Mieliśmy nad Wisłą „Małyszomanię”, a teraz rozpoczęła się „Majomania”. Widać to było na warszawskim lotnisku, kiedy polską tenisistkę witały tłumy kibiców. Oczywiście, zainteresowanie będzie trwało, tylko jeśli będą kolejne zwycięstwa, ale na razie można się cieszyć tym, co jest.
Wreszcie Chwalińska nie będzie się musiała martwić, jak spiąć budżet. Sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Chętnych do wejścia we współpracę jest bardzo dużo podmiotów i trzeba wszystkim mądrze pokierować. We wtorek wieczorem finalistka Roland Garros wraca do Bielska-Białej, a od środy zaczynają się spotkania z firmami.
Sponsorzy dzwonią nieustannie. „Spotkamy się ze wszystkimi”
– Będziemy rozmawiać i nawiązywać współpracę, bo bez pieniędzy nie ma kariery. Całe życie o to walczyła. Przedstawimy jej propozycje i będzie brała udział w wyborze. Od ćwierćfinału nieustannie odbieram telefony. Bywało tak, że w Paryżu do 15 lub 16 nie wychodziłem z pokoju i odpisywałem pięciu osobom naraz. Spotkamy się ze wszystkimi. To są ludzie sukcesu, więc chcemy pokazać nasz sukces, to, co zbudowaliśmy w Bielsku-Białej – mówi Piotr Szczypka, prezes klubu Advantage Bielsko-Biała, gdzie trenuje Maja Chwalińska.
Czytaj więcej
Finalistka Roland Garros Maja Chwalińska wróciła do Polski jako jedna z największych bohaterek tegorocznego sezonu tenisowego. Awans o 93 miejsca w...
Już same nagrody za zwycięstwa w Paryżu wyniosły polską zawodniczkę do innej rzeczywistości, a dzięki umowom reklamowym będzie jeszcze lepiej. Wysoki ranking pozwoli na startowanie w większych turniejach, zdobywanie punktów i kolejnych nagród. Tak to się kręci w świecie tenisowym. Do tego potrzeba rozbudowanego sztabu.
– Trener Jaroslav Machovsky wychował Jiriego Vesely’ego i Terezę Smitkovą. Co ważne, jest oazą spokoju. Był dla mnie starszym bratem i nie wyobrażam sobie klubu bez niego. Fantastyczną pracę wykonuje Maciek Ryszczuk, choć pamiętajmy, że fundamenty wylała tutaj Jola Rusin. Mietek Bogusławski wychował Kamila Majchrzaka. Jest Petr Hajek, z którym Maja ma świetną relację. Może zadbamy o lepszą odnowę i regenerację. Jeśli uda się z pomocą Ministerstwa Sportu i Turystyki wybudować siłownię, rehabilitację, odnowę, to Maja będzie miała wszystko. Może dodamy do sztabu jakiegoś menedżera czy specjalistę od mediów – zastanawia się Piotr Szczypka.
Czytaj więcej
To dla mnie nowa rzeczywistość, ale postaram się zaadaptować do tego. 18 lat gram w tenisa i w końcu coś kliknęło – powiedziała podczas konferencji...
Trzeba będzie zwracać jeszcze większą uwagę na żywienie i to nie tylko po to, żeby poprawić osiągnięcia, ale też nie wpaść w kłopoty. Już teraz sztab Mai ma „gorącą linię” z Polską Agencją Antydopingową (POLADA) i na bieżąco konsultuje to, co nasza zawodniczka może jeść. Tego wymaga profesjonalny sport.
Dzika karta na Wimbledon. Siostry Williams kontra Maja Chwalińska
Początki były trudne i nie udałoby się bez wsparcia innych ludzi. Bywało tak, że dorzucał się prezes klubu albo musiał wybierać, czy zbuduje coś w klubie, czy da pieniądze na wyjazd, a Maja nie była jedyna. W klubie trenuje Linda Klimovicova, dojeżdża Katarzyna Kawa, jest Daria Kuczer. Był Jakub Jędrzejczak, który wyjechał na studia do USA. Tenis trenuje też syn prezesa Miłosz Szczypka.
– Pojechaliśmy na pierwszy turniej międzynarodowy do Klosters. Wydawało mi się, że wziąłem sporo pieniędzy, a hotel kosztował cztery razy więcej, niż sądziłem. Maja grała, a ja jadłem pierniki, bo były darmowe. Tego turnieju nie zapomnę – śmieje się Piotr Szczypka.
Teraz dylematy są inne i pamiętając, skąd Maja startowała, można się uśmiechnąć jeszcze szerzej. Polka stara się o dziką kartę do turnieju na kortach Wimbledonu. Jeśli dostanie ją nasza tenisistka, będzie to oznaczało, że w Londynie nie zagra albo Serena albo Venus Williams. Jeszcze dwa tygodnie temu nikt nie byłby w stanie sobie tego wyobrazić.