Laboratorium w Lozannie będzie szukać śladów stosowania przez olimpijczyków syntetycznej erytropoetyny „trzeciej generacji”, zwanej CERA. Ten specyfik firmy Roche jest lekiem na anemię – istotnie wspomaga produkcję czerwonych krwinek.
W zasadzie jest niewykrywalny, lecz producent w porozumieniu z władzami Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) zostawił w nim specjalną cząsteczkę – znacznik, co pozwoliło na opracowanie skutecznej metody łapania nieuczciwych sportowców.
W lipcu zbadano nią próbki moczu kolarzy. Złapano pierwszych winnych, ale też wytypowano podejrzanych. Niedawno podparyskie laboratorium w Chatenay-Malabry, wykorzystując jeszcze bardziej efektywną metodę badania krwi, sprawdziło 14 wytypowanych wcześniej probówek. W trzech znaleziono ślady CERA.
Jedna należała do zdyskwalifikowanego wcześniej Włocha Riccardo Ricco. Dwie pozostałe do rodaka Ricco – i jego kolegi z pokoju podczas Tour de France – Leonardo Piepolego oraz Niemca Stefana Schumachera. Wszyscy trzej byli zwycięzcami etapów w tegorocznym TdF. Francuscy kontrolerzy pobrali przed i w trakcie wyścigu około 30 próbek krwi. Sprawdzą wszystkie.
Wyniki pierwszych badań już przekonały władze MKOl do wykorzystania nowej metody. Rzeczniczka MKOl Emmanuelle Moreau powiedziała: – To część normalnej procedury. Właśnie po to trzymamy krew przez osiem lat, by ją badać, kiedy pojawiają się inne metody.
W Pekinie starymi sposobami badano mocz i krew, zdyskwalifikowano szóstkę sportowców. Łzy wylewali: ukraińska wieloboistka Ludmiła Błońska, jej rodak, ciężarowiec Igor Razoronow, grecka płotkarka Fani Halkia, koreański strzelec Kim Jong Su, cyklistka z Hiszpanii Isabel Moreno oraz wietnamski gimnastyk Ngan Thuong Do. Sprawy białoruskich młociarzy Iwana Tichona i Wadima Diewiatowskiego oraz polskiego kajakarza Adama Seroczyńskiego są jeszcze rozpatrywane.
Zwiększenie skuteczności wykrywania dopingu w Tour de France ma też inny efekt uboczny. Wiceprzewodniczący MKOl Thomas Bach oświadczył, że kolarstwo traci resztki wiarygodności i jego olimpijska przyszłość jest niepewna. – Mentalność kolarzy się nie zmienia. Jeśli ten sport w całości nie weźmie się za poprawę, to będziemy musieli rozważyć olimpijską przerwę dla męskich wyścigów szosowych – powiedział Bach.
Przewodniczący Międzynarodowej Unii Kolarskiej Pat McQuaid określił uwagi Bacha jako „nie do zaakceptowania” i stwierdził, że nie można karać wszystkich za występki niektórych. Ale tych „niektórych” przybywa.