GP Rosji w zeszłym roku po stu latach wróciło do kalendarza. Powrót był głośny i pompatyczny. Wyścig Formuły 1 w Soczi okazał się wielkim sukcesem. Zawody w czarnomorskim kurorcie zostały uznane za najlepsze w minionym sezonie. A szefowi Formuły 1 Berniemu Ecclestone'owi zaczynało brakować słów, gdy wychwalał organizatorów i rosyjskich polityków.
- Byłbym zadowolony, gdyby rządził Europą. On wie, co robi. To dobra osoba i zatriumfuje - mówił Brytyjczyk o Władimirze Putinie. Stwierdził, że Rosjanie powinni być dumni ze swojego prezydenta. A sankcje nakładane na Rosję przez kraje zachodnie określił jako głupiutkie i już oczyma wyobraźni widział kolejne piękne wyścigi nad Morzem Czarnym. Wydawało się, że nic nie zakłóci sielanki.
Jednak sankcje okazały się nie takie głupiutkie, jak Ecclestone przypuszczał. Niedawno Rosjanie ogłosili, że będą ograniczać wydatki na mundial w 2018 roku. Teraz wiadomo, że oszczędności trzeba szukać również przy organizacji Grand Prix Rosji.
Rosjanie odwołali pokazy akrobacji lotniczych Red Bull Air Race, które miały odbyć się w maju i być wielkim wstępem do najważniejszej tegorocznej imprezy sportowej w ich ojczyźnie, czyli rywalizacji kierowców Formuły 1.
- W związku z sytuacją na rynkach międzynarodowych nasi rosyjscy partnerzy stoją w obliczu bardzo wysokich kursów walut. To sprawia, że niemożliwe jest stworzenie infrastruktury na wysokim poziomie lub zapewnienie kibicom biletów w przystępnych cenach - stwierdził Erich Wolf z firmy Red Bull. A główny organizator GP Rosji, firma OJSC Centre Omega poinformowała, że obecna sytuacja zaburzyła równowagę między kosztami eksploatacji a kosztami wejściówek.