Mecz Polki z Darią Gavrilovą (25. WTA) trwał prawie trzy godziny, skończył się wynikiem 5:7, 7:6 (7-4), 6:0, więc wątpiący w przygotowanie kondycyjne Radwańskiej mogli się zdziwić. Zdrowie było i, co najważniejsze, wróciła dawna odporność na sytuacje stresowe.
Czytaj więcej:
Pierwszą z nich Agnieszka przeżyła w pierwszym secie, gdy prowadziła 4:1, ale zaraz oddała ciurkiem cztery gemy i wpędziła się w kłopoty. Gavrilova po kilku nerwowych chwilach wygrała seta, ale w drugim, zaciętym od startu, nie wykorzystała prowadzenia 6:5 i przewagi własnego serwisu, straciła dwie piłki meczowe, dopuściła do tie-breaka, w którym Polka wreszcie pokazała, że chłodna głowa znaczy więcej niż rosyjsko-australijski temperament.
Przełamanie naporu tenisistki z Australii było bardzo dosłowne. Jak pokazuje wynik, trzeci set stał się paradą zwycięstwa. Trudno o lepszy sposób na odbudowanie pewności siebie przed Wielkim Szlemem w Londynie.