Sędziowie nie mieli wątpliwości. Dwóch punktowało 100:90, a trzeci 99:91, wszyscy dla Adamka. W trzecim starciu niewiele zabrakło, by walka zakończyła się przed czasem. Polak skontrował lewym sierpowym i Aguilera miał problemy. – Poczułem od razu pieczenie w dłoni po tym uderzeniu – powie po walce Adamek.
Później równie dotkliwie porozbijał sobie kostki prawej dłoni. – Było dobrze, szkoda tylko rąk, lewa jest bardziej zbita, ale to przecież walka, nie zabawa. Nie wychodzimy do ringu na tańce – mówił dziennikarzom.
Adamek przygotował się solidnie, bo wiedział, że 25-letni Aguilera nie będzie łatwym przeciwnikiem. Od pierwszej rundy górował szybkością, zadawał więcej lewych prostych, bił na korpus, kilka razy trafił lewym sierpowym. Był aktywniejszy, precyzyjniejszy i tak naprawdę niezagrożony, choć kilku mocnych ciosów nie uniknął, popełniając stare błędy (wciąż zbyt nisko opuszcza lewą rękę).
Po walce Adamek powiedział, że być może mógł bardziej przycisnąć i szukać wygranej przed czasem, szczególnie w trzeciej rundzie, ale nie poszedł na całość. – Czasami jak wszystko postawisz na jedną kartę, może zabraknąć sił w końcówce, wolałem nie ryzykować.
Polak udowodnił, że wciąż jest czołowym pięściarzem wagi ciężkiej (wyłączając braci Kliczków), ale przy dobrze znanych ograniczeniach, jakimi są warunki fizyczne i brak nokautującego ciosu, musi ciężko zapracować na sukces, szczególnie wtedy, gdy przeciwnik wie, o co w boksie chodzi.
– Za wcześnie jeszcze mówić co dalej. Poczekajmy, aż z rąk zejdzie opuchlizna i wypowie się lekarz –mówi Adamek. Jeśli nie doznał poważniejszej kontuzji, to kolejny pojedynek stoczy 16 czerwca, też w USA i też współpromowany przez Kathy Duvę z Main Event, prawdopodobnie w Prudential Center w Newark. Wtedy zmierzy się z kimś znacznie groźniejszym niż Aguilera, który na Brooklynie poniósł siódmą porażkę w karierze, ale zasłużył na uznanie.
Tomasz Adamek nie był jedynym polskim pięściarzem, który wygrał w sobotę na Wschodnim Wybrzeżu USA. W Atlantic City Artur Szpilka i Mariusz Wach (obaj waga ciężka) znokautowali swych rywali, a Kamil Łaszczyk zdobył pas młodzieżowego mistrza świata organizacji WBO w wadze superpiórkowej.
Ich zwycięstwa obserwował Andrzej Gołota, który znów chce walczyć z Riddickiem Bowe. W Polsce, być może we wrestlingu, być może w MMA.