David Beckham grał w Los Angeles Galaxy, Leo Messi jest w Interze Miami. Gdzie na tej linii można ustawić Chicago Fire?

To jest poważny klub, a w pierwszym sezonie, kiedy jeszcze grałem w MLS, wszedł do ligi z drzwiami. Dzięki trzem Polakom: Romanowi Koseckiemu, Piotrowi Nowakowi i Jerzemu Podbrożnemu wygrali mistrzostwo i krajowy puchar. Później, jak w każdym klubie się zdarza, przyszedł słabszy okres. Pamiętajmy jednak, że Chicago to jest trzeci największy rynek telewizyjny w USA, a samo Chicago Fire już zatrudniało wielkie gwiazdy, np. Bastiana Schweinsteigera czy Cuauhtemoca Blanco, który jest uwielbiany przez Meksykanów. Teraz klub odradza się dzięki Greggowi Berhalterowi, który w przeszłości prowadził m.in. mój były zespół Columbus Crew i reprezentację USA. W Chicago Fire jest nie tylko trenerem, ale też dyrektorem sportowym.

Marketingowo to nie jest łatwy rynek, są koszykarze Bulls, futboliści Bears, baseballiści Cubs czy hokeiści Blackhawks.

To działa tylko na plus. Amerykanie lubią zwycięzców, a wszystkie duże miasta mają po kilka zespołów. W Los Angeles są: Rams, Lakers, Clippers, w Nowym Jorku koszykarze Knicks i aż dwie drużyny futbolowe, a do tego hokeiści i baseballiści. Na mecze Fire będą chodzili ci, którzy kochają piłkę nożną. Dodatkowym atutem będzie nowy stadion, przepięknie położony, w sercu Chicago, który zostanie oddany do użytku w 2028 r. Jestem przekonany, że będzie wypełniony.

Drużyna będzie budowana wokół Roberta?

Na pewno Robert będzie tam odgrywał wielką rolę, Berhalter walczył o niego od roku. Pojawiały się sygnały o zainteresowaniu innych klubów, ale on nie ustępował. Trzeba było dać kapitanowi naszej reprezentacji czas, żeby spokojnie podjął decyzję. Zatrudnienie Roberta to jest tylko początek. Słyszałem, że prowadzone są rozmowy z Leonem Goretzką i ta drużyna powiększy się o jeszcze jakieś znane nazwiska.

Czytaj więcej

Bartosz Nosal: Messi i Cristiano Ronaldo swoją grą podpowiadają Lewandowskiemu ws. nowego klubu

Lewandowski to napastnik, który potrzebuje podań. Będzie mógł liczyć na wsparcie innych piłkarzy?

W Chicago gra chociażby Hugo Cuypers, który teraz w klasyfikacji strzelców jest przed Leo Messim. Mają w składzie zawodników dobrych i takich, którzy potrafią dobrze podawać, a sama liga jest skrojona pod napastników. Oczywiście, sam Robert musi pokazać, że potrafi zdobywać bramki, ale o to nie trzeba się martwić, bo to jeden z trzech najlepszych napastników w historii. Na pewno będzie miał swoje okazje. Już teraz Chicago Fire jest w czołówce swojej konferencji, a z Robertem jeszcze pójdzie do góry. To jest projekt budowany na długie lata, a Robert przychodzi tam jako gwiazda, żeby grać pod okiem dobrego trenera.

Podobno mają świetny ośrodek treningowy?

Jeden z najlepszych w USA, a do tego dojdzie rewelacyjny stadion. Stanie w środku miasta i to ma sens, bo teraz znów buduje się obiekty sportowe w mieście, żeby kibice mogli zrobić przed meczem pochód, spędzić tam wiele godzin. Właściciel Chicago Fire może sobie pozwolić na takie inwestycje. Dla Roberta dobrze, że będzie ambasadorem tego projektu.

Już teraz Chicago Fire jest w czołówce swojej konferencji, a z Robertem jeszcze pójdzie do góry

Janusz Michallik

Mówiło się o propozycji z Arabii Saudyjskiej, ale porównanie formy Messiego i Cristiano Ronaldo pokazuje, że liga MLS jest lepsza.

Nie mówię, że to jest jedna z najlepszych lig na świecie, ale wyszło z niej wielu świetnych zawodników, choćby Thiago Almada, który jest mistrzem świata i teraz radzi sobie w Atlético Madryt, reprezentanci Kanady Tajon Buchanan i Tani Oluwaseyi. Popatrzmy na Polaków, którzy ostatnio grali w MLS. Karol Świderski chyba najlepiej grał w reprezentacji za czasów występów w Charlotte, Adam Buksa podobnie, kiedy był w New England Revolution. Grając w MLS, można się dobrze przygotować do występów w kadrze, a Robert prowadzi się bardzo profesjonalnie. Nawet w Barcelonie miał okresy, gdy grał lepiej, ale też takie, gdy mówiło się, że jest w słabszej formie i nie dochodzi do sytuacji strzeleckich.

Czytaj więcej

Robert Lewandowski wybrał nowy klub. Karierę będzie kontynuował w USA

Kto będzie głównie wypełniał stadion Chicago Fire? Pierwsze skojarzenie z miastem to amerykańska Polonia.

Polacy nie są wcale najliczniejszą grupą na trybunach, a Robert może przyciągać wszystkich mieszkańców Chicago. Dobrze mówi po angielsku, świetnie włada niemieckim i hiszpańskim. W mieście jest dużo Latynosów, ale też mieszkańców pochodzenia niemieckiego. Chicago może wykorzystać to do przyciągnięcia na stadion różnych nacji, które będą doceniały to, że piłkarz mówi w ich rodzimym języku.

Czy Amerykanie przeżywają trwający mundial tak samo jak ten w 1994 r.?

Jestem teraz w Polsce, ale z rozmów wiem, że jest tak samo i panuje wielki optymizm. Wtedy też drużyna wyszła z bardzo ciężkiej grupy. Amerykanie grają na tym mundialu bardzo dobrze. Porażka z Turcją nie zmienia tego obrazu, bo trzeba pamiętać, że w składzie były duże rotacje. Piłkarze wybrani przez Mauricio Pochettino mają charakter, są waleczni. W 1/16 finału czeka ich mecz, który na papierze powinni wygrać. Nie trafili na potentata, choć Bośnia i Hercegowina może sprawić niespodziankę, o czym przekonali się w barażach Włosi. Na stadionach widać entuzjazm, trybuny są pełne, a Amerykanie potrafią się bawić.

Czytaj więcej

Jerzy Pilch znów by sobą gardził. Jedenastka obrazków fazy grupowej mundialu

Słyszałem, że czwarty mecz finału NBA, gdy New York Knicks odrobili 29 punktów straty, trochę w mediach przykrył rozpoczęcie turnieju.

Tak musiało być, bo przecież Amerykanie kochają koszykówkę, sam mecz miał niezwykłą dramaturgię, a do tego występowali New York Knicks, którym nie zdarzyło się to od 1999 r. Gdyby w Polsce odbywał się turniej, a jednocześnie siatkarze grali w finale mistrzostw świata, to też wiele osób wybrałoby oglądanie siatkówki. Popatrzmy jednak na stadiony. Mają po 80 tysięcy miejsc, a na każdym meczu trybuny są pełne. Zresztą, w Ameryce mogłyby się odbywać dwa mundiale w tym samym czasie i też by się pomieściły. Pewnie równocześnie gdzieś odbywał się wielki koncert i też ludzie nie mówili tam o piłce nożnej. Sam fakt, że jednym z miast gospodarzy nie jest Chicago, które ma przepiękny stadion, o czymś świadczy. Tydzień przed rozpoczęciem mundialu Amerykanie grali tam towarzysko z Niemcami i na trybunach był komplet widzów.

Na co mogą liczyć amerykańscy kibice? W 2002 r. drużyna dotarła do ćwierćfinału.

Teraz też jest to osiągalne, dlaczego nie? W następnej rundzie Amerykanie mogą zagrać z Belgią, a ta drużyna nie wygląda dobrze na tym turnieju. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Każdy liczy, że Amerykanie zajdą daleko, ale nie brakuje także realistów, którzy mówią, że w pewnym momencie może zabraknąć trochę jakości. Cały kraj wspiera ten zespół, piłkarze są w dobrej formie. Teraz o wszystkim będzie decydował jeden mecz i zawsze można się postarać o niespodziankę. Kiedy rozmawiam z kolegami, to słyszę „one game at a time”. Poczekajmy na Bośnię i zobaczymy, co tam się wydarzy.