„Uwaga, polski snajper jest w naprawdę wysokiej formie" – ostrzega przed jutrzejszym meczem z Bayernem Monachium „Record", największa sportowa gazeta w Portugalii.
O atutach Lewandowskiego piszą i mówią zresztą wszystkie tamtejsze media. Nie mają wątpliwości, że pod nieobecność kontuzjowanych Francka Ribery'ego i Arjena Robbena Polak będzie najważniejszą postacią mistrza Niemiec, a zatrzymanie go może się okazać kluczem do sukcesu.
Dziewięć goli w ostatnich ośmiu spotkaniach Bundesligi, bardzo wysokie noty, miejsca w jedenastce kolejki „Kickera", nominacja do najładniejszej bramki – od kilku tygodni Lewandowski potwierdza, że zakończył proces aklimatyzacji w Bawarii i odnalazł się w koncepcji Pepa Guardioli.
– Jeśli dalej będzie trafiał w takim tempie, ma szansę obronić tytuł króla strzelców – przyznaje prezes Bayernu Karl-Heinz Rummenigge.
– Byłoby dla nas lepiej, gdyby zdobył go w Lidze Mistrzów – dodaje w żartach Thomas Mueller. Ale w klubie cenią Lewandowskiego zarówno za skuteczność, jak i za ciężką pracę, którą wykonuje w każdym meczu.
Alfabet Guardioli
Jutro w meczu przeciwko „Smokom" z Porto pracy dla nikogo nie zabraknie. Znów trzeba załatać dziury po Ribery'm i Robbenie („Mogę tylko patrzeć z boku i trzymać kciuki. Więcej nie jestem w stanie zrobić. To najgorsze dla piłkarza" – mówi Holender). Kontuzje leczą też David Alaba, Mehdi Benatia i Javi Martinez, a z grypą zmaga się Bastian Schweinsteiger. W pomocy obok Thiago, a przed Xabim Alonso ma zagrać Philipp Lahm.
– Pep ma nie tylko plan A, B czy C. On ma przygotowany cały alfabet – uspokaja Rummenigge. Bayern niczego nie zaniedbuje, poleciał do Porto nie jak zwykle dzień przed spotkaniem, ale już w poniedziałek.
– Do awansu potrzebujemy nie jednego, ale dwóch dobrych meczów – tłumaczy Guardiola. Nie ukrywa, że jest zaskoczony poziomem, jaki prezentują rywale prowadzeni przez jego byłego kolegę z Barcelony, Julena Lopetegui. – Gdy byliśmy młodzi, nie myśleliśmy, że spotkamy się kiedyś w takim miejscu jako trenerzy dwóch świetnych zespołów – mówi Guardiola.
Lopetegui odwdzięcza się równie ciepłymi słowami, twierdzi, że jego piłkarze zmierzą się z jednym z najlepszych Bayernów w historii. Pewnie lepszym niż ten, który w 1987 roku przegrał z Porto w finale Pucharu Europy w Wiedniu. To była jedyna porażka Bawarczyków w 22 meczach przeciw drużynom z Portugalii. W bramce Porto stał wówczas Józef Młynarczyk, a jego następca Vitor Baia tak wspomina tamten wieczór: – Nie byliśmy faworytem. Jeśli teraz zagramy perfekcyjnie, też wszystko może się zdarzyć.
Życie bez Zlatana
Barcelona ma znakomitą okazję, by pierwszy raz wygrać w Parku Książąt (jesienią w fazie grupowej przegrała 2:3). Przyjechała do Paryża w niemal najmocniejszym składzie, jedynie bez zawieszonego Daniego Alvesa. Lista nieobecnych w PSG może przyprawić o ból głowy. Zlatan Ibrahimović, Marco Verratti i Serge Aurier pauzują za kartki, David Luiz jest kontuzjowany, a Thiago Motta, choć wrócił już do treningów, na boisku raczej się dzisiaj nie pojawi. – Uraz był mniej poważny, niż sądziliśmy, ale musiałby się zdarzyć cud, żeby zagrał – zaznacza Laurent Blanc.
Trener paryżan czerpie optymizm z ostatnich wyników: zwycięstwa nad Olympique Marsylia w lidze, wyeliminowania Saint-Etienne w półfinale Pucharu Francji oraz zdobycia w sobotę pierwszego trofeum – Pucharu Ligi Francuskiej.
– Przez całą przerwę zimową ciężko pracowaliśmy i dziś zbieramy tego owoce. Rok temu w tej części sezonu opadaliśmy z sił, teraz jesteśmy na fali wznoszącej – opowiada Blanc.
Wie, że jego piłkarze nie mają prawa myśleć o sukcesie, jeżeli nie powstrzymają Leo Messiego. – Jak zamierzamy to zrobić? Wyznaczenie jednego zawodnika do pilnowania go nie jest dobrym pomysłem. Musimy się bronić całym zespołem – twierdzi trener PSG.
1/4 finału (mecze o 20.45)
Jutro grają
Paris Saint-Germain – Barcelona (TVP 1, Canal+ Sport)
FC Porto – Bayern Monachium (nSport+)
Rewanże 21 kwietnia