Korespondencja z Paryża
Możliwe, że Świątek nigdy nie zeszła po meczu do szatni tak szybko, jak po porażce ze Zheng (2:6, 5:7). Trzy lata temu, kiedy Polka odpadła z turnieju olimpijskiego, usiadła na ławce, schowała twarz pod ręcznikiem i długo szlochała, aż podeszła do niej Daria Abramowicz. Teraz błyskawicznie spakowała torbę i zabrała cały smutek ze sobą.
Polka trzymała się w Paryżu rutyn. Próbowała traktować ten turniej tak, jak każdy, choć zdradzała między wierszami, że próbuje i chce oddychać igrzyskami. Zamieszkała poza wioską - w przeciwieństwie chociażby do Rafaela Nadala — a wieczorami układała klocki oraz jeździła elektryczną hulajnogą do Lasku Bulońskiego. Nawet muzykę miała w słuchawkach taką samą i wcale nie zamieniła Led Zeppelin ani ACDC na olimpijsko brzmiące „Chariots of Fire” Vangelisa.
Czytaj więcej
- Iga Świątek nie musi być nieszczera w sprawie mojej kontuzji. Nie potrzebuję fałszu - mówi Dani...
Wiedzieliśmy jednak, że wychowana w kulcie igrzysk przez ojca, który bez skutku starał się w Seulu (1988) o olimpijski medal — jego typowana do podium czwórka podwójna odpadła w półfinale, a w finale B osiągnęła czas, który dawałby brąz — widzi w tym turnieju nie tylko najważniejsze wydarzenie roku, ale może nawet całej swojej dotychczasowej kariery.
Paryż 2024. Dlaczego igrzyska w Paryżu były najważniejszym turniejem w karierze Igi Świątek?
Świątek jest monarchinią kortów w Paryżu. Polka to czterokrotna mistrzyni Roland Garros, która wygrała tam 25 poprzednich meczów, a w całej karierze przegrała wcześniej tylko dwa: z Simoną Halep (2019) oraz Marią Sakkari (2021). Więcej: idąc po triumfy w trzech poprzednich sezonach Polka za każdym razem traciła w stolicy Francji tylko seta. Miała więc prawo czuć - choć na pewno sama tej myśli próbowała do siebie nie dopuszczać - że staje przed życiową szansa na złoto.