Reklama

Igrzyska na ekranie: dużo dla dociekliwych

Omega, oficjalny chronometrażysta igrzysk, powinien dziś nazywać się oficjalnym dostawcą wszelkich danych olimpijskich. Drukowanych i wyświetlanych, zwłaszcza wyświetlanych

Aktualizacja: 22.02.2018 06:25 Publikacja: 22.02.2018 05:42

Kamery na dużej skoczni olimpijskiej w Pjongczangu

Foto: materiały prasowe

Firma Omega, której od 1936 roku zimowe igrzyska olimpijskie zawdzięczają chronometraż, do coraz bardziej precyzyjnych sposobów pomiaru czasu w zawodach dodała przez dziesiątki lat tyle systemów zbierania i prezentacji danych, że zrobiła się z tego osobna dziedzina technicznej sztuki.

Zwłaszcza dla widza telewizyjnego (choć dla tego obecnego na arenach też) igrzyska w Pjongczangu stały się okazją do zobaczenia, co może współczesna technologia i co obiecuje w niedalekiej przyszłości.

Skoro igrzyska powoli zmierzają do wielkiego finału, można podsumować, co zyskaliśmy oglądając biegi, skoki, wyścigi i pokazy zimowych olimpijczyków w telewizorach. Najgólniej – zyskaliśmy wiedzę wzbogacającą emocje, choć pewnie jest gdzieś granica postrzegania liczb, diagramów, parametrów, porównań, zestawień i powtórek obrazów. Na razie jednak, kto uważny, ten się cieszył.

W skokach narciarskich, oprócz oczywistych informacji o zawodnikach i ich notach, widzowie mogli dostrzec także prędkości najazdu i lądowania oraz parametry lotu. W narciarstwie alpejskim nowością były m. in. dodatkowe wskazania prędkości, np. przed i po efektownym skoku. W hokeju systemy analizy akcji z podświetlaniem graczy, kierunków ich ruchu i lotu krążka (w tle działał już skutecznie system wykrywania dźwięku gwizdka, dla sędziów nowa sprawa).

W łyżwiarstwie szybkim i innych kilku sportach dobrze się sprawdzała graficzna prezentacja pozycji zawodników. W narciarstwie alpejskim, bobslejach, skeletonie, saneczkarstwie oko przyciągały powtórki polegające na nakładaniu obrazu próby jednego sportowca, na obraz akcji drugiego. Simulcam – tak Omega nazwała to rozwiązanie, przydawało się zwłaszcza w narciarstwie alpejskim, bobslejach, skeletonie i saneczkarstwie.

Reklama
Reklama

Technologia Stromotion Omegi bardzo efektownie wypadła w łyżwiarstwie figurowym. Skok podzielony na frakcje – to przemawiało do wyobraźni telewidza. Nic nie stoi na przeszkodzie, by korzystać z tego pomysłu wszędzie indziej, gdzie sportowiec wykonuje dynamiczny ruch w przestrzeni: w narciarstwie alpejskim, dowolnym i w zawodach snowboardowych.

Osobna sprawa, to ilość informacji na ekranie telewizyjnym w trakcie konkurencji. Niekiedy trzeba mieć refleks, żeby dostrzec pojawiające się na chwilę cyfry i je szybko zinterpretować. Takie czasy, że nowa technologia niekiedy edukuje i podbija emocje, ale wymaga też sporej spostrzegawczości.

Niedaleka przyszłość to coraz bardziej powszechna analiza ruchu i działania sportowców, z różnych ujęć kamer, w zwykłym i zwolnionym tempie, z podaniem wielu dodatkowych wskaźników oceny, także wiele informacji uzupełniających, grafik, animacji i porównań. To również coraz doskonalsze tablice świetlne i bogatsze dane dla widzów na arenach igrzysk.

Moc płynąca z 230 ton sprzętu Omegi przez dziesiątki kilometrów kabli na igrzyskach w Pjongczangu zadowoliła dociekliwych, ale kto ma wyobraźnię, pewnie zechce jeszcze więcej. Najbliższa olimpijska okazja sprawdzenia, czy inżynierowie Omegi nadal mają inwencję – już za dwa lata, podczas letnich igrzysk w Tokio.

Przygotowane we współpracy z Omega

 

Sport
Turniej Czterech Skoczni, Premier League, koszykówka. Co obejrzeć w Sylwestra i Nowy Rok?
Sport
Iga Świątek, Premier League i NBA. Co obejrzeć w święta?
Sport
Ślizgawki, komersy i klubowe wigilie, czyli Boże Narodzenia polskich sportowców
Sport
Wyróżnienie dla naszego kolegi. Janusz Pindera najlepszym dziennikarzem sportowym
Sport
Klaudia Zwolińska przerzuca tony na siłowni. Jak do sezonu przygotowuje się wicemistrzyni olimpijska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama