Miewała bolesne, pełne cierpienia momenty, już u progu zawodowej kariery. W czerwcu 2017 roku na kortach warszawskiej Legii doznała ciężkiej kontuzji podczas meczu z Martiną Trevisan. Dochodziła do siebie przez ponad pół roku.
Wróciła wzmocniona. Nadeszły zwycięstwa w turniejach niższej rangi, wygrany juniorski Wimbledon i spektakularne mecze w WTA aż do zwycięstwa w Roland Garros w październiku 2020 roku.
Od tego czasu tenisistka z Raszyna bez większych przeszkód podnosiła swój status w zawodowej hierarchii. Rzewne łzy po niespodziewanych porażkach z Chorwatką z czwartej setki rankingu Anją Konjuh w Miami, Paulą Badosą na igrzyskach w Tokio trzy lata temu osuszały kolejne mniejsze i większe sukcesy. Zmiana trenera, która wówczas nastąpiła, kiedy Piotra Sierzputowskiego zastąpił Tomasz Wiktorowski, odbyła się zgodnie z zasadami. Doszło do niej po sezonie, po wyczerpaniu się pewnych metod, z jasnym celem – po to, by miało być lepiej.
Czytaj więcej
Iga Świątek zakończyła występ w World Tennis League w Abu Zabi. Teraz czas na krótki świąteczny o...
I tak się działo. Wszyscy wiemy, co wydarzyło się później: wygrane Wielkie Szlemy, Masters, wielkie turnieje, niekwestionowana pozycja liderki. Gwiazda Igi rozbłysła pełnym blaskiem i jeżeli pojawiały się jakieś wątpliwości, niepokoje, rozczarowania, wynikały z natury sportu, w której porażki są jego integralną częścią.