Teoretycznie ten amerykańsko-polski pojedynek miał prawo być wyrównany. Różnica rankingowa między zawodniczkami jest niewielka. Fręch zajmuje 53. miejsce w rankingu WTA, a Stephens wyprzeda ją obecnie o 13 pozycji, choć przed tygodniem — zaledwie o cztery. Tegoroczny bilans przemawiał za tenisistką z Łodzi, która do dziś wygrała 12 spotkań, a przegrała osiem. Ma też za sobą świetny występ w Australian Open. Turniej w Melbourne zakończyła w czwartej rundzie, wcześniej odnosząc m.in. jedno z najważniejszych zwycięstw w karierze, z Francuzką Caroline Garcią.
Przeszłość przemawiała za rywalką z Florydy. Sześć lat temu Stephens była w finale Rolanda Garrosa i triumfowała łącznie w siedmiu turniejach WTA — w tym w Charleston w 2016 roku. To także tenisistka numer 3 na świecie. Nawet, jeśli ostatnio obniżyła loty, to jednak stać ją było na to, aby pokonać Angelikę Kerber w Miami czy Darię Kasatkinę w Australii. Rutyna i doświadczenie, ale także uwielbienie do gry na nawierzchni ceglanej przemawiały więc za Amerykanką.
Czytaj więcej
Dwugodzinny finał Collins z Jeleną Rybakiną był pełen walki i napięć, wbrew statystykom i ranking...
Magdalena Fręch — Sloane Stephens. Dlaczego Polka przegrała tak wysoko
Porażka ze Stephens w żaden sposób nie uwłacza oczywiście Polce. Zaskakujące było jednak, jak szybko do niej doszło oraz w jakim stylu. Fręch nie znalazła żadnych argumentów, aby nawiązać walkę z Amerykanką. Grała przewidywalnie i praktycznie bez ryzyka. Pierwszego seta oddała w 27 minut. Miała w nim zaledwie dwa uderzenia kończące. Stephens, która zazwyczaj popełnia dużo niewymuszonych błędów, miała ich zaledwie sześć. Była — jak na siebie — bardzo regularna i konsekwentna. Czuła się bardzo dobrze na ciemnej mączce w Charleston.
Po 0:6 na otwarcie trudno było mieć nadzieję, że Polka znajdzie rozwiązanie swoich problemów. Dysproporcja sił i tenisowych umiejętności była tego dnia zbyt wyraźna. W drugim secie Fręch wygrała dwa gemy – jednego przy wyniku 0:1, drugiego przy 1:5 — zachowując przynajmniej tenisowy honor. W spotkaniu zdobyła dwa razy mniej punktów niż rywalka - 28 przy 56 Amerykanki. Z kortu zeszła szybko ze spuszczoną głową. Mecz zakończył się po nieco ponad godzinie i nie tylko łodzianka chciałaby o nim jak najszybciej zapomnieć.