Ster na Paryż. Reprezentacja pływaków walczy w Dausze o kwalifikacje

Największe gwiazdy zrezygnowały z udziału w tegorocznych mistrzostwach świata. Polacy szansę wykorzystują, choć nie wszyscy.

Publikacja: 16.02.2024 03:00

Julia Maik, Zuzanna Famulok, Katarzyna Wasick i Kornelia Fedkiewicz zostały w Dausze czwartą sztafet

Julia Maik, Zuzanna Famulok, Katarzyna Wasick i Kornelia Fedkiewicz zostały w Dausze czwartą sztafetą świata

Foto: Rafał Oleksiewicz

22-osobowa reprezentacja – liczniejszą kadrę wysłaliśmy na taką imprezę tylko raz, w 2009 roku do Rzymu – poleciała do Dauhy po medale, rekordy życiowe oraz kwalifikacje olimpijskie dla sztafet i właśnie ten ostatni punkt był celem najistotniejszym.

Wiadomo już, że kibice podczas igrzysk w Paryżu zobaczą kobiecą sztafetę 4x100 metrów stylem dowolnym oraz sztafetę mieszaną stylem zmiennym. Obie zajęły na mistrzostwach świata czwarte miejsce, która gwarantuje kwalifikację. – Podium było blisko, ale zrobiliśmy duży postęp i to najważniejszy wniosek na przyszłość – mówi Ksawery Masiuk, który płynął w tej drugiej.

Liderzy czekają w blokach

Mniej w ciągu pięciu pierwszych dni imprezy było wyczynów indywidualnych, przeważały raczej zmarnowane szanse. Największą zaprzepaścił 19-letni Krzysztof Chmielewski, czyli ubiegłoroczny wicemistrz świata na 200 metrów stylem motylkowym, który był najszybszy w półfinale, ale przy drugim nawrocie dotknął ściany tylko jedną ręką i został zdyskwalifikowany.

Udział w finale wziął więc jedynie jego brat Michał, który był najmłodszy w stawce i dopłynął do mety czwarty, a na mecie przyznał, że w jego zasięgu było nawet złoto.

Dzień później pierwszą Polką w dziejach finału na 50 m stylem grzbietowym została Adela Piskorska. Zajęła 6. miejsce.

Nikt inny z reprezentacji Polski indywidualnie do finału nie dopłynął, ale liderzy kadry, czyli przede wszystkim Ksawery Masiuk – mistrzostwa świata zaczął od nieoczekiwanej porażki w eliminacjach 100 m stylem grzbietowym – oraz Katarzyna Wasick, czekają jeszcze w blokach. Najważniejsze starty mają dopiero przed sobą, bo organizatorzy zaplanowali je dopiero na niedzielę.

Wspomnieć należy, że listę olimpijczyków już wcześniej wzbogacił w Dausze specjalista od skoków do wody Robert Łukaszewicz. Ostatnim Polakiem, który startował na igrzyskach w tej dyscyplinie, był 32 lata temu Grzegorz Kozdrański, czyli brat bliźniak obecnego trenera kadry Andrzeja Kozdrańskiego.

Płynie w kierunku światła

Brak medali rodzi niedosyt, bo droga do sukcesu tym razem jest krótsza. Trwa rok olimpijski, a impreza – przełożona przez pandemię – odbywa się w nietypowym okresie, pływacy o medale mistrzostw świata jeszcze nigdy nie rywalizowali w lutym. To sprawiło, że ze startu zrezygnowała większość gwiazd, w tym aż 16 obrońców tytułu, a wielu spośród obecnych zwraca uwagę, że daleko im do szczytu formy, który szykują na igrzyska.

Zawody w domu oglądają m. in. Amerykanie Katie Ledecky i Ryan Murphy, Francuz Leon Marchand, Chińczyk Qin Haiyang czy Australijka Kaylee McKeown, którzy mają błyszczeć dopiero w Paryżu. Śpiew muezzina budzi za to Szwedkę Sarah Sjostrom czy Brytyjczyka Adama Peaty’ego.

Ten ostatni w rywalizacji na 100 m stylem klasycznym zdobył brąz, który zapewne smakuje jak złoto, bo trzykrotny mistrz olimpijski i wielokrotny mistrz świata zmagał się z wypaleniem oraz depresją, które topił w alkoholu, ale już z problemów wypłynął.

Dziś przekonuje, że osiągnął pokój z samym sobą, a ciemny okres życia przyniósł na jego ciele efekt w postaci tatuażu z krzyżem oraz hasłem: „Into the Light” („W kierunku światła”).

Innym bohaterem pierwszych dni mistrzostw świata był 19-letni Chińczyk Pan Zhanle, który wcześniej indywidualne medale zdobywał tylko podczas Igrzysk Azjatyckich, a w Dausze na pierwszej zmianie sztafety 4x100 m stylem dowolnym czasem 46.80 pobił rekord świata Rumuna Davida Popovici.

Młodzian wyjaśniał później, że jest zdumiony, bo planował taki wynik, ale dopiero w Paryżu. On więc także, wskakując do basenu w kompleksie Aspire, nie czuł, że jest w życiowej dyspozycji, a jednak epokowy wynik osiągnął. Podobno pomogły analizy wideo, podczas których dostrzegł chociażby, że o ile lewą dłoń układa podczas zagarnięcia wody prawidłowo, o tyle już pozycję prawej mógł skorygować.

Apetyt na rekordy

Zbiera pochwały, bo każdy rekord świata pobity po erze poliuretanowych kostiumów, które kilkanaście lat temu zrewolucjonizowały świat pływacki, zasługuje na podziw – zwłaszcza wśród mężczyzn, gdzie wciąż co trzeci z 21 najlepszych wyników w dziejach konkurencji pochodzi sprzed 2010 roku, kiedy ich zakazano.

Apetyt na najbardziej prestiżowy rekord świata, a więc ten na 50 m stylem dowolnym, zdradził niedawno trzykrotny mistrz świata, Australijczyk James Magnussen. 32-latek chce zawiesić sportową emeryturę, którą rozpoczął w 2018 roku, aby wziąć udział w wymyślonych przez jego rodaka Arona d’Souzę zawodach Enhanced Games, czyli igrzyskach bez kontroli antydopingowych.

Magnussen wierzy, że jest w stanie powalczyć o rekord świata Brazylijczyka Cesara Cielo oraz milion euro nagrody, przygotowując się do tego oczywiście pod odpowiednim nadzorem medycznym, aby dodatkowe wspomaganie nie zaszkodziło jego zdrowiu.

Nie wiadomo, czy tak właśnie wygląda przyszłość, i można mieć jedynie nadzieję, że próby podobne do tej zapowiedzianej przez Australijczyka pozostaną na marginesie światowego sportu, a zaplanowane na drugą połowę roku Enhanced Games nie spełnią nadziei twórców.

Nowe perspektywy rysują się za to przed samym pływaniem, które – zapewne nie bez związku z sympatiami prezesa Husaina al-Musallama – wypływa na azjatyckie wody. Niedawno mistrzostwa świata gościło Gwangju (2019), poprzednie odbyły się w Fukuoce (2023), za rok najlepszych ugości Singapur, a w 2029 roku – Pekin. Listę imprezą w 2027 roku wypełnia Budapeszt.

Nie brakuje głosów, że akurat taki wybór na miejsce europejskiej pauzy to także ruch nieprzypadkowy, a Al-Musallam ma już nawet węgierski paszport i kupił tam dom, bo w ojczyźnie grozi mu więzienie za to, że jako szef Kuwejckiego Komitetu Olimpijskiego (KOC) miał podpisać kontrakt z firmą należącą do swojej żony i dzieci.

Węgrzy zawsze byli na basenie ważnymi aktorami, ale dziś pierwszy plan zdominowali Chińczycy i nie chodzi jedynie o ofensywę w zakresie organizacji imprez, bo niemniej sprawni od działaczy są atleci.

Tamtejsi sportowcy podczas tegorocznych mistrzostw świata – pływanie na długim basenie to tylko ich ostatni akcent, wcześniej odbyły się wspomniane już skoki do wody, pływanie artystyczne i na wodach otwartych oraz waterpolo – zdobyli 28 medali (19 złotych) w 57 konkurencjach, a czas na kolejne mają do niedzieli. Kibice w naszym kraju tych emocji nie przeżyją, bo imprezy nie transmituje żadna polska telewizja.

22-osobowa reprezentacja – liczniejszą kadrę wysłaliśmy na taką imprezę tylko raz, w 2009 roku do Rzymu – poleciała do Dauhy po medale, rekordy życiowe oraz kwalifikacje olimpijskie dla sztafet i właśnie ten ostatni punkt był celem najistotniejszym.

Wiadomo już, że kibice podczas igrzysk w Paryżu zobaczą kobiecą sztafetę 4x100 metrów stylem dowolnym oraz sztafetę mieszaną stylem zmiennym. Obie zajęły na mistrzostwach świata czwarte miejsce, która gwarantuje kwalifikację. – Podium było blisko, ale zrobiliśmy duży postęp i to najważniejszy wniosek na przyszłość – mówi Ksawery Masiuk, który płynął w tej drugiej.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Sport
Chińscy pływacy na dopingu. W tle walka o stanowisko Witolda Bańki
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Sport
Paryż 2024. Dlaczego Adidas i BIZUU ubiorą polskich olimpijczyków
sport i polityka
Wybory samorządowe. Jak kibice piłkarscy wybierają prezydentów miast
Sport
Paryż 2024. Agenci czy bezdomni? Rosjanie toczą olimpijską wojnę domową
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Sport
Paryż 2024. Kim jest Katarzyna Niewiadoma, polska nadzieja na medal igrzysk olimpijskich