To na pewno pana ostatni sezon w karierze?
Tomasz Frankowski:
Trochę zacząłem się wahać. Nie sądziłem, że ta runda będzie taka udana. Musimy usiąść zimą z działaczami Jagiellonii Białystok i się zastanowić.
Tomasz Frankowski zdobył w sobotę 156. gola w lidze i wyprzedził Włodzimierza Lubańskiego na liście najlepszych strzelców w historii ekstraklasy
To na pewno pana ostatni sezon w karierze?
Tomasz Frankowski:
Trochę zacząłem się wahać. Nie sądziłem, że ta runda będzie taka udana. Musimy usiąść zimą z działaczami Jagiellonii Białystok i się zastanowić.
Włodzimierz Lubański wysłał panu gratulacje?
Nie. Widziałem go dwa razy w życiu, jak zajmował się Wisłą podczas meczów z Anderlechtem. Lubański, Boniek – ja ich zawsze odbierałem jako gwiazdy świecące z bardzo daleka.
156 goli daje panu czwarte miejsce w klasyfikacji wszech czasów, trzeci jest Gerard Cieślik, który zdobył 167 bramek. Chce go pan dogonić?
Spokojnie – wiosna zawsze jest trudniejsza, a moje statystyki gorsze. Niektóre drużyny rzucają wtedy już 100 procent sił do obrony. Nie będę ukrywać – kiedy trzy lata temu wracałem do polskiej ligi, nie zakładałem, że będę tak skuteczny. Staram się myśleć, że to wszystko dzięki mojej wysokiej formie, a nie niższemu poziomowi ligi. Czasami się oszczędzam, gram ostrożnie, nie marnuję sił. Bywa, że przez to dochodzi do spięcia z trenerem, który wyobraża sobie moją grę trochę inaczej. Nie wywodzę w pole obrońców, wykorzystuję podania kolegów i w momencie strzału mam najczęściej przed sobą tylko bramkarza.
Ma pan też szczęście do asystentów. Jagiellonia kupuje zawodników, którzy potrafią wykorzystać pana atuty.
Rzeczywiście. Był Kamil Grosicki, w poprzednim sezonie Marcin Burkhardt, teraz są Tomasz Kupisz i Marko Cetković. Jagiellonia to nie jest jednak Wisła Kraków, nie jesteśmy skazani na sukces. Żeby z zespołu walczącego o utrzymanie stać się drużyną czołówki tabeli, potrzeba ciężkiej pracy.
Dużo się zmieniło w Jagiellonii, gdy Michała Probierza zastąpił Czesław Michniewicz?
Jest różnica. Probierz był trochę dyktatorem, nie znosił sprzeciwu. U Michniewicza jest większe pole manewru.
Franciszek Smuda kazał panu zaprzeczać, że ciągle myśli pan o grze w kadrze, a nie tylko o pracy w niej w roli trenera napastników?
Smuda tylko raz, rok temu, powiedział, że ja i powołanie do reprezentacji Polski to już raczej bez sensu. Od tamtej pory nie ma tematu.
Pewny miejsca w ataku jest tylko Robert Lewandowski. Paweł Brożek nie gra w klubie, Ireneusz Jeleń jest często kontuzjowany.
Obserwuję Maćka Jankowskiego i Michała Kucharczyka, ale trochę im brakuje. Są młodzi, czekamy, aż okrzepną, ale czy zdążą do Euro? Nie wiem.
25 lat po zwycięstwie Adama Małysza w Turnieju Czterech Skoczni rozpoczęły się zdjęcia do filmu fabularnego „Ada...
Aleksandra Mirosław zaskoczyła wszystkich kibiców. Mistrzyni olimpijska z Paryża i rekordzistka świata we wspina...
Do rozpoczęcia zimowych igrzysk olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo został tydzień. W piątek ślubowan...
Wszystkie badania marketingowe pokazują, że nic nie działa tak dobrze na wybory czytelników jak polecenie znajom...