Od dawna było wiadomo, że to nie będą zwykłe kwalifikacje, że ich tempo będzie wymagać od trenerów umiejętnego gospodarowania siłami zawodników, że dziesiątkować zespoły będą nie tylko kontuzje, ale też koronawirus i przymusowe kwarantanny, a przez restrykcje w podróżowaniu niektóre mecze trzeba będzie przenieść na neutralny teren.

Władze Światowej Federacji Piłkarskiej (FIFA) nie spodziewały się jednak, że futbolowy spektakl zejdzie na drugi plan i na wierzch wypłyną wszystkie niezałatwione sprawy. Albo myślały, że wszystko przykryje pandemia.

Nie przykryła, każdy dzień dostarcza nowego paliwa do krytyki, brak VAR prowadzi do wypaczania wyników, a kolejne reprezentacje próbują wywrzeć na FIFA presję, by zareagowała na łamanie praw człowieka przez gospodarzy przyszłorocznego mundialu.

W lutym brytyjski „Guardian" opublikował raport, z którego wynika, że podczas budowy stadionów i infrastruktury na mistrzostwa przez dziesięć lat zginęło 6,5 tysiąca pracowników z Indii, Pakistanu, Nepalu, Bangladeszu i Sri Lanki.

Norweski klub Tromsoe IL wezwał do bojkotu turnieju, do protestu dołączyły kolejne drużyny i kibice. Pojawiły się apele, by w przypadku awansu Norwegia nie jechała na mundial. – Katar nie powinien otrzymać prawa organizacji imprezy, ale bojkot nie rozwiąże problemu – mówi jednak selekcjoner Staale Solbakken.

Przed meczami z Gibraltarem (zwycięstwo 3:0) i Turcją (porażka 0:3) Haaland i spółka wyszli na boisko w koszulkach z napisem: „Prawa człowieka. Na boisku i poza nim".

W ich ślady poszli Niemcy, stając przed wygranym 3:0 spotkaniem z Islandią do zdjęcia w strojach z napisem „Human Rights", i Holendrzy, którzy przed meczem z Łotwą (2:0) założyli T-shirty z deklaracją: „Futbol wspiera zmiany".

Jeden z liderów reprezentacji Niemiec Joshua Kimmich nie ma wątpliwości, że na bojkot jest za późno, trzeba było pomyśleć o tym kilka lat temu, ale zgadza się, że protesty powinny być kontynuowane. – Możemy wykorzystać naszą pozycję, by zwrócić uwagę na istotne problemy – zaznacza pomocnik Bayernu.

Głos zabrała także holenderska federacja. „Już w 2010 roku wyraziliśmy sprzeciw wobec przyznania mistrzostw Katarowi. Warunki, z jakimi mierzą się pracownicy, są okropne, ale organizacje praw człowieka podkreślają, że bojkot doprowadzi do utraty zarobków przez imigrantów i wstrzymania postępów w kraju. Lepszym rozwiązaniem będzie pojechanie do Kataru i wykorzystanie turnieju do wywarcia presji na władze, by nie zaprzestawały reform. Robimy to od pewnego czasu" – przekonują Holendrzy.

Na reakcję Katarczyków nie trzeba było długo czekać. „Od czasu rozpoczęcia budowy stadionów w 2014 roku doszło do trzech wypadków śmiertelnych przy pracy i 35 zgonów niezwiązanych z pracą. Zbadaliśmy każdy przypadek i wyciągnęliśmy wnioski, by uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości" – utrzymują gospodarze.

Organizując po raz pierwszy mundial na Bliskim Wschodzie, FIFA pozuje na postępową instytucję, ale niektóre jej decyzje temu przeczą. Oglądając mecze eliminacji w Europie, kibice zachodzą w głowę, dlaczego sędziów w trudnych do oceny sytuacjach nie mogą wesprzeć system VAR i technologia goal-line, obecne już we wszystkich poważnych rozgrywkach. Odpowiedź raczej nikogo nie usatysfakcjonuje: nie wszystkie stadiony są na to przygotowane, więc w ramach wyrównywania szans FIFA zabroniła korzystania z techniki także tam, gdzie jest to możliwe.

Trudno to wytłumaczyć Cristiano Ronaldo, któremu w doliczonym czasie sobotniego meczu z Serbią (2:2) nie uznano zdobytego gola, choć piłka przekroczyła wyraźnie linię bramkową. Na nic zdały się dyskusje z arbitrem, Portugalczyk został ukarany żółtą kartką, wściekły rzucił o murawę kapitańską opaską i nie czekając na ostatni gwizdek, poszedł do szatni.

„Czujemy, że krzywdzi się cały naród" – napisał w mediach społecznościowych gwiazdor Juventusu, a trener Fernando Santos zażądał wprowadzenia VAR w eliminacjach. – Sędzia przeprosił, mam za to do niego wielki szacunek. Ale to niedopuszczalne, by w tak ważnych rozgrywkach nie można było korzystać z powtórek wideo – denerwował się selekcjoner mistrzów Europy.

Początek eliminacji pokazał, że problem jest poważny. Błąd arbitra uratował Francję przed porażką z Ukrainą w Paryżu (1:1, spalony przy trafieniu Antoine'a Griezmanna), pretensje do sędziów zgłaszali Hiszpanie, którym nie udało się pokonać Grecji (1:1). Selekcjoner Polaków Paulo Sousa po meczu z Węgrami (3:3) stwierdził, że gdyby Felix Brych miał do dyspozycji VAR, kilka swoich decyzji zmieniłby na naszą korzyść.