Federer, Nadal, Djoković i Murray już dawno nie pojawiłi się w komplecie w półfinałach tego samego turnieju – ostatnio taki wyczyn widziano w Australian Open 2012. W Indian Wells była duża szansa na przypomnienie, jak kiedyś wspólnie rządzili światowym tenisem, ale Hiszpan nie dołączył do półfinalistów. Raonic pokonał go 4:6, 7:6 (12-10), 7:5.
Tie-break drugiego seta był doskonały: z jednej strony świetne serwisy i atak Kanadyjczyka, z drugiej rotacje i znakomita obrona Hiszpana. Po kilku piłkach setowych dla jednego i kilku meczowych dla drugiego, lepszy okazał się ten młodszy, a potem w decydującym secie potwierdził niewielką, ale znaczącą przewagę.
Milos Raonic wygrał ze sławnym rywalem pierwszy raz, dopiero za szóstym podejściem. Może się teraz cieszyć ze spotkania z jeszcze bardziej sławnym Szwajcarem, z którym ma bilans 1-8.
Roger Federer awansował w piątek do półfinału bardzo efektownie. Rozniósł w 68 minut Tomasa Berdycha 6:4, 6:0, wyglądał na takiego, któremu wciąż mało efektownych zagrań i dynamicznej gry.
– Kiedy czujesz, że Roger ma od początku kontrolę nad meczem, musisz od razu wznieść się na szczyty, by mu się przeciwstawić. Chcesz więc grać dobrze, chcesz grać jak najlepiej. Jest wtedy bardzo cienka granica między doskonałym tenisem i grą, w której chce się za bardzo. Nie jest to łatwe, by jej nie przekroczyć, zwłaszcza, gdy grasz z Federerem w tak doskonałej formie. Dziś on robił perfekcyjnie niemal wszystko – tłumaczył się Czech.