Odgadnąć co gra w duszy polskiej tenisistki naprawdę niełatwo. Zaczęła bardzo dobrze – w pierwszym secie witała się z wygraną już przy stanie 5:3 i własnym serwisie, ale wtedy Hiszpanka zdołała oddalić zagrożenie prostymi środkami – jej mocne bekhendy zza końcowej linii rozbroiły ataki Agnieszki.
Gdy tablica wyświetlała 5:5 Radwańska popsuła ważny serwis, groźba straty seta przeszła na jej stronę, mecz zrobił się gorący, po kilku szansach dla obu pań długi jedenasty gem zdobyła polska tenisistka. Animuszu jej przybyło, efektownie wygrała także dwunasty gem i set 7:5.
Ciąg dalszy wydarzeń na korcie nr 1 w Crandon Park Tennis Center nie mógł jednak uspokoić kibiców Radwańskiej – od przełamania w pierwszym gemie do 0:6 nie minęło nawet pół godziny. Hiszpance wychodziły wszystkie uderzenia.
Tomasz Wiktorowski został wezwany na kort, porada brzmiała: – Jak Carla wchodzi w kort, graj dłuższą piłką. Nie ma tego seta, zapominasz o nim, zaczynasz od początku. Trzeba złamać rywalkę, a nie walczyć ze swym tenisem. Graj aktywnie, świetnie serwowałaś do stanu 5:5 w pierwszym secie, wróć do tego i tak trzymaj.
Decydujący set zaczął się tak samo jak drugi, od przełamania podania Polki. Suarez Navarro poczuła taką wenę, że ryzykowała coraz śmielej, prowadziła 2:0, ale i Agnieszka wreszcie ruszyła do akcji. Jeden gem zdobyty, drugi był bardzo blisko.