Polski kiteboarding rośnie w siłę. "Chcemy iść mały krokami"

Wiceprezes zarządu Polskiego Związku Kiteboardingu Piotr Kunysz opowiada "Rz" o olimpijskich nadziejach, współpracy z Polskim Związkiem Żeglarskim, rozwoju dyscypliny oraz perspektywach na igrzyska olimpijskie w Los Angeles.

Publikacja: 17.09.2023 06:49

Piotr Kunysz jest wiceprezesem Polskiego Związku Kiteboardingu

Piotr Kunysz jest wiceprezesem Polskiego Związku Kiteboardingu

Foto: Archiwum prywatne

Polacy podczas mistrzostw świata w kiteboardingu nie wywalczyli kwalifikacji olimpijskiej, choć nadzieje były niemałe. Co się stało?

Mamy zawodników z europejskiej, a nawet światowej czołówki, czasem jeden błąd wystarczy, żeby stracić szansę. Tak było podczas mistrzostw świata w Hadze. Maks Żakowski, który był jednym z faworytów, pogubił się pierwszego dnia, a potem nie wiało i nie odrobił strat. Skończył zawody na jedenastym miejscu.

Jeszcze mocniej liczyliśmy na panie…

Julia Damasiewicz jeszcze jako juniorka była mistrzynią Europy seniorów, a jest też Magdalena Woyciechowska. U pań bardzo wzrosła konkurencja, od momentu kiedy kite stał się sportem olimpijskim. Pojawili się Szwajcarzy, Francuzi, Australijczycy, Nowozelandczycy, Brytyjczycy… Miejsc nie ma zbyt wiele, a są jeszcze kwoty przeznaczone dla poszczególnych kontynentów, więc nawet mimo bardzo dobrych wyników możemy zostać za burtą.

Czytaj więcej

Czas kitesurferów. Władze MKOl stawiają na widowiskowość.

Skąd ten pesymizm?

Nazwę się raczej realistą. Mamy jeszcze szanse: mistrzostwa Europy we wrześniu, a potem zawody w Chinach, Chile oraz Australii, gdzie też możemy wystartować. Na tych imprezach będzie mało miejsc, a wyjazdy stoją pod dużym znakiem zapytania ze względu na koszty.

Skąd są pieniądze na funkcjonowanie kadry?

Polski Związek Żeglarski (PZŻ) został namaszczony do tego, żeby przygotować kadrę i aktualnie tylko ci zawodnicy biorą udział w imprezach rangi mistrzowskiej, dających kwalifikacje olimpijskie.

To dość nietypowe, że Polski Związek Kiteboardingu nie zajmuje się kadrą narodową. Dlaczego?

Tak powinno być, jednak przygotowaniem kadry narodowej zajmuje się PZŻ. Jego współpraca z PZKite nie układa się różowo. Cały czas czekamy na wpis na listę ministerialną, dlatego nie mamy statusu polskiego związku sportowego i nie dostajemy finansowania. Złożyliśmy dokumenty, ale to trwa, a po ogłoszeniu decyzji o tym, że kitesurfing trafi na igrzyska, musiała zostać powołana kadra, więc wyznaczony został PZŻ. Moglibyśmy zająć się tym, na czym się znamy, ale czekamy na zakończenie procedury, a z tego, co słyszałem, PZŻ wydał negatywną opinię w tej sprawie. Wygląda to tak, jakby chronili swój monopol.

Kto zajmuje się trenowaniem reprezentacji?

Trenerem jest Tomek Janiak, który przeniósł się tam ze struktur PZKite. My mamy możliwości, żeby zająć się rozwojem kiteboardingu. To setki instruktorów, szkoły, trenerzy. Sytuacja jest podobne do tej ze sportów zimowych, gdzie wszystkim zarządza Polski Związek Narciarski (PZN). Mają pod sobą pięć dyscyplin i ktoś w tej układance musi ucierpieć. Jestem zwolennikiem zasady, że każdy powinien się zajmować tym, na czym się zna. Nie mogę zrozumieć, że może działać Polski Związek Surfingu, a w dyscyplinie, gdzie możemy być potentatem, bo mamy spore środowisko, trwamy w zawieszeniu.

Myślimy o przyszłości. Chcemy stworzyć struktury pod kątem igrzysk w 2028 roku. Mamy pięć lat spokojnej pracy

Młodzi garną się do tego sportu?

W wietrzny dzień na wodzie są setki latawców, ale do zawodów zgłaszają się nieliczni i tego nie mogę zrozumieć. Uruchomiliśmy zawody dla młodzieży, czyli KiteLigę, do której zgłasza się 20-25 osób. Serce się kraje. Zastanawialiśmy się, czy trasy nie są za trudne, ale to nie są wymagające regaty.

Szukacie sposobów promocji?

Zachęcamy nagrodami, na zawodach jest kolorowo i wesoło, ale to się nie przekłada na frekwencję. Ostatnio przeprowadziliśmy kurs trenerski. Licencję zdobyło 20 nowych szkoleniowców, którzy mogą pracować z młodzieżą. Będziemy rozmawiać ze szkółkami, których na samym Półwyspie Helskim jest około 60. Przy tych większych chcielibyśmy uruchomić małe kluby, które mogą się starać o granty z programów ministerialnych. Chcemy iść mały krokami. Jeśli uda nam się przekonać na początek choć dziesięć szkół, a w każdej zacznie trenować 5-6 młodych osób, to zyskamy za kilka lat 60 zawodników. A szkoła przy okazji może skorzystać, wyrabiając sobie markę. Myślimy o przyszłości. Chcemy stworzyć struktury pod kątem igrzysk w 2028 roku. Mamy pięć lat spokojnej pracy.

Polacy podczas mistrzostw świata w kiteboardingu nie wywalczyli kwalifikacji olimpijskiej, choć nadzieje były niemałe. Co się stało?

Mamy zawodników z europejskiej, a nawet światowej czołówki, czasem jeden błąd wystarczy, żeby stracić szansę. Tak było podczas mistrzostw świata w Hadze. Maks Żakowski, który był jednym z faworytów, pogubił się pierwszego dnia, a potem nie wiało i nie odrobił strat. Skończył zawody na jedenastym miejscu.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Sport
Półfinały Euro 2024: Dwa kroki do chwały
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Sport
Piękna i zdradliwa. Trawa zaszkodzi Hubertowi Hurkaczowi i polskiemu tenisowi?
Sport
Ceremonia otwarcia igrzysk olimpijskich w Paryżu. Francuzi chcą zachwycić świat
Sport
Mark Cavendish. Szybki i wściekły mnich
Sport
Hubert Hurkacz. Siódmy na świecie, czwarty w prognozach
Sport
Wimbledon: Niełatwa droga dla Igi Świątek. Hubert Hurkacz miał lepszy los