Teoretycznie Polaków nie powinien pokonać nikt. W półfinale w King's Lynn byli o dwie długości przed rywalami. Skandynawskie media już nazwały ich mistrzami świata. Ale Tomasz Gollob i Jarosław Hampel przestrzegają przed wręczaniem medali, nim skończy się finał.
Można powiedzieć, że wygrywanie weszło im w nawyk. W ostatnich czterech latach zawsze stawali na podium, a tylko w 2008 roku dali się wyprzedzić Danii. Sukcesy indywidualne nie wszystkim w tej drużynie przychodzą z łatwością. Ale gdy jadą razem, jest inny duch i zwycięstwa. Na to liczą w Gorzowie, gdzie rywalami będą Australia, Dania i Szwecja.
Tomasz Gollob i Hampel to dwie gwiazdy, ale trener Marek Cieślak umiejętnie dobiera im współpracowników. W tym roku postawił na Janusza Kołodzieja oraz Piotra Protasiewicza i Krzysztofa Kasprzaka, którzy zastąpili Adriana Miedzińskiego i Rune Holtę. Kasprzak, któremu indywidualnie się nie wiedzie, był w półfinale najlepszy w drużynie, a Protasiewicz dotrzymywał kroku Gollobowi. Nie zawiódł też Kołodziej, choć w indywidualnych Grand Prix radzi sobie średnio.
Rywale mówią o Polakach z respektem. Legendarny Szwed Ove Fundin, którego imieniem nazwano puchar, powiedział nawet, że jego rodacy nie mają z Polakami szans.
Andreas Jonsson ma odmienne zdanie od starszego kolegi. Po barażu, w którym Szwecja zajęła drugie miejsce za Australią (trzecia była Rosja, a czwarta Wielka Brytania) stwierdził, że wierzy w złoty medal. Optymizm swojego zawodnika podziela też trener Bo Wirebrand.