Reklama

Krakowski spleen

Mój pomysł pojechania na mecz Cracovii z Odrą spotkał się wśród redakcyjnych kolegów ze zrozumieniem, jakie okazuje się osobom starszym, z którymi jakakolwiek dyskusja jest pozbawiona sensu.

Aktualizacja: 27.10.2008 09:09 Publikacja: 27.10.2008 08:59

Ale ja tam swoje wiem. Siedząc na trybunie prasowej stadionu przy ulicy Kałuży, widzę całe Błonia, kopiec Kościuszki, majaczące po drugiej stronie maszty oświetleniowe boiska Wisły i schowany park Jordana. Cała historia, nie tylko futbolu, przede mną, a ja mam do takich spraw stosunek uczuciowy.

Niestety, radość na tym się kończy. To, co pokazywali zawodnicy Cracovii i Odry, trudno nazwać ekstraklasą. Nie dziwię się Jerzemu Pilchowi, że woli kibicować Cracovii z daleka, zawsze z lekarstwami na podorędziu. Nigel Kennedy też wpada na stadion coraz rzadziej, a Macieja Maleńczuka śpiewającego hymn Cracovii można usłyszeć tylko na płycie.

I trudno się dziwić. Jeśli największe zainteresowanie na stadionie wzbudza futro właściciela klubu, profesora Janusza Filipiaka, to zgódźmy się, że atrakcyjność widowiska, z założenia sportowego, jest dyskusyjna.

Na konferencji prasowej trener Stefan Majewski, którego znam ponad 30 lat i szanuję, jest załamany tym, jak grają jego zawodnicy i wykończony psychicznie docinkami kibiców. W ogóle nie podnosi oczu ponad podstawiane mikrofony. Nie wie, kto zadaje mu pytanie. Ma dość.

Pół godziny później i kilometr dalej w Audytorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego odbywa się spotkanie z profesorem Leszkiem Kołakowskim. Wchodzi z trudem, o lasce, publiczność wita go jak gwiazdę futbolu czy rocka. Pele filozofii. Aula ma 1400 miejsc, ale upycha się około 2 tysięcy ludzi. Mniej więcej tyle, ile przyszło na mecz. Spotkanie trwa prawie dwie godziny – tyle co mecz. Aktorzy na scenie nie zmieniają pozycji, nie wykonują żadnych zwodów. Tylko główkują. Niby nic się nie dzieje, ale nie chce się wyjść.

Reklama
Reklama

Dzień później – Warszawa, wieczór na Łazienkowskiej. Do stolicy przyjeżdża Wisła, żeby zagrać z Legią. Mecze tych drużyn oglądał jeszcze marszałek Piłsudski. To też cała historia polskiego futbolu, wpisująca się w dzieje szorstkiej przyjaźni pomiędzy miastem królewskim a stołecznym. Wreszcie na stadion Legii przyszli kibice, bo wizyta takiej drużyna jak Wisła kazała z bólem zapomnieć o bojkocie. Bywalcy dawnej żylety dają wprawdzie upust swojej frustracji, ale to, co dzieje się na boisku, jest wreszcie ważniejsze od tego, co kibice mają do powiedzenia władzom klubu.

Nikt się nie oszczędza, wszyscy walczą. Gdyby w lidze wszystkie mecze wyglądały tak jak ten, kibice nie mieliby powodu posądzać piłkarzy, sędziów i trenerów o korupcję.

[ramka]Skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/blog/2008/10/27/stefan-szczeplek-krakowski-spleen/]blogu[/link][/ramka]

Sport
Turniej Czterech Skoczni, Premier League, koszykówka. Co obejrzeć w Sylwestra i Nowy Rok?
Sport
Iga Świątek, Premier League i NBA. Co obejrzeć w święta?
Sport
Ślizgawki, komersy i klubowe wigilie, czyli Boże Narodzenia polskich sportowców
Sport
Wyróżnienie dla naszego kolegi. Janusz Pindera najlepszym dziennikarzem sportowym
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Sport
Klaudia Zwolińska przerzuca tony na siłowni. Jak do sezonu przygotowuje się wicemistrzyni olimpijska
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama