Wychodzących na boisko polskich piłkarzy przywitano tradycyjnym już w tych eliminacjach okrzykiem „gramy u siebie”, co nie jest zgodne z prawdą tylko dlatego, że u siebie stadion wypełniłby się do ostatniego miejsca. Już po meczu, pod szatnią, piłkarze Beenhakkera przyznawali, że nawet jeśli ktoś miał wątpliwości, czy warto grać na całego w spotkaniu bez stawki, widząc tłum który przyjechał z Polski, zrozumiał, że musi dać z siebie wszystko.
Polacy, dzięki remisowi Portugalii z Finlandią wygrali grupę eliminacyjną. W losowaniu, które odbędzie się 2 grudnia w Lucernie, znajdą się w czwartym koszyku. Żaden z zawodników nie dał się namówić na wytypowanie rywali, na których chciałby trafić. – Chciałbym zmierzyć się z jakąś silną drużyną. Uwierzyliśmy już w siebie – mówił Murawski.
Nie wszyscy polscy fani skupili się na dopingu. Według prezesa PZPN Michała Listkiewicza do Belgradu wybrała się grupa, która kilka miesięcy temu zdemolowała Wilno przy okazji meczu Legii Warszawa.Tym razem miasto nie zostało zdewastowane dzięki szybkiej interwencji policji. Jej przedstawiciele zapewniali jednak, że mieli problemy tylko z jedną, kilkudziesięcioosobową grupą Polaków, którzy nie mieli nawet biletów na stadion. Obawiając się bijatyki z chuliganami z Serbii kilka polskich autokarów zatrzymano jednak na granicy z Węgrami, inne – 20 kilometrów od Belgradu. Zdecydowano się je wpuścić do miasta dopiero godzinę przed pierwszym gwizdkiem. Do zajść doszło w centrum miasta, blisko awantury z policją było także podczas meczu, kiedy jeden z funkcjonariuszy trafiony został racą rzuconą z polskiego sektora. Serbowie podkreślali, że większość kibiców zachowywała się kulturalnie i nie było z nimi żadnych problemów, wieczorem jednak trudno było znaleźć ulicę, na której nie stałby wóz wypełniony uzbrojonymi policjantami.
Mecz z Serbią był dla nas bardzo trudny, ale nie z tego powodu, że musieliśmy szukać dodatkowej koncentracji po tym, jak wcześniej zapewniliśmy sobie awans. Fatalny stan boiska w Belgradzie spowodował, iż godzina gry kosztowała nas bardzo wiele wysiłku i nie potrafiliśmy utrzymać zwycięstwa do ostatniego gwizdka. Mało było gry w piłkę, więcej walki o przetrwanie. Cieszę się, że nie odpuściliśmy tego spotkania, że znowu pokazaliśmy charakter. Chcieliśmy być fair wobec innych drużyn w naszej grupie i dobrze, że nam się to udało.
Nie zagrało sześciu zawodników, którzy zazwyczaj mogą liczyć na występ w pierwszym składzie, zastąpili ich inni i okazało się, że mogą to zrobić dobrze. Mogliśmy pokonać Serbów, bo gdybyśmy strzelili trzeciego gola, mecz skończyłby się wynikiem 5:0. Straciliśmy głupie bramki, jedną po faulu na Bronowickim, drugą po rykoszecie i dlatego zremisowaliśmy, jednak cieszy mnie duch walki i dobre przygotowanie fizyczne polskich piłkarzy. Przecież nasi rywale to świetni zawodnicy, byli wypoczęci, bo nie grali w sobotę, a jednak nie pozwoliliśmy im zbytnio rozwinąć skrzydeł.
Pokazaliśmy w całych eliminacjach, że z Polską trzeba się liczyć i nie zamierzaliśmy odpuścić także ostatniego meczu. Świetnie zagrał Rafał Murawski, bo po takim boisku ciężko było w ogóle biegać, a co dopiero konstruować akcje. Wyjściowy skład wcale mnie jednak nie zaskoczył. Wszyscy piłkarze byli przecież na zgrupowaniu we Wronkach i zasługiwali na grę. Trener musi mieć szeroką kadrę, z której może dobierać zawodników na konkretne spotkanie. Dziękujemy kibicom, bo po raz kolejny na meczu wyjazdowym czuliśmy się, jakbyśmy grali u siebie.