Czech, obecnie 9. tenisista świata nie musiał w meczu z Argentyńczykiem przeżywać długich chwil niepewności, wygrał dość pewnie i choć chwalił rywala, to wszyscy widzieli, że dominował od początku do końca. Monaco zaś musiał pogodzić się z faktem, że z Berdychem znów nie wyszło – to była siódma porażka – na siedem spotkań.
Półfinały męskie w piątek, zacznie je mecz Czecha z Andym Murrayem, z wielu względów ciekawy, także dlatego, że treningami Tomaša kieruje obecnie wieloletni przyjaciel i pomocnik Andy'ego – Dani Vallverdu.
Statystyki mówią, że Berdych prowadzi ze Szkotem 6-5, choć ostatni mecz, półfinał Australian Open 2015 wygrał w czterech setach Brytyjczyk. Można dodać, że popularne na kortach Crandon Park liczenie zwycięstw w całej karierze zawodowej (ze względu na okrągłe sukcesy Andy'ego Murraya – 500 i Sereny Williams — 700) ma znaczenie także dla Czecha. W środowy wieczór doszedł do liczby 508, co oznacza że jest siódmy na liście aktywnych tenisistów i 43. w klasyfikacji ery Open, wyprzedził w Miami Jima Couriera.
Mecz Simony Halep ze Sloane Stephens do stanu 6:1, 3:0 przebiegał w jednostajnym rytmie, wyznaczanym kolejnymi zwycięskimi piłkami Rumunki. Amerykanka przebudziła się w końcu po 40 minutach oddawania punktów, zaczęła walczyć jak potrafi, zdobyła pięć z kolejnych sześciu gemów i nawet prowadziła 5:4.
– Zmieniła taktykę grając nieco wolniej, zgubiłam na chwilę tempo moich akcji – tłumaczyła Halep. Jednak zryw Sloane się skończył, następne trzy gemy dla Rumunki i po meczu. O Stephens wszyscy szybko zapomną, bo będzie spotkanie Halep – Serena Williams, trzeciej z pierwszą w rankingu WTA.