Wciąż nie ma silnego na lidera światowego tenisa. Wydawało się, że po zwycięstwach w Indian Wells i Miami Serb trochę zwolni tempo na ceglanej mączce, ale nie zwolnił. Dopiero w finale z Czechem przez moment wyhamował, ale to tylko z powodu deszczu, który na kilkadziesiąt minut przerwał spotkanie, nieco rozkojarzył mistrza, raczej pomógł jego rywalowi.
Finał był ciekawy, choć pogoda przeszkadzała. Berdych miał niezły start, wygrał kolejno 10 piłek, ale w połowie seta stracił cenną przewagę. Im bardziej Djoković jest zagrożony, tym lepiej gra, więc gdy Czech miał znów szanse przełamania serwisu Serba, ten znów wykonał skuteczny kontratak.
Djokovic wzmocnił uderzenie także po przegraniu drugiego seta, prowadził już 4:0, tyle Berdych odrobić nie potrafił. Mistrz jest od niedzieli pierwszym tenisistą, który wygrał trzy turnieje ATP Masters 1000 otwierające sezon, ale liczenie kolejnych wielkich zwycięstw Novaka właściwe powinno zacząć się od jesieni ubiegłego roku, gdy zwyciężył w hali Bercy w Paryżu (także cykl Masters 1000), potem w turnieju mistrzów – ATP World Tour Finals 2014, następnie w Australian Open 2015.
Mierzyć jego sukcesy można na wiele sposobów, także w taki, że powiększył przewagę rankingową nad Rogerem Federerem do liczby 5460 punktów, takich wyczynów też statystyka tenisa zawodowego nie pamięta.
Dobre słowo należy się także Tomašowi Berdychowi, wprawdzie jego bilans spotkań z Novakiem to dziś 2-19, ale zimę i wiosnę ma udaną, choć wciąż bez spełnienia największych marzeń.