W lutym 2023 r. Manchester City został oskarżony przez Premier League o naruszenie 115 przepisów finansowych w latach 2009–2018. Chodzi m.in. o fikcyjne kontrakty ze sponsorami (by sztucznie zawyżać przychody w celu zbilansowania ogromnych wydatków) oraz o ukrywanie prawdziwych zarobków piłkarzy i trenerów.

Tydzień temu niezależna komisja uznała klub winnym 114 zarzucanych mu czynów, określając jego działania jako „oszustwo”. Grozi za to nawet degradacja z Premier League do piątej klasy rozgrywkowej i odebranie trofeów.

Premier League: Manchester City winny. Klub złożył odwołanie

Odkąd w 2008 r. Manchester City przejęli szejkowie ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, zdominował on angielski futbol. Zdobył w tym czasie osiem z dziesięciu swoich tytułów mistrzowskich, w tym trzy w okresie objętym śledztwem (2012, 2014, 2018). W sezonie 2021/2022 klub wygrał Ligę Mistrzów. 

Czytaj więcej

Jak dobrze mieć klub, czyli dojenie futbolu

Klub z Manchesteru skorzystał z możliwości odwołania, twierdząc, że decyzja komisji zawiera „istotne i oczywiste błędy natury prawnej, merytorycznej i faktycznej, przez co jest wadliwa”, a „na poparcie stanowiska zajmowanego w tej sprawie dysponuje obszernym materiałem dowodowym, którego nie sposób podważyć”.

W sprawę włączył się premier Wielkiej Brytanii, były burmistrz Manchesteru Andy Burnham, wyrażając zaniepokojenie możliwym wycofaniem się arabskich szejków ze sponsorowania klubu.

– Naprawdę mocno bym się zmartwił, gdybyśmy ich stracili. Byli niezwykle ważnym partnerem w procesie budowy nowoczesnego Manchesteru i przekształcania klubu w światową potęgę. Zainwestowali nie tylko w stadion Etihad i otaczający go kompleks, ale również w samo miasto – powiedział Burnham, zapytany o sprawę przez BBC. Burnham zaznaczył jednocześnie, że próba ingerencji z jego strony byłaby niewłaściwa. Ta wypowiedź jednak wystarczyła, by konserwatywny minister sportu w gabinecie cieni, Louie French, oskarżył premiera o „publiczne wspieranie właścicieli klubu”.

Kluby z czołówki Premier League nie chcą degradacji Manchesteru City

Według Bloomberga urzędnicy z Emiratów mieli ostrzec brytyjski rząd, że surowa kara nałożona na Manchester City odbije się na stosunkach między państwami i może osłabić chęć arabskich inwestorów do wykładania pieniędzy w Wielkiej Brytanii. „Telegraph” pisze, że Emiratczycy grożą rezygnacją z wielomiliardowej inwestycji w hub technologiczny Oxbridge, określany europejską Doliną Krzemową.

Czytaj więcej

Dekada sukcesów i rekordów. Czas na ostatnią misję Pepa Guardioli w Manchesterze

Ta sama gazeta dodaje, że dwa tygodnie przed ogłoszeniem wyroku szef City Khaldoon Al Mubarak spotkał się na Downing Street z Jonathanem Reynoldsem, ministrem ds. biznesu, innowacji, nauki i handlu. Linie lotnicze Etihad Airways zapowiedziały już natomiast, że rozważają podjęcie kroków prawnych przeciw Premier League.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że kluby z angielskiej czołówki mają być przeciwne degradacji Manchesteru City. W pozbyciu się groźnej konkurencji widzą więcej zagrożeń niż szans. Sky Sports podaje, że kluby z czołówki ligi uważają, iż dla Premier League byłoby to „komercyjnym samobójstwem”. Nietrudno sobie wyobrazić, że nowych pracodawców poza Anglią mogłyby znaleźć takie gwiazdy jak np. Erling Haaland, który dziś jest twarzą rozgrywek.

Jedno jest pewne: ta prawna batalia szybko się nie skończy.