Sebastian Vettel, który w Malezji niespodziewanie pogodził kierowców Mercedesa, tym razem mógł tylko bezsilnie patrzeć jak wygrywają. Nie da się ukryć, że Ferrari poszło do przodu z rozwojem samochodu, przede wszystkim jednostki napędowej, ale to wciąż za mało, by co wyścig psuć szyki mistrzom świata. Kolejność pierwszej trójki na mecie była taka sama, jak na otwarcie sezonu w Australii, a ponieważ w Malezji Vettel finiszował przed Hamiltonem i Rosbergiem, to po raz pierwszy w historii Formuły 1 w trzech otwierających sezon wyścigach na podium stawali ci sami trzej kierowcy.
– Nie wątpię, że niedługo dopadniemy Mercedesa. Potrzebujemy tylko trochę cierpliwości – deklarował Kimi Raikkonen, zespołowy partner Vettela ze Scuderii, który drugi raz z rzędu zajął czwarte miejsce. To lepszy dorobek niż w całym poprzednim sezonie, w którym Fin tylko raz w dziewiętnastu wyścigach finiszował tak wysoko. Z kolei Vettel już po trzech tegorocznych Grand Prix przebił zeszłoroczne dokonania poprzedniego lidera Ferrari Fernando Alonso, który tylko dwa razy był w pierwszej trójce. Niemiec ma już na koncie trzy podia w czerwonych barwach, w tym raz stał na najwyższym stopniu.
W Chinach nie miał szans na powtórkę z Malezji, chociaż w środkowej części wyścigu jechał tuż za prowadzącą dwójką. Właśnie za ten fragment zawodów Rosberg miał po mecie sporo pretensji do Hamiltona. Jego zdaniem lider jechał zbyt wolno i dzięki temu rywal z Ferrari mógł się do nich zbliżyć.
– Jechałem swój własny wyścig, Nico nie był w stanie mi zagrozić – tłumaczył zwycięzca.
– Ciekawie jest usłyszeć, Lewis, że myślałeś tylko o sobie – ripostował zdenerwowany Rosberg. – To niepotrzebnie przeszkodziło mi w wyścigu. Sebastian znalazł się bardzo blisko.
– Moim zadaniem nie jest dbanie o wyścig Nico – skontrował mistrz świata. – Skupiałem się na swojej jeździe, a jeśli Nico chciał, to mógł mnie wyprzedzić – ale tak nie zrobił.
To jasne, że Hamiltonowi mogło zależeć na tym, by przedzielił ich Vettel. Wówczas Rosberg zdobyłby mniej punktów, a im większa będzie strata Niemca w klasyfikacji, tym szybciej Mercedes wprowadzi hierarchię wśród swoich kierowców i skaże Rosberga na pomaganie liderowi ekipy w ewentualnej walce z Ferrari. Jednak Nico mógł pokazać na torze, że nie daje sobie w kaszę dmuchać i też zasługuje na pozycję lidera: wystarczyło, że zbliżyłby się do Hamiltona i faktycznie spróbował ataku, zamiast dostosowywać swoje tempo do jego wolniejszej jazdy.