Urzędujący mistrz świata Lewis Hamilton nie pozostawił cienia wątpliwości, odnosząc pewne zwycięstwo po starcie z pole position. Przez cały wyścig jak cień podążał za nim zespołowy partner Nico Rosberg, ale ani razu nie zdołał zbliżyć się na tyle, by pomarzyć o skutecznym ataku. Ostatnie miejsce na podium zajął Sebastian Vettel startujący po raz pierwszy w barwach Ferrari. Niemiec minął metę ze stratą pół minuty do zwycięzcy.
Na nic zdał się doping tysięcy Australijczyków, którzy na jeden marcowy weekend tradycyjnie musieli oddać ocienione alejki Albert Park we władanie mistrzom kierownicy, rezygnując z joggingu, tenisa czy partyjki krykieta na przystrzyżonej trawie.
Lokalni kibice uzbrojeni w żółte tabliczki z zielonym napisem „Go Dan!" gorąco dopingowali objawienie zeszłego sezonu Daniela Ricciardo. Nie przeszkadzało im, że wiecznie uśmiechnięty kierowca Red Bulla pochodzi z drugiego końca kraju, z odległego o 3500 km Perth. Ważne było to, że przez cały miniony rok tylko Dan potrafił podjąć rękawicę rzuconą przez Hamiltona i Rosberga, wygrywając aż trzy wyścigi w zdominowanym przez Mercedesa sezonie.