Pozostali tak: Djoković na lewe kolano, Nadal na lewą stopę, Murray na biodro.

Mecze Tsongi z Djokoviciem niemal zawsze były ciekawe, ale najbardziej pamiętano finał Australian Open 2008, gdy po pokonaniu Nadala Francuz przegrał jednak walkę o tytuł. Potem grał z Serbem jeszcze sześć razy, zwyciężył pięć, lecz nigdy nie zmierzyli się na trawie.

Ósme spotkanie też będzie wspominane. Warto było oglądać, jak Tsonga prowadził 5: 4, serwował i nie wygrał pierwszego seta, jak Djoković potrafił przytrzymać Francuza za końcową linią, wyrównać na 5: 5 i dość łatwo wygrać w tie-breaku. Dopiero w trzecim secie, gdy Serb prowadził 3: 1, dał się sprowokować i zapłacił karę za pół godziny zabawy.

Tylko widzowie skorzystali. Gdy jeden tenisista skakał i padał, drugi go naśladował, kort centralny podskakiwał z uciechy po zagraniach jak z pokazówki. Wynik na tablicy powoli przybliżał Djokovicia do pierwszego miejsca na świecie, ale Tsonga wreszcie skorzystał z chwili rozproszenia rywala i mimo braku dyscypliny taktycznej doprowadził do jeszcze jednego seta.

Wielkiej kulminacji jednak nie było, bo Djoković spoważniał, a wtedy natychmiast wróciliśmy do prozy sportu. Strata gema serwisowego Tsongi szybko zamieniła się w porażkę w całym meczu. Bomba nie wybuchła.

Reklama
Reklama

Pęknięty balon

Nie eksplodowała także Wielka Brytania po meczu Nadala z Murrayem. Tylko początek dał miejscowym powody do pewnej dumy, bo Szkot przez prawie godzinę grał twardo i skutecznie. Małą przewagę zamienił nawet na pierwszego seta.

Napięcie szybko opadło, gdy Hiszpan lepiej ustawił celownik i zaczął kontrować ataki Murraya. Im dalej w mecz, tym bardziej oczywista stawała się półfinałowa porażka Szkota. Nie dorównał mistrzowi. Gem za gemem wygrywał Nadal, dopiero na kilkanaście minut przed końcem trochę zwolnił tempo, w sam raz, by dać rywalowi złudzenie szansy na wyrównanie. Balon napompowany narodową euforią znów pękł z hukiem.

Biednemu Andy'emu dostanie się jak zawsze. W telewizji BBC do komentowania meczu zaproszono najbardziej kompetentną osobę – Tima Henmana, który mógł precyzyjnie opowiedzieć, co czuje Brytyjczyk seryjnie sprawiający zawód rodakom. Przeżywał to po półfinałach cztery razy.

Małe pocieszenie jednak jest: w finale singla juniorów znalazł się Liam Broady, Anglik. Murray zaś może powtarzać, że jest znacznie lepszy od Nadala w tenisa na PlayStation.

Krzysztof Rawa z Londynu

Reklama
Reklama

Wyniki

Mężczyźni – 1/2 finału: N. Djoković

(Serbia, 2) – J. W. Tsonga (Francja, 12) 7:6 (7-4), 6:2, 6:7 (9-11), 6:3; R. Nadal (Hiszpania, 1) – A. Murray (W. Brytania, 4) 5:7, 6:2, 6:2, 6:4.

Debel mężczyzn – 1/2 finału: M. Bryan, B. Bryan (USA, 1) – N. Zimonjić, M. Llodra (Serbia, Francja, 6) 6:4, 6:4, 6:7 (8-10), 6:7 (4-7), 9:7; R. Lindstedt, H. Tecau (Szwecja, Rumunia, 8) – Ch. Kas, A. Peya (Niemcy, Austria) 6:3, 7:6 (7-3), 6:2.

Debel kobiet – 1/2 finału: K. Srebotnik, K. Peschke (Słowenia, Czechy, 2) – S. Mirza, J. Wiesnina (Indie, Rosja, 4) 6:3, 6:1.

Tenis
Billie Jean King Cup. O awans do turnieju finałowego nasze tenisistki zagrają w Polsce
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Tenis
Iga Świątek nie robi sobie przerwy po Australian Open. Kierunek: Katar
Tenis
Nie chcą się czuć jak w zoo. Gwiazdy tenisa mają dość kamer
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Tenis
Iga Świątek nie wygra Australian Open, Jelena Rybakina za silna
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama