Futbol drugiej świeżości

Steve McClaren odszedł, ale angielskie problemy pozostaną, póki piłkarze kadry będą tylko gośćmi we własnej lidze

Aktualizacja: 23.11.2007 07:42 Publikacja: 23.11.2007 00:55

Futbol drugiej świeżości

Foto: AP

„McClaren zostanie ugotowany na śniadanie” – pisał „Telegraph” jeszcze przed nadzwyczajnym porannym posiedzeniem angielskiej federacji (FA) przy Soho Square. Nie trzeba było proroka, żeby przewidzieć zwolnienie trenera. Sensacją byłoby raczej, gdyby utrzymał stanowisko. Anglia jest jedyną z potęg, która nie zagra na mistrzostwach Europy, a McClaren najbardziej nijakim i zachowawczym trenerem, jaki kiedykolwiek prowadził tę drużynę. 16 miesięcy to najkrótsza kadencja selekcjonera w historii FA i zapisana niemal samymi złymi wspomnieniami.

Przed 2: 3 z Chorwacją na Wembley było 0: 0 na Old Trafford z Macedonią, 0: 2 w Zagrzebiu, 0: 0 w Tel Awiwie, 1: 2 w Moskwie. Wśród następców McClarena wymienia się Martina O’Neilla z Aston Villi, byłego kapitana reprezentacji Alana Shearera, który jeszcze nie trenował żadnego zespołu, oraz dyżurnych kandydatów na każde wolne i dobrze płatne miejsce: Jose Mourinho, Fabio Capello i Jürgena Klinsmanna.„Anglia jest pośmiewiskiem europejskiej piłki.

Izrael rzucił naszym piłkarzom linę ratunkową, a oni się nią udusili” – pisze „Sun”. Szczęście piłkarzy polega na tym, że jest McClaren i to jego każda gazeta wzięła sobie za symbol klęski. „Daily Mail” idzie na całość: „Wielcy przywódcy inspirują swoich podwładnych do sławy i chwały. McClaren pozostanie w naszej pamięci jako dureń z parasolem stojący przy linii bocznej z taką miną, jakby wyszedł tam nucić »Singing in the rain«”.

Obelg pod adresem trenera jest tyle, że nawet dla Scotta Carsona zostało ich niewiele, ale za to mocne: „Jego występ był horrorem pełnym takich okropieństw, że każdy, kto to widział, długo nie zazna snu” – opisuje pomyłki bramkarza „Times”.

Anglicy nie zakwalifikowali się do mistrzostw Europy już po raz piąty (wcześniej w 1964, 1972, 1976 i 1984, nie awansowali też do MŚ w 1974, 1978 i 1994), ale ta klęska jest najbardziej zaskakująca. Po zwiększeniu liczby finalistów w mistrzostwach Europy gra blisko jedna trzecia drużyn stowarzyszonych w UEFA, a miejsca zabrakło dla kraju, który w ostatnich kilkunastu latach znów stał się symbolem tego co w futbolu najlepsze.To tak jakby amerykański „Dream Team” koszykarzy nie zakwalifikował się na igrzyska albo do mistrzostw świata. Porównania z NBA są jak najbardziej uzasadnione, bo Premiership to pierwsza piłkarska liga globalna. Tu wszystko jest naj, od pensji przez liczbę telewidzów po rozgłos. Do tego angielskie kluby stały się w ostatnich miesiącach pierwszą siłą Ligi Mistrzów. W ostatnich półfinałach zajęły trzy z czterech miejsc, Liverpool razem z Manchesterem i Arsenalem licytują się, kto strzeli w jednym meczu LM więcej bramek.

I pewnie gdyby w eliminacjach mógł zagrać którykolwiek z tych zespołów, to dziś Anglia nie liczyłaby strat, bo każdy z nich jest dużo silniejszy od reprezentacji. Tak będzie niezależnie od tego, czy po McClarenie nastanie Capello, Mourinho czy Luiz Felipe Scolari. Im Premiership bardziej staje się ligą dla całego świata, tym mniej w niej miejsca dla angielskich piłkarzy. W każdy weekend na boisku pojawia się przeciętnie zaledwie kilkudziesięciu Anglików. Ci, którzy nie mieszczą się w składzie, nie mają gdzie szukać wyzwań. Mecze drużyn rezerwowych są tak słabe, że Mourinho czy Rafael Benitez, którzy wiedzą, jak potrafią grać np. rezerwy Realu Madryt, łapali się za głowę z rozpaczy. Proponowali nawet, żeby wzorem Hiszpanii dopuścić drugie drużyny do niższych lig, ale usłyszeli, że tradycja to rzecz święta i zmian nie będzie.

Dziennikarz „Guardiana” Kevin McCarra tłumaczył niedawno na łamach „Die Welt”, że w takich warunkach reprezentacja powoli staje się w Anglii rozrywką niszową. Radził, by spojrzeć na transparenty wywieszane przez kibiców na Wembley.

W eliminacjach problemy miały niemal wszystkie kraje z silnymi ligami

Zdecydowana większość z nich przyjeżdża z mniejszych miast, tych, które nie mają swoich Arsenali czy choćby Evertonów. Londyn, Liverpool, Manchester po klęsce kadry płaczą ciszej, bo wiedzą, że liga się sama wyżywi.

W tych eliminacjach problemy miały niemal wszystkie reprezentacje z silnymi ligami. Męczyły się Hiszpania, Francja, Włochy, czyli te kraje, w których nie dość, że reprezentacja jest uciążliwym dodatkiem do klubowych obowiązków, to jeszcze brakuje jej akceptowanego przez wszystkich piłkarzy i kibiców lidera. Nie są nimi ani Luis Aragones, ani Raymond Domenech czy Roberto Donadoni.

Z piątki krajów mających najsilniejsze rozgrywki ligowe tylko Niemcy wywalczyli awans w podskokach, ale tam to kadra, a nie Bundesliga, jest, jak piszą gazety, „laboratorium i gabinetem odnowy futbolu”. Rewolucję rozpoczętą przez Klinsmanna kończy Joachim Löw, piłkarze i kibice są w niego wpatrzeni, więc klubowym trenerom zostaje tylko zagryzać usta ze złości.

Löw miał odwagę zrobić to, co m.in. robi Marco van Basten w Holandii, a Leo Beenhakker w Polsce. Ich reprezentacje to nie jest grupa najbardziej znanych piłkarzy, ale najbardziej potrzebnych. Kto z kibiców, którzy nie śledzą na co dzień Bundesligi, zna Gonzalo Castro, Serdara Tasciego, Simona Rolfesa? A jednak to oni, a nie znani Serbowie z wielkich klubów, o Anglikach nie wspominając, mogą zagrać w Euro.Eliminacje do mistrzostw Europy i świata to coraz dziwniejszy twór. Kto tylko może, chce grać w strefie europejskiej, więc na mecze trzeba podróżować, jak w polskiej grupie, od wybrzeża Atlantyku po Kazachstan. Konflikt interesów między reprezentacjami a klubami mniej ostry już nie będzie.

Te dwa światy mają już nawet zupełnie innych bohaterów. Królem strzelców eliminacji został David Healy z Irlandii Północnej, przedstawiciel brytyjskiej ligowej szarzyzny. Strzelił 13 bramek – o jedną więcej niż przez ostatnie półtora roku w 54 meczach dla Leeds i Fulham. Drugi na liście Chorwat Eduardo da Silva w Arsenalu siedzi zwykle na ławce rezerwowych. Trzeci, Euzebiusz Smolarek, nie jest pewny miejsca w składzie przeciętnej hiszpańskiej drużyny. Mecze kadry dla każdego z nich są świętem. U Anglików odwrotnie: karnawał trwa w klubach, a reprezentacja serwuje futbol drugiej świeżości.

„McClaren zostanie ugotowany na śniadanie” – pisał „Telegraph” jeszcze przed nadzwyczajnym porannym posiedzeniem angielskiej federacji (FA) przy Soho Square. Nie trzeba było proroka, żeby przewidzieć zwolnienie trenera. Sensacją byłoby raczej, gdyby utrzymał stanowisko. Anglia jest jedyną z potęg, która nie zagra na mistrzostwach Europy, a McClaren najbardziej nijakim i zachowawczym trenerem, jaki kiedykolwiek prowadził tę drużynę. 16 miesięcy to najkrótsza kadencja selekcjonera w historii FA i zapisana niemal samymi złymi wspomnieniami.

Pozostało jeszcze 93% artykułu
Piłka nożna
Cezary Kulesza nie uwiódł Europy. Przegrał wybory do władz UEFA
Materiał Partnera
Warunki rozwoju OZE w samorządach i korzyści z tego płynące
Piłka nożna
Superpuchar Polski. Tak skromnie na PGE Narodowym jeszcze nie było
Piłka nożna
Barcelona - Real w finale Pucharu Króla. Czy zobaczymy aż trzy El Clasico w ciągu miesiąca?
Piłka nożna
Piłka nożna bez kibiców. Jagiellonia Białystok zdobyła Superpuchar Polski
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Piłka nożna
Niespodzianki nie było. O Puchar Polski zagrają Pogoń Szczecin i Legia Warszawa