Kobiety w Formule 1

W wyścigach samochodowych kojarzą się ze skąpo ubranymi hostessami, ewentualnie z brylującymi przed obiektywami kamer i aparatów partnerkami głównych aktorów: kierowców. Nie odgrywają pierwszoplanowych ról, mimo że żaden przepis nie zabrania paniom startów – także w Formule 1

Aktualizacja: 05.05.2013 11:53 Publikacja: 05.05.2013 11:51

Kobiety w Formule 1

Foto: Bloomberg

Otwarte komentowanie tego faktu spotyka się z oburzeniem ze strony „poprawnych politycznie" obserwatorów. Niedawno przekonał się o tym Sir Stirling Moss, czterokrotny wicemistrz świata z lat 50. Ten żwawy 83-latek ośmielił się stwierdzić, że jego zdaniem kobiety nie mają wystarczająco mocnej psychiki, żeby toczyć twarde pojedynki koło w koło z mężczyznami. – Kobiety bywają bardzo silne i mocne, ale kiedy w grę wchodzi ryzykowanie życiem w walce na torze, mogą sobie nie poradzić z obciążeniem psychicznym – uważa Moss. – Nie sądzę, aby któraś z nich była w stanie wygrać wyścig Formuły 1.

Na łysiejącą głowę jednego z najbardziej utalentowanych kierowców w historii sportu natychmiast posypały się gromy. Jak to, kobiety gorsze od mężczyzn? W sumie łatwo zrozumieć oburzenie: w dobie parytetów fakt, że żadnej niewieście nie udało się wybić w zdominowanych przez mężczyzn wyścigach, musi budzić frustrację.

Oczywiście brak sukcesów dotyczy wyłącznie „praktycznej" strony Formuły 1: przedstawicielki płci pięknej piastują już różne – także najwyższe – stanowiska w zespołach. Działanie ekip Formuły 1 przypomina funkcjonowanie przedsiębiorstw w innych sektorach, więc odpowiednio uzdolnione i wykształcone kobiety znajdują dla siebie miejsce nie tylko w działach marketingu czy kontaktów z mediami. U steru Saubera stoi prawniczka Monisha Kaltenborn, a schedę w Wiliamsie po założycielu legendarnej ekipy, Sir Franku Williamsie, przejąć ma jego córka Claire, od najmłodszych lat wychowywana w świecie wyścigów.

Jeśli chodzi jednak o czysto sportową obecność w Formule 1, pozornie obrazoburcza teoria Mossa znajduje potwierdzenie w rzeczywistości. Żadna kobieta nigdy nie odniosła żadnego sukcesu w mistrzostwach świata – i wcale nie dlatego, że nie próbowały. Jak dotąd kandydatek do przełamania stereotypów było pięć, w tym jedna – Maria Teresa de Filippis – próbowała swoich sił za czasów Sir Stirlinga, pod koniec lat 50. XX wieku. Później w jej ślady próbowały iść inne panie – Lella Lombardi i Divina Galica w latach 70., Desire Wilson na początku lat 80. i Giovanna Amati na początku lat 90. Trzem ostatnim nie udało się nawet zakwalifikować do startu w żadnym wyścigu, a punkt – a dokładnie pół punktu za szóste miejsce w przerwanej GP Hiszpanii 1975 – zdobyła tylko Lombardi.

Te nazwiska zna wielu fanów, którzy w trochę bardziej niż przeciętnym stopniu interesują się historią Formuły 1. Gdyby jednak w miejsce tych pięciu pań podstawić jeżdżących w tych samych czasach mężczyzn, którzy osiągali podobnie mizerne rezultaty, to znalezienie kibiców, którzy kojarzyliby ich nazwiska, graniczyłoby już z niemożliwością. Te kobiety zostały zapamiętane tylko ze względu na płeć, a nie na osiągnięcia – a takie traktowanie przedstawicielek płci pięknej tylko pogłębia stereotypy, na które nosem kręcą poprawni politycznie komentatorzy.

Moss nie odkrył Ameryki: jak dotąd żadna kobieta nie wygrała wyścigu w Formule 1. W USA w tamtejszych seriach wyścigowych – najpierw w Indy Racing League, teraz w NASCAR – furorę robi Danica Patrick. Ma na koncie jedno zwycięstwo i kilka podiów w IRL, ale sezonu nigdy nie ukończyła wyżej niż na piątej pozycji. Od tego roku regularnie startuje w NASCAR i z miejsca zaczęła robić furorę w mediach. Poza USA, gdzie ta seria jest bezsprzecznie numerem jeden w wyścigach, sportowi kibice też doskonale wiedzą, kim jest Patrick, a jednocześnie mają kłopoty z wymienieniem przynajmniej pięciu innych kierowców walczących w tych mistrzostwach. Nie dlatego, że filigranowa brunetka z Wisconsin jest szczególnie szybka – tylko i wyłącznie dlatego, że jest kobietą. Osiąga przy okazji przyzwoite wyniki, ale nie na taką skalę, aby usprawiedliwiały one popularność większą niż mistrzowie serii – tę można tłumaczyć jedynie stereotypem o niezwykłości kobiety, walczącej w zdominowanym przez facetów sporcie.

Jedną z osób, które skrytykowały Mossa, jest Susie Wolff – była zawodniczka serii DTM, która obecnie jest kierowcą rezerwowym w Williamsie. Oczywiście wszyscy zainteresowani utrzymują, że jest to czysty zbieg okoliczności, ale tę posadę dostała pół roku po tym, jak wyszła za mąż za ówczesnego dyrektora zarządzającego zespołu, Toto Wolffa. Kobietom wieku się nie wypomina, ale pierwsza posada w F1 w wieku 30 lat raczej nie jest potwierdzeniem owocnej i pełnej sukcesów kariery w seriach juniorskich. Dla przypomnienia, trzykrotny mistrz świata Sebastian Vettel skończy za dwa miesiące 26 lat, a przed debiutem w F1 osiągał w juniorskich seriach wyniki, o których Wolff i jej koleżanki/rywalki nie mogą nawet marzyć.

Kierowca płci brzydkiej, który w wieku 30 lat mógłby się pochwalić jedynie dwoma siódmymi lokatami w dwóch wyścigach serii DTM, nie miałby nawet szans na rozpoczęcie negocjacji z szefem poważnego zespołu Formuły 1. Wolff, a także Maria de Villota, z równie żałosnymi wynikami w seriach juniorskich, zdobyły jednak kontrakty w F1. Łatwość, z jaką im to przyszło, to taka sama dyskryminacja – działająca w drugą stronę – jak przekonanie niektórych mężczyzn o tym, że kobiety nie są na tyle dobre, żeby jeździć w Formule 1. To ostatnie nie zostało jeszcze dowiedzione: jeśli się już taka zawodniczka znajdzie, to powinna dostać szansę – na razie się jednak na to nie zanosi, patrząc na czysto męską obsadę w czołówce najważniejszych i najbardziej prestiżowych serii juniorskich.

Zamiast się oburzać na to, że teoria Mossa znajduje potwierdzenie w rzeczywistości, lepiej postarać się o wytrącenie mu argumentów z rąk. Zresztą nie tylko jemu – podobny pogląd prezentuje też Michele Mouton, rajdowa wicemistrzyni świata z sezonu 1982. – Sądzę, że kobiety mają silniejszy instynkt samozachowawczy, bardziej rozwinięty niż mężczyźni – uważa obecna szefowa komisji FIA ds. kobiet w sportach motorowych. – To szczególnie ważne w walce o ostatnie ułamki sekund. Kobieta może sobie wypracować wejście na taki poziom, a mężczyzna po prostu to zrobi, pełnym gazem. Mam nadzieję, że się mylę i w rzeczywistości wcale tak nie jest, ale tak właśnie uważam.

Dokładnie to miał na myśli Moss, mówiąc o psychice zawodniczek. Intrygujące jest to, że od strony fizycznej nie ma tu większych ograniczeń, w przeciwieństwie do innych dyscyplin, w których mężczyźni i kobiety rywalizują osobno. Na torze potrzebny jest odpowiedni poziom przygotowania fizycznego, ale nawet w przypadku Formuły 1 jest on osiągalny dla kobiet, a siła czy wytrzymałość powyżej pewnego poziomu nie ma już wpływu na osiągane wyniki – w przeciwieństwie do koncentracji, refleksu, spostrzegawczości czy odpowiedniego wyczucia tego, co dzieje się z samochodem. Niby nic, w czym kobieta nie mogłaby być gorsza od mężczyzny. A jednak panie w tym sporcie wciąż są traktowane bardziej jako ciekawostka, magnes dla sponsorów czy wręcz maskotka.

Takie stereotypy można pokonać tylko jedną metodą: dzięki kobiecie, która będzie w stanie walczyć na torze i zabłyśnie przede wszystkim dzięki umiejętnościom, a nie płci. Kierowcę wypada oceniać przez pryzmat talentu i pracy, a nie takich cech, jak płeć, narodowość, wyznanie czy kolor skóry.

– Była traktowana jako jeden z naszych rywali – mówi Moss o startach de Filippis. To jest właśnie zdrowe podejście. Zamiast podkreślać, jak wyjątkowa jest obecność zawodniczki na torze wyścigowym, lepiej chyba zademonstrować, że kobieta też potrafi wygrywać i walczyć o czołowe lokaty. Na razie żadnej z nich się to nie udało. Jednocześnie absurdalne jest chwalenie kierowcy za występy na średnim lub ledwie przyzwoitym poziomie i poświęcanie mu uwagi tylko dlatego, że jest kobietą.

Jeśli w kategoriach małego cudu traktuje się fakt, że potrafi trzymać kierownicę, utrzymywać samochód w torze i nie wjechać w nikogo, to raczej nie jest to pozytywna i krzepiąca opinia dla przedstawicielek płci pięknej. Przy ocenie kierowców warto się skupić przede wszystkim na umiejętnościach i osiągnięciach, a nie na płci, bo to wcale nie przysłuży się walce ze stereotypami. Chyba, że za sam sukces można uznać samo dostanie się kobiety do Formuły 1 – co, jak wiemy dzięki wielu niezbyt szybkim, za to zamożnym kierowcom, niekoniecznie i nie zawsze jest wykładnikiem czystego talentu. Politycznie poprawnym krytykom Mossa chyba nie o to chodzi.

Otwarte komentowanie tego faktu spotyka się z oburzeniem ze strony „poprawnych politycznie" obserwatorów. Niedawno przekonał się o tym Sir Stirling Moss, czterokrotny wicemistrz świata z lat 50. Ten żwawy 83-latek ośmielił się stwierdzić, że jego zdaniem kobiety nie mają wystarczająco mocnej psychiki, żeby toczyć twarde pojedynki koło w koło z mężczyznami. – Kobiety bywają bardzo silne i mocne, ale kiedy w grę wchodzi ryzykowanie życiem w walce na torze, mogą sobie nie poradzić z obciążeniem psychicznym – uważa Moss. – Nie sądzę, aby któraś z nich była w stanie wygrać wyścig Formuły 1.

Pozostało jeszcze 93% artykułu
Sport
Sportowcy spotkali się z Andrzejem Dudą. Chodzi o ustawę o sporcie
Sport
Czy Andrzej Duda podpisze nowelizację ustawy o sporcie? Jest apel do prezydenta
Sport
Dlaczego Kirsty Coventry wygrała wybory i będzie pierwszą kobietą na czele MKOl?
Sport
Długi cień Thomasa Bacha. Kirsty Coventry nową przewodniczącą MKOl
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
SPORT I POLITYKA
Wybory w MKOl. Czy Rosjanie i Chińczycy wybiorą następcę Bacha?