Wolność oraz radość. Zaczyna się czas kitesurferów

Już nie deska z żaglem, ale taka deska z latawcem jest najbardziej trendy nad morzem. Zainteresowanie kitesurfingiem rośnie. Nic dziwnego, że za rok zadebiutuje na igrzyskach olimpijskich w Paryżu.

Publikacja: 08.07.2023 09:54

Kitesurfing uprawia w naszym kraju od 10 do nawet 20 tysięcy osób

Kitesurfing uprawia w naszym kraju od 10 do nawet 20 tysięcy osób

Foto: Monika Szadkowska

To jest naprawdę szybka kariera. Pierwsze deski z latawcem wzbiły się w powietrze dwadzieścia lat temu. Dekadę później na wodzie ciągle dominowali windsurferzy, a kitesurferów w dobry dzień można było porachować na palcach jednej ręki. Teraz latawce w piękny dzień nad morzem trudno zliczyć, ale na pewno są ich setki. Za tym idzie rozwój infrastruktury, szkółek, a także sprzętu.

Polska nie pozostaje w tyle. Liczbę kitesurferów trudno oszacować, ale bezpiecznie można założyć, że ten sport uprawia między od 10 do nawet 20 tysięcy Polaków. Instruktorów na liście PZKite jest około 850 i co roku na listę dołącza około stu osób. A tak naprawdę jest ich jeszcze więcej, bo można też mieć licencję International Kite Organisation.

Kitesurfing. Wolność oraz radość

Są w Polsce niezłe warunki do uprawiania tego sportu. Zatoka Pucka jest bardzo dobrym miejscem, zwłaszcza dla początkujących, a w naszym kraju powstają też świetne deski. Można śmiało powiedzieć, że osób uprawiających ten wymagający i piękny sport będzie co raz więcej.

Czytaj więcej

Drogo i bez blasku. Po co Polsce były igrzyska europejskie?

Kitesurfing (albo kiteboarding) to unikalne połączenie pływania i latania, więc nic dziwnego, że ci, którzy cenią sobie wolność oraz ekstremalne doświadczenia, chcą spróbować. Poza tym pływać można na różne sposoby i wcale nie trzeba wykonywać trudnych sztuczek, żeby czerpać z tego radość.

- Porównałabym go do snowboardu, który daje poczucie wolności. Nie musisz mieć infrastruktury, żeby wystartować i jesteś niezależny od ludzi. Możesz pływać w przepięknych miejscach, kompletnie sam, blisko żywiołu. Do tego kite daje możliwość latania, która przychodzi praktycznie bez wysiłku - mówi „Rz” instruktorka PZKite i organizatorka wyjazdów kitesurfingowych Marta Gula.

Ograniczeń wiekowych właściwie nie ma. Uczą się nawet ludzie będący od lat na emeryturze, mają problemy z biodrami. Na kursy przychodzą nawet osoby niepełnosprawne.

- Sprzęt się zmienił, jest łatwiejszy w obsłudze i wiele wybacza, ale przy zerowej sprawności nauka przyjdzie trudniej, a cały proces się mocno wydłuży - zaznacza Gula. - Osobom otyłym trudno jest np. założyć deskę. Na drugim biegunie mamy byłych sportowców u których odzywają się kontuzje, bóle w plecach, w stawach. Takie czynności jak schylenie czy zgięcie kolan mogą być wówczas problemem.

Na czym polega kitesurfing

Na naukę pływania na desce z latawcem można też zapisać dzieci, ale w tym przypadku wcześniej nie zawsze znaczy lepiej. Trzeba pamiętać, że to sport ekstremalny - choć uprawiany z głową powinien być bezpieczny - gdzie mamy do czynienia z dwoma żywiołami: wodą oraz powietrzem. Dlatego trzeba uważać, bo błędy czy zbyt optymistyczne ocenianie własnych umiejętności mogą drogo kosztować.

Kite Quest

- Naukę można zacząć już w wieku 12 lat i przy wadze 40 kg. Latawiec jest tutaj wyznacznikiem. Młodsze dzieci czasami nie słuchają poleceń, mniej rozumieją, choć jeśli 8-latek jest zdyscyplinowany, to można spróbować go uczyć. To musi być z jednej strony zabawa, a z drugiej rzetelna wiedza. Dziecko musi wiedzieć, jak ma być ustawione względem deski i wiatru - wskazuje w rozmowie z „Rz” sekretarz Polskiego Związku Kiteboardingu (PZK) Wojciech Antosiewicz.

Rzetelna wiedza jest niezbędna, żeby pływać bezpiecznie. Wszystkie elementy szkolenia trzeba przerobić od początku do końca. Nie zawsze będzie przecież tak, że ktoś pomoże, wezwie pomoc albo przypłyną motorówki i podejmą rozbitka. Dobrze jest, jeśli kursant czuje, że robi postępy, aby się nie zniechęcił, ale pewnych elementów nauki po prostu nie można pominąć.

- Nie wystarczy tylko umiejętność pływania w lewo lub w prawo. Jeśli jakiś element nie wychodzi, to idziemy w nauce dalej, ale potem do niego wracamy - mówi Marta Gula.

Monika Szadkowska

Gdzie można uprawiać kitesurfing

Pokusa, żeby coś skrócić, obejść lub pominąć jest naturalna, każdy chce przecież wskoczyć na deskę jak najszybciej. Poza tym, to nie są tanie rzeczy. Godzina kursu kosztuje w Polsce około 200 zł, a za granicą kosztuje - 70-80 euro. Do tego trzeba doliczyć ekwipunek. Używany zestaw dobrej marki składający się z dwóch latawców, deski i baru, czyli przyrządu do sterowania, to 10 tysięcy złotych. Za te pieniądze można też kupić zestaw (jeden latawiec, deska i bar) z niższej półki.

- Kiedy w 2007 roku kupowałem latawce, razem z deską zapłaciłem tysiąc euro. Teraz podstawowy latawiec potrafi kosztować dwa razy tyle  - opowiada Antosiewicz.

Do tego trzeba doliczyć koszty wyjazdu nad wodę. Można pojechać na Hel, gdzie przyjeżdża sporo kitesurferów, pracuje wielu instruktorów i jest bardzo dobra baza, chociaż tanio wcale nie jest. - To dobre miejsce do nauki, bo woda jest stosunkowo płytka i ciepła, nie ma meduz, alg ani jeżowców, tylko czasami brakuje odpowiedniego wiatru oraz trzeba kilka dni poczekać na pogodę. Na południu Europy wieje cały czas - mówi Antosiewicz.

Czytaj więcej

The Ocean Race: Polski jacht zdobywcą VO65 Sprint Cup

Popularny wśród kitesurferów jest Egipt. Nawet w małych wioskach, położonych na wybrzeżu, potrafi być kilka szkółek, więc jest w czym wybierać. Właściwie przed fanami tego sportu cały świat stoi otworem. Jeśli ktoś ma odpowiednio dużo pieniędzy, to może wyruszyć do Brazylii, Sri Lanki, Tajlandii, Kenii, na Zanzibar czy do RPA, a nawet szukać spotów (akwenów do pływania) na Madagaskarze czy w Wietnamie.

Kitesurfing nie jest sportem niskobudżetowym, a jeśli ktoś chciałby startować w zawodach, to koszty tylko rosną. Jest trochę jak w tenisie, gdzie za wszystko trzeba zapłacić samemu, tylko że nagrody finansowe są nieporównywalne.

- Najlepiej być bogatym z domu, albo trafić na kogoś, kto w ciebie uwierzy i zechce sponsorować przygotowania oraz sprzęt. W Polsce ciągle trzeba wyjmować pieniądze z własnej kieszeni, nie dostajemy też pieniędzy z ministerstwa. Na świecie wielkie firmy zaczynają nas jednak zauważać - mówi Antosiewicz.

Kitesurfing na igrzyskach w Paryżu

Może sytuacja zmieni się po igrzyskach w Paryżu, gdzie reprezentacja Polski może liczyć na sukcesy, a za medalami zawsze idzie zainteresowanie kibiców.

- Wśród kobiet szansa na medal jest niemal stuprocentowa. Mamy co najmniej dwie dziewczyny, które należą do ścisłej światowej czołówki. Julia Damasiewicz jest wielokrotną mistrzynią świata i Europy, a Magda Woyciechowska depcze jej po piętach. Kolejka do startu na igrzyskach jest u pań długa. Wśród mężczyzn nie mamy aż tak utytułowanych zawodników. Może zmieni się to w przyszłości, bo mamy kilku obiecujących nastolatków – wskazuje sekretarz generalny PZKite.

Władze Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) stawiają na widowiskowość. Do programu igrzysk dołączają sporty, które dobrze wyglądają w telewizji, a do tego stają się popularne wśród młodych ludzi.

Igrzyska mają się oglądać, więc kitesurferzy będą się ścigać. Jeśli dyscyplina olimpijska się spodoba, to do może programu, zamiast któregoś z tradycyjnych sportów, dołączą konkurencje bardziej freestylowe, jak tzw. Big Air, gdzie najważniejsza jest wysokość skoku, który uzupełniają akrobacie w powietrzu. Tu mielibyśmy szanse medalowe wśród mężczyzn, bo do światowej czołówki należy Janek Grzegorzewski, ale niedawno odniósł dość poważną kontuzję.

- Organizatorzy stawiają na widowiskowość. Będą duże latawce i deska foilowa z dołączonym masztem, która unosi się lekko nad wodą. Zawodnicy rozwijają duże prędkości, ponad 60 km/h. W pierwszej wersji myślano o mikście, ale okazało się, że można rozegrać oddzielnie zawody mężczyzn i kobiet - wyjaśnia Antosiewicz.

Monika Szadkowska

Dopuszczony do rywalizacji na igrzyskach będzie jedynie sprzęt od trzech firm. Dzięki temu o zwycięstwie zadecydują umiejętności, a nie klasa deski i latawca. Ten medal ma również drugą stronę, bo producenci z pieczątką od MKOl-u nie muszą rywalizować ceną - klienci i tak przyjdą - więc to rynek sprzedawcy. Roczny koszt dla zawodowców to nawet 250 tys. zł.

Nowy sport wchodzi na igrzyska, więc PZKite dopiero teraz może się starać o wpisanie przez ministerstwo na listę polskich związków sportowych. Dokumenty już złożono.

Wszystko na razie opiera się na zaradności sportowców oraz wsparciu rodziców, którzy pomagają w szukaniu sponsorów. Na szczęście to nie zatrzymuje rozwoju dyscypliny. Przybywa chętnych, powstają nowe szkółki. Sport nabrał wiatru w żagle. Niewykluczone, że tej fali już nic nie zatrzyma.

To jest naprawdę szybka kariera. Pierwsze deski z latawcem wzbiły się w powietrze dwadzieścia lat temu. Dekadę później na wodzie ciągle dominowali windsurferzy, a kitesurferów w dobry dzień można było porachować na palcach jednej ręki. Teraz latawce w piękny dzień nad morzem trudno zliczyć, ale na pewno są ich setki. Za tym idzie rozwój infrastruktury, szkółek, a także sprzętu.

Polska nie pozostaje w tyle. Liczbę kitesurferów trudno oszacować, ale bezpiecznie można założyć, że ten sport uprawia między od 10 do nawet 20 tysięcy Polaków. Instruktorów na liście PZKite jest około 850 i co roku na listę dołącza około stu osób. A tak naprawdę jest ich jeszcze więcej, bo można też mieć licencję International Kite Organisation.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Inne sporty
Drogo i bez blasku. Po co Polsce były igrzyska europejskie?
Inne sporty
The Ocean Race: Polski jacht zdobywcą VO65 Sprint Cup
Inne sporty
Robert Karaś rekordzistą – za sukces sława i chwała
Sport
Klaudia Zwolińska bohaterką mistrzostw Europy. Teraz czas na igrzyska
Sport
Czy Iga Świątek pójdzie w ślady Sereny Williams?