Przez wiele lat zmorą Polaków byli Niemcy, z którymi nie potrafili sobie poradzić nawet piłkarze Kazimierza Górskiego. Przegrywaliśmy z nimi u siebie i na wyjeździe, a w najlepszym razie udawało nam się wywalczyć remis.

Kiedy było już naprawdę blisko zwycięstwa, w 2011 r., dosłownie w ostatniej akcji pośliznął się Jakub Wawrzyniak i Niemcy wyrównali na 2:2. Niemoc przerwała dopiero drużyna pod wodzą Adama Nawałki, wygrywając w Warszawie 2:0 po golach Arkadiusza Milika i Sebastiana Mili.

Szwecja – Polska. Podróż na ten mecz trwała trzy dni

W przypadku Szwedów ciągle tyka zegar odmierzający czas bez wyjazdowej wygranej Polaków. Ostatni raz udało się to naszej reprezentacji w 1930 r., kiedy jeszcze żył Józef Piłsudski.

Czytaj więcej

Bartosz Grzelak, trener pracujący w Szwecji: Po golach Gyokeresa trochę się wszyscy uspokoili

Wtedy na mecze nie latało się czarterowymi samolotami, a podróż Polaków do Sztokholmu trwała aż trzy dni: najpierw pociągiem do Berlina, potem znów koleją na Rugię, tam przesiadka na prom przez Morze Bałtyckie i przejazd kolejnym pociągiem, już prosto do Sztokholmu. Tam nasi piłkarze sprawili niemałą niespodziankę, pokonując gospodarzy 3:0 po dwóch golach Józefa Ciszewskiego i jednym trafieniu Józefa Smoczka.

Potem już były niemal same porażki, przedzielone dwoma remisami w 1964 i 1997 r. Kilka spotkań zapadło polskim kibicom szczególnie w pamięć.

Czytaj więcej

Jakub Kamiński przed meczem Szwecja – Polska: We wtorek na pewno napiszemy nową historię

W 1989 r. w eliminacjach mundialu Polacy przegrali 1:2, choć byli nawet blisko zwycięstwa po pięknym golu Ryszarda Tarasiewicza z rzutu wolnego. Pomocnik reprezentacji Polski strzelił tak mocno i precyzyjnie, że Thomas Ravelli nie miał żadnych szans, a przy próbie interwencji niemal uderzył głową w słupek. Niestety, gospodarze zdołali w samej końcówce strzelić gola na wagę wygranej.

Szwecja – Polska. To była jedna z boleśniejszych porażek

Dziesięć lat później Polacy jechali do Szwecji z wielkimi nadziejami na to, że wreszcie wywalczą awans do wielkiej imprezy. Po dwóch zwycięstwach nad Bułgarią, remisie z Anglią i sześciu punktach zdobytych z Luksemburgiem, remis w Szwecji dawał im prawo walki w barażach o Euro 2000.

W 2003 roku asystent Pawła Janasa Maciej Skorża żartował, że Polacy mają dyskietkę z wirusem, którym zainfekują szwedzki komputer

Kibice i piłkarze chyba błędnie zakładali, że gospodarze, pewni awansu na turniej, nie będą walczyć z całych sił. Do 64. minuty utrzymywał się wynik 0:0, a potem Adama Matyska pokonali Kennet Andersson i Henrik Larsson. Porażka oznaczała pożegnanie z selekcjonerem Januszem Wójcikiem.

Cztery lata później Szwedzi pozbawili naszych piłkarzy szans awansu na kolejne Euro. Tym razem trenerem był Paweł Janas, a jego asystent Maciej Skorża żartował, że Polacy mają dyskietkę z wirusem, którym zainfekują szwedzki komputer. Skończyło się brutalnym zderzeniem z rzeczywistością, a wynik 0:3 (dwa gole i asysta Andersa Svenssona) był jedną z boleśniejszych porażek w historii meczów między obiema reprezentacjami.

Teraz piłkarze Jana Urbana mają okazję, żeby wreszcie przerwać tę fatalną serię. Remis im nie wystarczy, nie mają wyjścia, muszą grać o zwycięstwo.