Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego mimo wdrożenia systemu VAR, liczba sędziowskich kontrowersji w Ekstraklasie rośnie.
  • Skąd wynikają rażące rozbieżności w interpretacji niemal identycznych zagrań ręką w polu karnym.
  • Jakie problemy ujawniło scentralizowanie systemu wideoweryfikacji w PZPN.

Praca arbitra nie jest łatwa. To banał, ale jest w nim dużo prawdy. Mecze toczą się w coraz szybszym tempie nawet w PKO BP Ekstraklasie, co chwilę dochodzi do sytuacji stykowych. Niektóre zagrania są oczywiste, inne wywołują wątpliwości. Sędziowie mają ułamki sekund na podjęcie prawidłowej decyzji, a potem poddawani są ocenie kibiców i ekspertów, którzy śledzą wydarzenia w fotelu, przed ekranem i mogą sobie dowolnie przewijać powtórki.

System wideoweryfikacji miał „wyrównać szanse” między sędzią a resztą świata, dając kilka dodatkowych par oczu i możliwość korzystania z powtórek wideo. W tym sezonie VAR, zamiast jednak pomagać arbitrom, powoduje jeszcze większe kontrowersje i właściwie w każdej kolejce są sytuacje, o których kibice i eksperci dyskutują bardzo długo. Nie wiadomo, czy karny był, czy go nie było, zdarzają się niesłusznie anulowane bramki.

Błędy w Ekstraklasie. VAR raz wzywa sędziów, innym razem nie

Tylko w ostatnich dniach mieliśmy co najmniej dwie tego typu sytuacje, jedną w meczu Radomiaka z Piastem, a drugą, o której mówi się najwięcej, w spotkaniu Rakowa Częstochowa z Zagłębiem Lubin. Oba zdarzenia mogły mieć wpływ na wyniki tych meczów, bo starcia w Częstochowie i Radomiu były dość zacięte.

Czytaj więcej

Tomasz Listkiewicz dla „Rz”: Łatwiej byłoby trafić szóstkę w totka, niż znów sędziować finał

W meczu Radomiaka sędzia Tomasz Marciniak nie podyktował rzutu karnego dla gospodarzy za zagranie ręką w polu karnym przez Oskara Leśniaka. Do zdarzenia doszło w 78. minucie. W tym momencie zespół z Gliwic prowadził 2:0, ale jeśli gospodarze wykorzystaliby rzut karny, to mieliby jeszcze sporo czasu na wyrównanie

Sytuację, w której obrońca Piasta dostaje piłką w rękę, analizował zespół VAR i ostatecznie nie wezwał nawet sędziego głównego do monitora. Obraz z kamery umieszczonej za linią końcową pokazuje, że w momencie uderzenia piłką, ręka Leśniaka była dość daleko od ciała i trudno zrozumieć, dlaczego nie został podyktowany rzut karny.

Może trzeba nie tylko budować nowe centra i dawać arbitrom zaawansowane narzędzia, ale zająć się na serio ich szkoleniem i sposobem oceniania, żeby na najwyższym poziomie sędziowali najlepsi

Sytuacja robi się jeszcze bardziej niezrozumiała, gdy porówna się to z rzutem karnym dla Górnika w meczu z Cracovią. Gola z karnego strzelił Kacper Urbański, a tamten mecz zespół z Zabrza wygrał 1:0. Niektórzy wskazywali, że ręka Gustava Henrikssona powiększała obrys ciała, ale na pewno nie bardziej niż łokieć obrońcy Piasta w ostatniej kolejce. W obu przypadkach piłka była też zagrywana z bliskiej odległości i obrońca miał mało czasu na reakcję, a mimo to podjęte zostały dwie różne decyzje.

Czytaj więcej

Slavko Vincić. Podpadł Polakom, był zatrzymany przez policję, posędziuje finał mundialu

Mało zamieszania? Kilka tygodni temu zdarzyła się jeszcze trzecia podobna sytuacja. Tym razem w meczu Korona – Legia (1:1) gospodarzom najprawdopodobniej należał się rzut karny. Morgan Fassbender strzelił, Robert Deziel jr. nie zdążył schować ręki, a piłka zmieniła tor lotu i uderzyła w poprzeczkę. Gwizdek arbitra milczał, a nic nie wiadomo o tym, by VAR nalegał na zmianę decyzji. Po meczu trener Jacek Zieliński był ogromnie zdenerwowany, a z kolei Marek Papszun narzekał, że Jarosław Przybył niesłusznie odgwizdał rzut wolny, po którym piłka wyszła na rzut rożny, a w efekcie padła bramka dla Korony. Tutaj ewentualny błąd arbitra nie był tak rażący, ale ciąg zdarzeń doprowadził do gola dla Korony.

I w ten sposób dochodzimy do drugiej kontrowersji z ostatnich dni, czyli sytuacji z meczu Rakowa z Zagłębiem (2:3). Zespół z Częstochowy do 70. minuty prowadził 1:0, a wtedy doszło do podwójnej kontrowersji. Najpierw Daniel Stefański nie odgwizdał rzutu wolnego za ostry faul na Tomaszu Pieńce. Po tym zdarzeniu piłka wyszła na rzut rożny.

Czytaj więcej

Adrian Siemieniec przeprasza i pisze o hejcie. „Granica została przekroczona”

Po dośrodkowaniu Roman Jakuba zagrał piłkę ręką i to nawet dwukrotnie, bo najpierw dłonią, za chwilę ramieniem, a Michał Nalepa z bliska pokonał bramkarza Rakowa. Jeśli sędzia Stefański w zamieszaniu tego nie zauważył, to na pewno powinien mu to podpowiedzieć zespół VAR. Nie wiemy, jak sędziowie ze sobą rozmawiali, podobnie jak nie wiemy, dlaczego Kornel Paszkiewicz podtrzymał decyzję Piotra Lasyka w meczu pucharowym Motor – Legia (3:0). Tam arbiter dopatrzył się faulu na bramkarzu Otto Hindrichu i anulował prawidłowego gola dla zespołu z Lublina.

Motor po tym meczu wystosował długie i ostre w tonie oświadczenie, bo czuł się skrzywdzony już drugi raz. Za pierwszym razem zespół VAR źle wyrysował linię w spotkaniu ligowym z Pogonią (1:3) i uznał jej pierwszego gola, strzelonego ze spalonego.

VAR nie rozwiąże wszystkich problemów

Jeszcze niedawno wszyscy cieszyli się i gratulowali otwarcia Centralnego Systemu VAR, który miał ułatwić arbitrom pracę. Odpadły uciążliwe podróże po Polsce, a wszystko można załatwić z jednego miejsca w Warszawie, w siedzibie PZPN. Teraz jeden zespół VAR, bez przemęczania się i gonienia ze stadionu na stadion może obsłużyć w kolejce więcej niż jeden mecz. Widać teraz jak na dłoni, że to nie rozwiązało problemów, a może nawet stworzyło nowe.

Czytaj więcej

Afera kablowa na mundialu. Norwegowie czują się oszukani, FIFA: nie ma dowodów

– Kolegium Sędziów zafundowało sobie kryzys. Były wakacje, nie przeprowadzono szkoleń, certyfikacji sędziów, którzy pracują w Centrum VAR. Zamówiony system w pierwszych kolejkach, na pewno w meczu Pogoń – Motor, nie dawał możliwości wyrysowania linii spalonego z użyciem kamery z linii bramkowej. A jest to kluczowe dla spalonych w polu karnym – mówił w rozmowie z Kanałem Sportowym Marcin Borski, były sędzia międzynarodowy.

Ostro na temat sędziowania na polskich boiskach wypowiedział się też Lukas Podolski. – Nie dam sobie wmówić, że problemem polskiego sędziowania jest jeden SMS. (…) Tak jak napisałem ostatnio, trzeba szukać dużo głębiej i znowu celowo zabieram głos po zwycięstwie, bo tu nie chodzi o jeden mecz czy kilka złych decyzji. Chodzi o cały system, który spowalnia rozwój polskiej ligi (…) – napisał w portalu X właściciel Górnika Zabrze.

Może więc trzeba nie tylko budować nowe centra i dawać arbitrom zaawansowane narzędzia, ale zająć się na serio ich szkoleniem i sposobem oceniania, żeby na najwyższym poziomie sędziowali najlepsi.