[b]Rz: Nie ma pan pretensji do losu, że gracie z Brazylią i Bułgarią?[/b]
[b]Bartosz Kurek:[/b] Jestem zadowolony, że tak się stało. Musimy wygrywać z najlepszymi. Zwycięstwa z Kamerunem nie cieszą, z Brazylią czy Bułgarią tak. Jesteśmy przygotowani, by wygrywać, nie ma mowy o kalkulacji, czy lepsze jest pierwsze miejsce w grupie czy drugie. Takie myślenie nie ma sensu.
[b]Z Brazylią wygrywacie raz na kilka lat. To najtrudniejszy rywal?[/b]
Z każdym można wygrać, z Brazylią też. Ale to drużyna zbliżona do ideału. Mając gwiazdy, grają zespołowo.
[b]Który z trójki – Rodrigao, Lucas, Sidao – jest szczególnie niebezpieczny po drugiej stronie siatki?[/b]
Nie widzę tam zdecydowanego lidera. Sprawiają wrażenie, jakby byli ulepieni z innej gliny. Widać, że byli wyselekcjonowani, a później szkoleni według sprawdzonego systemu.
[b]Którego z zawodników tej wielkiej Brazylii najtrudniej zatrzymać?[/b]
Z blokiem to jest tak, że można tysiąc razy prawidłowo skoczyć, a rywal i tak ominie lub obije ręce. A później przychodzi ten wymarzony moment, gdy piłka po udanym bloku spada wprost pod nogi atakującego.
[b]Brazylijczycy to mili ludzie na boisku i poza nim?[/b]
Siatkarze na ogół są bardzo sympatyczni. No może z wyjątkiem Kubańczyków, którzy podczas meczu zachowują się różnie, ale potem trudno im cokolwiek zarzucić. A Brazylijczycy to klasa sama w sobie w każdej sytuacji. Mogliby zachowywać się jak wielkie gwiazdy, bo takimi przecież są, ale zachowują się normalnie.
[b]Jak z nimi wygrać?[/b]
Zagrać swoje, na luzie, bez stresu.
[i]—rozmawiał Janusz Pindera[/i]