Po kalifornijskich finałach opadł już pustynny kurz. Nagrodzono zwycięzców, pochwalono finalistów Rogera Federera i Jelenę Janković, a także Serenę Williams za puszczenie w niepamięć dawnych przykrości i powrót po 14 latach do tenisowej oazy.
Djoković potwierdził reputację najlepszego tenisisty, Halep pomogła kontuzja Sereny Williams, w rankingach niewiele się zmieniło, choć Rumunka, nr 3 na świecie, zbliżyła się do Marii Szarapowej.
Polskie wspomnienia z kalifornijskiego turnieju to jedno zwycięstwo Agnieszki Radwańskiej, żadnego Jerzego Janowicza, półfinały deblowe Klaudii Jans-Ignacik i Marcina Matkowskiego. Wszyscy mogą się poprawić na wysepce Key Biscayne połączonej z Miami szosą-mostem Rickenbacker Causeway, którą na mecze dojeżdża z domu Martina Navratilova.
Turniej na Florydzie dorównuje temu w Kalifornii, też trwa dłużej niż tydzień (do 5 kwietnia), ma status Premier Mandatory (WTA) i Masters 1000 (ATP), nagradzany jest sowicie w dolarach i punktach.
Nie zmienia się także polski kontyngent. Radwańska, wciąż ósma tenisistka świata (ale rywalki są już bardzo blisko), jest rozstawiona z nr 7. Polka broni prawie 300 punktów za ubiegłoroczny ćwierćfinał, zacznie grę w piątek lub sobotę od drugiej rundy ze Słowaczką Anną Schmiedlovą lub Słowenką Poloną Hercog.