Jutro upływa termin kolejnego ultimatum, narzuconego zespołom przez prezydenta FIA Maxa Mosleya. Osiem ekip, które złożyły warunkową aplikację do przyszłorocznych mistrzostw świata, musi zaakceptować bezwarunkowe zgłoszenie się do Formuły 1. W przeciwnym wypadku do Force India, Williamsa i trzech nowych ekip (Campos, Manor i US F1) mogą dołączyć kolejne zespoły z listy oczekujących.
[srodtytul]Cosworth potrzebuje czasu[/srodtytul]
Dwa dni temu Mosley przedstawił swoją propozycję kompromisu w trwającej od tygodni przepychance. Zespołom zrzeszonym w FOTA (Stowarzyszenie Zespołów Formuły 1) zależało przede wszystkim na odroczeniu wprowadzenia dobrowolnego ograniczenia kosztów do 40 milionów funtów rocznie i połączonego z tym podziału mistrzostw na dwie kategorie. W zamian za redukcję kosztów ekipy miałyby dostać większą dowolność techniczną, jeśli chodzi o konstruowanie samochodów.
Wzbudziło to zrozumiały sprzeciw weteranów F1, którzy na razie nie zamierzają tak drastycznie ograniczać rocznych wydatków, a lepsze osiągi aut budowanych przez „tanią” konkurencję sprawiłyby, że rywalizacja na torze nie byłaby wyrównana. FIA ostatecznie zamierza zrezygnować z większości zmian w regulaminie technicznym, faworyzujących ekipy z dobrowolnie ograniczonym budżetem. Jedynym ustępstwem na ich rzecz byłaby możliwość stosowania silników zgodnych z regulaminem technicznym na sezon 2006.
Powód jest prosty – wszystkie nowe zespoły zgłosiły tego samego dostawcę silników, firmę Cosworth. Legendarny producent, którzy rządził na torach Formuły 1 w latach 70., wycofał się z Grand Prix właśnie po sezonie 2006 i może po prostu nie być w stanie w stosunkowo krótkim czasie zbudować silników według obecnej specyfikacji. To oznacza, że jednostki napędowe Coswortha nie będą miały ogranicznika obrotów (obecny limit to 18.000 obr/min), a każda z nich będzie musiała wytrzymać dwa kolejne weekendy Grand Prix (obecnie każdy kierowca ma osiem silników na liczący 17 wyścigów sezon i może je stosować w praktycznie dowolny sposób).