– Będą emocje, nie potrafimy inaczej. Nie zamieniłbym tych naszych horrorów na nic innego. Wie pan jaka to satysfakcja bić się z kimś przez godzinę na boisku i wygrać jedną bramką zdobytą w samej końcówce? - mówił „Rz" przed wylotem do Hiszpanii Bartosz Jurecki.
W Saragossie dostał, czego chciał. Historia ponoć lubi się powtarzać, a trudno oprzeć się wrażeniu, że oglądaliśmy remake filmu nakręconego przed czterema laty na turnieju w Chorwacji. Wtedy w meczu z Norwegią trener Bogdan Wenta tłumaczył swoim zawodnikom, że piętnaście sekund to bardzo dużo czasu. Wenty już nie ma, jego ekspresję i emocje zastąpić nam miały spokój i opanowanie Michaela Bieglera. Niemiec po fantastycznej obronie Sławomira Szmala po prosił o czas na 17 sekund przed ostatnim gwizdkiem meczu. Był remis – 24:24.
– Nie wolno wam rzucić wcześniej niż trzy sekundy przed końcem - krzyczał szarpiąc swoich zawodników.
Serbowie w tym czasie powtarzali tylko, by nie dopuścić do akcji Krzysztof Lijewski - Karol Bielecki. Spodziewali się, że Polacy postawią na zaprawionych w bojach asów. Lijewskiemu kilka minut wcześniej rywal naderwał ucho, Bielecki gra w specjalnych goglach chroniących go po kontuzji, w której stracił oko.
Ale nie, nie było starego schematu. Polacy pokazali, że dojrzeli do zmian, że chcą przekazać pałeczkę następnym zawodnikom, którzy będą walczyć, by legenda o twardych chłopakach z nerwami ze stali, nie zginęła.
Lijewski podał na skrzydło do Roberta Orzechowskiego, a ten z zimną krwią zmieścił piłkę gdzieś między Darko Staniciem, a słupkiem. 24-letni Orzechowski, na co dzień piłkarz MMTS Kwidzyn, nie grał wcześniej wielkiego meczu, Stanić za to wybrany został na najlepszego zawodnika spotkania ,bo zatrzymywał Polaków w niewiarygodnych sytuacjach. Los odwrócił się raz, właśnie w ostatniej sekundzie. Orzechowski ma prawo puszczać sobie powtórki tego gola za każdym razem, gdy zwątpi w swoje możliwości. Po meczu kiedy wszyscy tańczyli, stał i płakał na środku boiska.
Najlepszym polskim piłkarzem meczu był jednak Bartosz Jurecki. Drużynie Bieglera gra od początku się nie układała, ale 34-letni kołowy naszej reprezentacji wziął odpowiedzialność na swoje barki. Miała na czym się trzymać, Jurecki – 193 centymetry wzrostu, 100 kilogramów wagi i kilka metrów taśm, którymi obklejany jest przed każdym meczem, by zniwelować ból – zdobył aż dziewięć bramek. Niemal do samego końca miał stuprocentową skuteczność. Po wtorkowym, przegranym spotkaniu ze Słowenią był na siebie zły za pudłowanie w dobrych sytuacjach, ale odpokutował wszystkie swoje grzechy. Gonił, krzyczał i walczył, doprowadził do pierwszego remisu dopiero na dziesięć minut przed końcem meczu.
Zwycięstwo nad Serbią smakuje wyjątkowo. To z tym rywalem przegraliśmy w kwalifikacjach do igrzysk olimpijskich, to ten rywal wyraźnie pokonał nas na ostatnich mistrzostwach Europy, które zakończył na drugim miejscu. Nie pokonaliśmy byle kogo, uporaliśmy się z własnym koszmarem. Radość po ostatnim gwizdku była jak oczyszczenie. Komentarze w zagranicznych mediach są jednoznaczne – tak walczących Polaków stać w tym turnieju na więcej.
Gdybyśmy wygrali różnicą dwóch goli – drugie miejsce w tabeli mielibyśmy w kieszeni. Teraz musimy liczyć. Trzeba wygrać w sobotę jak najwyżej z Koreą Południową i liczyć na zwycięstwo Słoweńców z Serbami, remis albo zwycięstwo Serbów więcej niż jedną bramką. Jeśli mecz zakończy się jednobramkowym zwycięstwem Serbów, o miejscach w grupie decydować będzie różnica bramek ze wszystkich spotkań. Warto zająć któreś z dwóch pierwszych miejsc, by w 1/8 finału nie trafić na Chorwację lub Hiszpanię. ?
Polska - Serbia 25:24 (11:13)
Polska: Wichary, Szmal - Jaszka 2, K. Lijewski 1, Bielecki 2, Wiśniewski 1, B. Jurecki 9, M. Jurecki 2, Kubisztal 2, Orzechowski 5, M. Lijewski 1, Grabarczyk.
Arabia Saudyjska - Korea Południowa
24:22, Słowenia - Białoruś 27:26.
1. Słowenia 4 8 118-99; 2. Polska 4 6 101-85; 3. Serbia 4 6 119-95 ; 4. Białoruś 4 2 102-105; 5. Arabia Saudyjska 4 2 80-112;
6. Korea Płd. 4 0 91-115