Jan Urban grał w tym meczu o posadę, a wielu już szykowało na jego miejsce Jerzego Brzęczka. Na razie muszą poczekać, ale trzeba przyznać, że kibice zrobili się ostatnio wyjątkowo niecierpliwi.
Urban poskładał po Michale Probierzu rozbitą drużynę, wciągnął ją do baraży i był o krok od awansu na mistrzostwa świata w USA, Kanadzie i Meksyku. Jesienią w Lidze Narodów przegrał jeden mecz, jeden zremisował i daje w kadrze szansę młodym zawodnikom, choć trzeba przyznać, że nieufnie podchodzi do tych, którzy grają na co dzień w Ekstraklasie i dlatego nie powołał Karola Czubaka z Motoru Lublin czy Michała Gurgula z Lecha Poznań.
Czytaj więcej
Zacięte widowisko w Kopenhadze zakończyło się zwycięstwem Portugalczyków nad Duńczykami (4:2). Pierwszy mecz pod wodzą Juergena Kloppa wygrali Niem...
Polska – Rumunia. Rzut karny i czerwona kartka przełomowym momentem meczu
Takie opinie wygłaszane przez trenera i słaba gra Polaków w obronie przeciwko Szwecji (1:3) wystarczyły, żeby internet zapłonął od dyskusji o tym, czy Urban wie, co robi. Trener jeszcze podlał to wszystko benzyną, dwa razy wysyłając na trybuny najlepszego obrońcę polskiej ligi Wojciecha Mońkę, a stawiając na przeciętnego Przemysława Wiśniewskiego.
Zbigniew Boniek wzywał do rewolucji w składzie, a podobnie uważało wielu ekspertów. Urban wytrzymał jednak ciśnienie i wystawił przeciw Rumunii takich piłkarzy, jakich uważał za najlepszych, a nie takich, którzy podobaliby się dziennikarzom i kibicom. Zmienił tylko ustawienie, wystawiając tym razem czwórkę obrońców z Przemysławem Frankowskim na lewej stronie i duetem z FC Porto Jakubem Kiwiorem i Janem Bednarkiem na środku.
Rewolucja przed tak ważnym meczem mogła więcej zepsuć, niż pomóc, o czym przekonał się Gheorghe Hagi, który w porównaniu do poprzedniego spotkania z Bośnią i Hercegowiną (porażka 2:4) wymienił aż dziewięciu piłkarzy. Wyszło na to, że to Urban miał rację, choć na początku się na to nie zanosiło. Polacy byli częściej przy piłce, ale każdy kontratak gości wywoływał panikę w naszej obronie. Dwa razy sytuację uratował Wiktor Nowak, który gra jak weteran, a nie chłopak, który ma na koncie trzy mecze w kadrze. Zagrożenie było też po stałych fragmentach gry, przy których Polacy ciągle nie potrafią bronić.
Im dalej od własnej bramki, tym biało-czerwonym szło lepiej. Świetnie grał Piotr Zieliński, który nie tylko podawał, ale też napędzał akcje. Dobrze po lewej stronie współpracowali Frankowski i Nicola Zalewski. Lepszy niż z Bośnią był Robert Lewandowski, choć nie jest to forma z czasów Barcelony. To właśnie kapitan przeprowadził najważniejszą akcję meczu. Ruszył do długiego podania i wyprzedził w polu karnym Radu Dragusina. Rumuński obrońca popchnął Lewandowskiego, a sędzia podyktował rzut karny i wyrzucił Dragusina z boiska.
W takim składzie Polska zaczęła mecz z Rumunią: 1. Marcin Bułka, 2. Matty Cash, 5. Jan Bednarek, 9. Robert Lewandowski, 10. Piotr Zieliński, 11. Karol Świderski, 14. Jakub Kiwior, 16. Wiktor Nowak, 19. Przemysław Frankowski, 20. Sebastian Szymański, 21. Nicola Zalewski
Liga Narodów. Kilka dni spokoju przed meczem z Bośnią
Polacy wyszli na prowadzenie, ale do przerwy wcale nie grało się im łatwo. Raz Karol Świderski źle podał do Lewandowskiego, a raz Frankowski trafił w poprzeczkę i to było wszystko, co udało się Polakom stworzyć pod bramką rywali.
Na szczęście na drugą połowę wyszli z mocnym postanowieniem szybkiego rozstrzygnięcia meczu i w cztery minuty zdobyli dwie bramki. Najpierw świetną akcję Zalewskiego wykończył Lewandowski, a za chwilę strzał Frankowskiego podbił Virgil Ghita, pokonując swojego bramkarza. Rumuni byli rozbici psychicznie. W 62. minucie Razvan Marin podał piłkę prosto do Zielińskiego, a ten z bliska pokonał Hindricha. Kolejnego gola strzelił Jan Bednarek, trafiając głową po rzucie rożnym. Rumuni grali fatalnie po przerwie i dawali się ogrywać jak drużyna juniorów. Najlepiej było to widać przy szóstej bramce, którą zdobył Lewandowski. Biegli w polu karnym za naszym kapitanem w czterech, ale żaden nie odważył się go zaatakować.
Kibice, których przyszło na PGE Narodowy ponad 51 tysięcy, wreszcie oglądali taką reprezentację, na jaką zasłużyli. Jan Urban może być zadowolony, bo jego wybory się obroniły, a kilka dni spokoju przyda się przed wyjazdowym meczem z Bośnią i Hercegowiną. Humory psuje tylko fakt, że żółtą kartkę dostał Lewandowski i w poniedziałek nie zagra. Na razie jednak trzeba się cieszyć pięknym wieczorem w Warszawie.
W meczu Polska-Rumunia na listę strzelców wpisał się także Jan Bednarek