„McClaren zostanie ugotowany na śniadanie” – pisał „Telegraph” jeszcze przed nadzwyczajnym porannym posiedzeniem angielskiej federacji (FA) przy Soho Square. Nie trzeba było proroka, żeby przewidzieć zwolnienie trenera. Sensacją byłoby raczej, gdyby utrzymał stanowisko. Anglia jest jedyną z potęg, która nie zagra na mistrzostwach Europy, a McClaren najbardziej nijakim i zachowawczym trenerem, jaki kiedykolwiek prowadził tę drużynę. 16 miesięcy to najkrótsza kadencja selekcjonera w historii FA i zapisana niemal samymi złymi wspomnieniami.
Przed 2: 3 z Chorwacją na Wembley było 0: 0 na Old Trafford z Macedonią, 0: 2 w Zagrzebiu, 0: 0 w Tel Awiwie, 1: 2 w Moskwie. Wśród następców McClarena wymienia się Martina O’Neilla z Aston Villi, byłego kapitana reprezentacji Alana Shearera, który jeszcze nie trenował żadnego zespołu, oraz dyżurnych kandydatów na każde wolne i dobrze płatne miejsce: Jose Mourinho, Fabio Capello i Jürgena Klinsmanna.„Anglia jest pośmiewiskiem europejskiej piłki.
Izrael rzucił naszym piłkarzom linę ratunkową, a oni się nią udusili” – pisze „Sun”. Szczęście piłkarzy polega na tym, że jest McClaren i to jego każda gazeta wzięła sobie za symbol klęski. „Daily Mail” idzie na całość: „Wielcy przywódcy inspirują swoich podwładnych do sławy i chwały. McClaren pozostanie w naszej pamięci jako dureń z parasolem stojący przy linii bocznej z taką miną, jakby wyszedł tam nucić »Singing in the rain«”.
Obelg pod adresem trenera jest tyle, że nawet dla Scotta Carsona zostało ich niewiele, ale za to mocne: „Jego występ był horrorem pełnym takich okropieństw, że każdy, kto to widział, długo nie zazna snu” – opisuje pomyłki bramkarza „Times”.
Anglicy nie zakwalifikowali się do mistrzostw Europy już po raz piąty (wcześniej w 1964, 1972, 1976 i 1984, nie awansowali też do MŚ w 1974, 1978 i 1994), ale ta klęska jest najbardziej zaskakująca. Po zwiększeniu liczby finalistów w mistrzostwach Europy gra blisko jedna trzecia drużyn stowarzyszonych w UEFA, a miejsca zabrakło dla kraju, który w ostatnich kilkunastu latach znów stał się symbolem tego co w futbolu najlepsze.To tak jakby amerykański „Dream Team” koszykarzy nie zakwalifikował się na igrzyska albo do mistrzostw świata. Porównania z NBA są jak najbardziej uzasadnione, bo Premiership to pierwsza piłkarska liga globalna. Tu wszystko jest naj, od pensji przez liczbę telewidzów po rozgłos. Do tego angielskie kluby stały się w ostatnich miesiącach pierwszą siłą Ligi Mistrzów. W ostatnich półfinałach zajęły trzy z czterech miejsc, Liverpool razem z Manchesterem i Arsenalem licytują się, kto strzeli w jednym meczu LM więcej bramek.