Polacy obronili pierwsze miejsce

Remis w ostatnim meczu eliminacji wystarczył naszej drużynie do pozostania liderem w grupie A. Awans zapewniła sobie już wcześniej

Aktualizacja: 22.11.2007 09:15 Publikacja: 22.11.2007 03:55

Polacy obronili pierwsze miejsce

Foto: Rzeczpospolita

Polacy przyjechali do Belgradu z biletami na finały w kieszeni, osłabieni brakiem sześciu podstawowych zawodników, więc większość kibiców nie spodziewała się po nich wielkiej woli walki.

Leo Beenhakker zapowiedział jednak, że selekcja dopiero się zaczyna, postraszył piłkarzy, że jeśli zobaczy u któregoś z nich brak zaangażowania, wyciągnie konsekwencje i to poskutkowało. Jego drużyna zagrała mądrze i chociaż nie udało się wygrać, spore możliwości pokazało kilku nowych zawodników.

Rezygnacja z gry w reprezentacji Radosława Sobolewskiego otworzyła drzwi do kariery Rafałowi Murawskiemu, który pochwały za swój wczorajszy występ zebrał nawet od Serbów.

Boisko na stadionie Crvenej Zvezdy było bagnem i nie nadawało się do efektownej gry, jednak piłkarz Lecha Poznań pokazał, że jak się chce, to można nawet w takich warunkach. Był świetny w odbiorze piłki, doskonale rozgrywał, a do tego strzelił dającego prowadzenie gola, jak sam mówi – w stylu Ebiego Smolarka.

Murawski w pierwszym składzie nie był zaskoczeniem, co innego – kilku innych piłkarzy. Beenhakker do ostatniej chwili wahał się, czy wystawić Łukasza Gargułę i Radosława Matusiaka, jednak po tym, jak zobaczył stan boiska kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem, zdecydował się na inne rozwiązanie.

O Jakubie Wawrzyniaku mówiło się, że jest w kadrze tylko dlatego, iż to jeden z niewielu obrońców umiejących grać lewą nogą. Beenhakker zrobił jednak wczoraj z niego rozgrywającego, licząc na dobrą współpracę z jedynym napastnikiem, którym był Grzegorz Rasiak.

Obecność piłkarza Southampton w pierwszym składzie pozwalała zrozumieć taktykę Polaków – jak najmniej podań po ziemi, bo na takim boisku mają małe szanse, by trafić do celu. Bardzo ryzykowne zestawienie, bo w takim składzie drużyna grała po raz pierwszy.

Po 77 sekundach drugiej połowy pierwszą od ponad roku bramkę w eliminacjach strzelił Radosław Matusiak (zmienił w przerwie Rasiaka). Zrobiło się wtedy 2:0, a że Serbowie nie wykazywali wielkiej ochoty do gry, wydawało się, iż Polacy zakończą eliminacje z przytupem.

Gdyby w tym momencie poszli za ciosem, Serbowie mogliby zostać kompletnie rozbici. Doskonałej okazji nie wykorzystał jednak Matusiak, a chwilę później na szalony pomysł wpadł Clemente. Wstał z ławki, podszedł do linii bocznej i poinformował swoich piłkarzy, że Finowie prowadzą w Portugalii, co w przypadku pokonania Polaków dawało jeszcze Serbom szanse na awans.

Zawodnicy dali się nabrać i podkręcili obroty. Dwa gole, z których jeden padł chyba po faulu Nikoli Żigicia na Grzegorzu Bronowickim, zdobyli w odstępie trzech minut. Zrobiło się gorąco, Beenhakker wprowadził na boisko Michała Żewłakowa za Jacka Bąka i remis udało się utrzymać do końca. Do pełni szczęścia zabrakło koncentracji, sił, a także doświadczenia. Remis w Belgradzie może jednak spowodować, że zawodnicy do tej pory drugoplanowi uwierzą w swoje możliwości.

Zgodnie z oczekiwaniami na trybunach stadionu w Belgradzie przytłaczającą większość stanowili kibice z Polski. Gospodarze wspominali co prawda, że pusty stadion na meczu reprezentacji zdarzył się już w tych eliminacjach przy okazji potyczki z Azerbejdżanem, jednak wówczas to UEFA nakazała rozgrywać spotkanie bez udziału publiczności. Teraz od swojej drużyny kibice odwrócili się sami.

Wychodzących na boisko polskich piłkarzy przywitano tradycyjnym już w tych eliminacjach okrzykiem „gramy u siebie”, co nie jest zgodne z prawdą tylko dlatego, że u siebie stadion wypełniłby się do ostatniego miejsca. Już po meczu, pod szatnią, piłkarze Beenhakkera przyznawali, że nawet jeśli ktoś miał wątpliwości, czy warto grać na całego w spotkaniu bez stawki, widząc tłum który przyjechał z Polski, zrozumiał, że musi dać z siebie wszystko.

Polacy, dzięki remisowi Portugalii z Finlandią wygrali grupę eliminacyjną. W losowaniu, które odbędzie się 2 grudnia w Lucernie, znajdą się w czwartym koszyku. Żaden z zawodników nie dał się namówić na wytypowanie rywali, na których chciałby trafić. – Chciałbym zmierzyć się z jakąś silną drużyną. Uwierzyliśmy już w siebie – mówił Murawski.

Nie wszyscy polscy fani skupili się na dopingu. Według prezesa PZPN Michała Listkiewicza do Belgradu wybrała się grupa, która kilka miesięcy temu zdemolowała Wilno przy okazji meczu Legii Warszawa.Tym razem miasto nie zostało zdewastowane dzięki szybkiej interwencji policji. Jej przedstawiciele zapewniali jednak, że mieli problemy tylko z jedną, kilkudziesięcioosobową grupą Polaków, którzy nie mieli nawet biletów na stadion. Obawiając się bijatyki z chuliganami z Serbii kilka polskich autokarów zatrzymano jednak na granicy z Węgrami, inne – 20 kilometrów od Belgradu. Zdecydowano się je wpuścić do miasta dopiero godzinę przed pierwszym gwizdkiem. Do zajść doszło w centrum miasta, blisko awantury z policją było także podczas meczu, kiedy jeden z funkcjonariuszy trafiony został racą rzuconą z polskiego sektora. Serbowie podkreślali, że większość kibiców zachowywała się kulturalnie i nie było z nimi żadnych problemów, wieczorem jednak trudno było znaleźć ulicę, na której nie stałby wóz wypełniony uzbrojonymi policjantami.

Mecz z Serbią był dla nas bardzo trudny, ale nie z tego powodu, że musieliśmy szukać dodatkowej koncentracji po tym, jak wcześniej zapewniliśmy sobie awans. Fatalny stan boiska w Belgradzie spowodował, iż godzina gry kosztowała nas bardzo wiele wysiłku i nie potrafiliśmy utrzymać zwycięstwa do ostatniego gwizdka. Mało było gry w piłkę, więcej walki o przetrwanie. Cieszę się, że nie odpuściliśmy tego spotkania, że znowu pokazaliśmy charakter. Chcieliśmy być fair wobec innych drużyn w naszej grupie i dobrze, że nam się to udało.

Nie zagrało sześciu zawodników, którzy zazwyczaj mogą liczyć na występ w pierwszym składzie, zastąpili ich inni i okazało się, że mogą to zrobić dobrze. Mogliśmy pokonać Serbów, bo gdybyśmy strzelili trzeciego gola, mecz skończyłby się wynikiem 5:0. Straciliśmy głupie bramki, jedną po faulu na Bronowickim, drugą po rykoszecie i dlatego zremisowaliśmy, jednak cieszy mnie duch walki i dobre przygotowanie fizyczne polskich piłkarzy. Przecież nasi rywale to świetni zawodnicy, byli wypoczęci, bo nie grali w sobotę, a jednak nie pozwoliliśmy im zbytnio rozwinąć skrzydeł.

Pokazaliśmy w całych eliminacjach, że z Polską trzeba się liczyć i nie zamierzaliśmy odpuścić także ostatniego meczu. Świetnie zagrał Rafał Murawski, bo po takim boisku ciężko było w ogóle biegać, a co dopiero konstruować akcje. Wyjściowy skład wcale mnie jednak nie zaskoczył. Wszyscy piłkarze byli przecież na zgrupowaniu we Wronkach i zasługiwali na grę. Trener musi mieć szeroką kadrę, z której może dobierać zawodników na konkretne spotkanie. Dziękujemy kibicom, bo po raz kolejny na meczu wyjazdowym czuliśmy się, jakbyśmy grali u siebie.

Cieszę się z wyniku i awansu, mimo że mój wkład w to osiągnięcie był nikły, bo częściej siedziałem na trybunach niż choćby na ławce rezerwowych. Jest to dla mnie przykre, jednak nie zamierzam się użalać. Nie zrezygnuję z przyjazdów na zgrupowania reprezentacji, bo traktuję je jako zaszczyt.

Przez godzinę wszystko wyglądało pięknie. Prowadziliśmy 2:0 w meczu wyjazdowym z bardzo silnym przeciwnikiem. Szkoda, że pozwoliliśmy Serbom wyrównać, jednak uważam, że i tak pokazaliśmy dobrą grę. Boisko było w fatalnym stanie, zapadałem się po kostki w błocie. Cieszę się, że piłkarze, którzy dotychczas nie dostawali zbyt wielu szans, udźwignęli ciężar w takim spotkaniu. Leo Beenhakker nie boi się stawiać na nowych i dobrze na tym wychodzimy. O kiepskim meczu z Belgią już zapomniałem. Trener mi tak kazał.

Nie wiem, czy jestem odkryciem tego meczu, trudno mi to ocenić. Grałem na innej pozycji niż w klubie, ale sumiennie realizowałem wszystkie polecenia trenera. A że udało mi się strzelić gola, mogę się tylko cieszyć. Mariusz Lewandowski obsłużył mnie doskonałym podaniem, uderzyłem trochę jak Ebi Smolarek. Szkoda, że w drugiej połowie daliśmy się zepchnąć na własną połowę i pozwoliliśmy wydrzeć sobie zwycięstwo. Za wcześnie mówić czy jestem w stanie zastąpić Radka Sobolewskiego. Do dzisiaj myślałem, że jego rezygnacja z gry w reprezentacji to tylko głupi żart.

Przy jednym ze starć z przeciwnikiem poczułem ukłucie w mięśniu dwugłowym. Wydaje mi się, że go naderwałem i czeka mnie kilka tygodni przerwy, bo ból jest naprawdę mocny. Żałuję, że tak zakończył się mój jubileuszowy, 50. mecz w reprezentacji. Dużo więcej sobie po nim obiecywałem.

Bramki: dla Serbii: N. Żigić (69), D. Lazović (71); dla Polski: R. Murawski (28), R. Matusiak (47).Żółte kartki: D. Lazović, A. Rukavina (Serbia); J. Bąk, J. Wawrzyniak (Polska). Sędziował Massimo Busacca (Szwajcaria).

Polska: Fabiański - Wasilewski, Jop, Bąk (77, Żewłakow), Bronowicki - Łobodziński, Lewandowski, Wawrzyniak, Kosowski (19, Zahorski) - Murawski - Rasiak (46, Matusiak).

Serbia: Avramov - Rukavina, Ivanović, Krstajić (64, Tosić), Dragutinović - Kuzmanović, Kovacević, Duljaj (46, Lazović), Krasić (76, Janković) - Jovanović, Żigić.

Żółte kartki: M. Caneira, Makukula (Portugalia); S. Hyypia, P. Pasanen, J. Sjoelund, M. Forssell (Finlandia). Sędziował Lubosz Michel (Słowacja).Portugalia: Ricardo - Bosingwa, Pepe, Alves, Caneira - Meira, Veloso, Maniche (73, Meireles), Ronaldo, Quaresma (84, Nani) - Nuno Gomes (77, Makukula).

Finlandia: Jaaskelainen - Hyypia, Kallio, Pasanen, Tihinen - Heikkinen, Kolkka (75, Johansson), Litmanen (67, Vayrynen), Sjoelund - Tainio (69, Eremenko), Forssell.

Bramka: L. Pieroni (53). Żółte kartki: Z. Tagizade (Azerbejdżan); M. Fellaini, G. Swerts, K. Geraerts, M. Dembele, L. Pieroni (Belgia). Sędziował Asaf Kenan (Izrael).Azerbejdżan: Welijew - Malikow, Abbasow, Sadykow, Gulijew - Gurbanow, Karimow (85, Mamedow), Magerramow (77, Ponomarew), Tagizade (70, Gomes) - Ramazanow, Subasić.

Belgia: Vandenbussche - Van Damme, Gillet, Van Buyten, Vertonghen - Fellaini - Gregoire (68, Goor), Swerts, Geraerts (46, Defour) - Pieroni (83, Mirallas), Dembele.

Bramka: S. Ostapienko (64). Żółte kartki: G. Gazarjan (Armenia); A. Kuczma, M. Żałmagambetow (Kazachstan). Sędziował Fredy Fautrel (Francja).

Armenia: Berezowski - Chowsepjan, Arzumanjan, Dochojan, Tadewosjan - Arakeljan (57, Chaczatrjan), Karamjan, Woskanjan (80, Gazarjan), Mczitarjan - Melkonjan (59, Manuczarjan), Paczajan.Kazachstan: Łorija - Nurdauletow, Kuczma, Żałmagambetow, Irismietow - Bałtijew, Łarin (62, Łapkin), Skorych - Żumaskalijew, Biakow, Ostapienko.

Tabela:

1. Polska 14 28 24-12

2. Portugalia 14 27 24-10

3. Finlandia 14 24 13-7

4. Serbia 13 21 21-11

5. Belgia 14 18 14-16

6. Kazachstan 13 10 11-20

7. Armenia 12 9 4-13

8. Azerbejdżan 12 5 6-28

Polacy przyjechali do Belgradu z biletami na finały w kieszeni, osłabieni brakiem sześciu podstawowych zawodników, więc większość kibiców nie spodziewała się po nich wielkiej woli walki.

Leo Beenhakker zapowiedział jednak, że selekcja dopiero się zaczyna, postraszył piłkarzy, że jeśli zobaczy u któregoś z nich brak zaangażowania, wyciągnie konsekwencje i to poskutkowało. Jego drużyna zagrała mądrze i chociaż nie udało się wygrać, spore możliwości pokazało kilku nowych zawodników.

Pozostało jeszcze 95% artykułu
Piłka nożna
Cezary Kulesza nie uwiódł Europy. Przegrał wybory do władz UEFA
Materiał Partnera
Warunki rozwoju OZE w samorządach i korzyści z tego płynące
Piłka nożna
Superpuchar Polski. Tak skromnie na PGE Narodowym jeszcze nie było
Piłka nożna
Barcelona - Real w finale Pucharu Króla. Czy zobaczymy aż trzy El Clasico w ciągu miesiąca?
Piłka nożna
Piłka nożna bez kibiców. Jagiellonia Białystok zdobyła Superpuchar Polski
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Piłka nożna
Niespodzianki nie było. O Puchar Polski zagrają Pogoń Szczecin i Legia Warszawa