Jeszcze kilka miesięcy temu, po meczach sparingowych, wielu amerykańskich kibiców z niepokojem czekało na mistrzostwa świata, obawiając się wstydu i kompromitacji swojej kadry.
Ten lęk okazał się jednak nieuzasadniony. Reprezentacja USA jest jedną z najefektowniej grających drużyn i już po dwóch meczach może świętować awans do 1/16 finału. Widać, że praca Mauricio Pochettino zaczęła przynosić efekty.
Mauricio Pochettino odmienił reprezentację USA
– On, Argentyńczyk, pokazał nam, jacy jesteśmy. Jesteśmy Amerykanami, nie znosimy gów… – opowiada Sebastian Berhalter.
Amerykanom nie przeszkodził w piątek nawet brak kontuzjowanego Christiana Pulisica. Po tym, jak na inaugurację rozbili 4:1 Paragwaj, w drugim spotkaniu pokonali 2:0 Australię.
Scenariusz znów był podobny. Zaczęło się od samobójczego trafienia rywali. Folarin Balogun, autor dwóch goli w pierwszym meczu, uciekł obrońcy, dośrodkował, a australijski obrońca Cameron Burgess interweniował tak niefortunnie, że pokonał własnego bramkarza.
Balogun jest trudny do upilnowania dla przeciwników i zaczyna wyrastać na jedną z gwiazd turnieju. Amerykanie szukali drugiego gola i znaleźli go jeszcze przed przerwą. Potrzebna była jednak interwencja VAR, po której sędzia oznajmił wszystkim na stadionie, że Alex Freeman nie był na spalonym.
Kiedy kolejny mecz Amerykanów na mundialu?
Na trybunach w Seattle ruszyła fiesta. Oglądaliśmy show w amerykańskim stylu. W lożach VIP znów nie brakowało tamtejszych gwiazd sportu, filmu i estrady, które odkrywają, że piłka nożna w najlepszym wydaniu może być tak samo fascynująca jak koszykówka, baseball czy futbol amerykański.
Gospodarzom pozostał w fazie grupowej do rozegrania jeszcze mecz z Turcją w Los Angeles (w nocy z czwartku na piątek polskiego czasu). Kibice już zacierają ręce, euforia rośnie. Kto wie, może to będzie dla USA najlepszy mundial po drugiej wojnie światowej. Dotąd najdalej Amerykanie dotarli do ćwierćfinału – w Korei i Japonii (2002).