Może skocznia Schattenberg jest kapryśna, może wieje tam skoczkom w plecy częściej, niż pod narty, ale gdy przychodzi do Turnieju Czterech Skoczni wygląda pięknie, tłumy na trybunach reagują z entuzjazmem na każdy dobry skok i trudno nie poczuć, że to dobre miejsce otwarcia wielkiej imprezy.
Pierwsze kwalifikacje dodały do podniosłej atmosfery lokalne nadzieje na niemiecki sukces, gdyż kadra Stefana Horngachera spisała się świetnie – najgorszy z piątki tamtejszch bohaterów, czyli Stephan Leyhe zajął 12. miejsce. Z uskrzydlonymi Niemcami próbowali walczyć Słoweniec Peter Prevc (3. miejsce), Norweg Johann Andre Forfang (5.), Austriacy Michael Hayboeck i Stefan Kraft (5. i 6.) oraz Japończyk Ryoyu Kobayashi (8.), ale na razie zanosi się w Oberstdorfie na czarno-czerwono-złote święto.
Najlepszy z Polaków, Piotr Żyła, był w kwalifikacjach 26. Oczywiście cała szóstka zdobyła awans do piątkowego konkursu, ale próg tego awansu nie był wysoki – frekwencja jest w tegorocznym turnieju najsłabsza od lat, w 72. TCS wystartowało zaledwie 58 skoczków, czyli tylko ośmiu odpadło.
Czytaj więcej
Rusza 72. Turniej Czterech Skoczni. To pierwszy szczyt zimy ze skokami, na razie wydaje się, że b...
Polskie skoki można podsumować krótko: na razie to zbiorowa przeciętność, w której z trudem można doszukać się jakichś iskierek postępu. Stara gwardia jest może nieco lepsza od młodszej, lecz różnice, z punktu widzenia polskiego kibica nie mają znaczenia. Trudno cieszyć się zarówno z 26., jak i 36. miejsca. Na Schattenbergschanze najlepsi skaczą grubo ponad 130 metrów, Polacy ledwie przekraczają 110.