Mistrzowie Polski w dwóch meczach u siebie ponieśli dwie porażki i teraz w przyszłość patrzą mniej pewnie. Jeszcze we wtorek, a nawet w środę, po pierwszej przegranej, to oni byli faworytami.
Siedem tytułów mistrza Polski, trzy razy miejsce na podium Ligi Mistrzów – to Skra razem z reprezentacją Polski tworzyła w ostatnich latach sukcesy męskiej siatkówki.
W Bełchatowie gra połowa kadry, a trener Jacek Nawrocki mógł po swoim poprzedniku w klubie Danielu Castellanim zostać selekcjonerem, tylko nie dogadał się z PZPS. Jeszcze niedawno w turnieju Final Four w Łodzi mistrzowie Polski byli o krok od historycznego zwycięstwa.
Dlatego nikt się nie spodziewał tego, co się stało, choć wszyscy wiedzieli, że Resovia jest silna i może sprawić rywalom sporo problemów. Ale do Bełchatowa pojechała wygrać choć jeden mecz, żeby później u siebie nie być pod ścianą, a wróciła jako faworyt.
W Bełchatowie zatrzęsła się ziemia, choć o kataklizmie jeszcze nie można mówić. Wciąż wszystko może się zdarzyć, ale statystyki, w które lubią patrzeć zawodnicy i trenerzy, mówią, że Resovia zostanie mistrzem Polski. Od dziesięciu lat żaden zespół, który wygrał dwa pierwsze mecze, nie dał sobie później odebrać złotego medalu.
Skra jednak wciąż wierzy: – Jeszcze nie przegraliśmy, a Resovia musi dokończyć to, co zaczęła w tym finale. Nie możemy myśleć, że nie damy rady – mówi „Rz" Marcin Możdżonek, środkowy Skry i reprezentacji.
To prawda, że Resovia gra dobrze, ale sporą część winy powinni wziąć na siebie siatkarze mistrzów Polski. Skra przed finałem miała wszystkie atuty. Gościom w pierwszym meczu trzęsły się ręce, byli blisko przegrania drugiego seta, ale Skra uchyliła im lekko drzwi, a oni szansę wykorzystali. – Gdybyśmy nie wypuścili wtedy zwycięstwa z rąk, być może wszystko potoczyłoby się inaczej i Resovia byłaby w dużo trudniejszej sytuacji – twierdzi Możdżonek.
Ale tak się nie stało i w drugim meczu role się odwróciły. To mistrzowie Polski byli zdenerwowani, popełniali proste błędy, a w czwartym secie wdali się w awanturę z sędziami, która wybiła ich z rytmu.
Teraz po dwóch porażkach 1:3 nie mają wyjścia. Jeśli chcą zwyciężyć w Rzeszowie dwa razy, muszą schować nerwy do kieszeni, wyjść na boisko i grać lepiej niż we własnej hali.
Program finału:
- mecz nr 3 (sobota, 18)
- ewentualnie mecz nr 4 (niedziela, 14.00)
- ewentualnie mecz nr 5 (w Bełchatowie, środa, 20).
Wszystkie spotkania pokaże Polsat Sport.