Przed pierwszym meczem Jagiellonii i Fiorentiny w Białymstoku, gdy włoscy dziennikarze pytali trenera Adriana Siemieńca, jak należy wymawiać jego nazwisko, ten odpowiadał z uśmiechem, że po spotkaniu będą to dobrze pamiętali. Po heroicznym rewanżu we Florencji, szkoleniowiec i sama Jagiellonia faktycznie dały się Włochom zapamiętać.
Dogrywka w heroicznym meczu Jagiellonii z Fiorentiną
Tydzień temu w Białymstoku to Jagiellonia miała piłkę (przez 62 proc. czasu gry), ale to Fiorentina strzelała gole. Trzybramkowa zaliczka Włochów wydawała się załatwiać sprawę, ale polscy kibice dobrze pamiętali dwumecz Fiorentiny z polskim klubem sprzed zaledwie trzech lat. Wiosną 2023 roku w ćwierćfinale Ligi Konferencji Lech przegrał w Poznaniu 1:4, by w rewanżu we Florencji odrobić straty, prowadząc już 3:0. Ostatecznie wygrał 3:2, ale odpadł, pozostawiając dobre wrażenie na zdumionych gospodarzach. Jagiellonia poszła krok dalej.
Białostoczanie we Florencji zagrali świetnie, a wybitną skutecznością popisał się 19-letni Bartosz Mazurek. Młody napastnik Jagiellonii strzelił dla niej trzy gole (w połowie pierwszej połowy, tuż przed przerwą i tuż po przerwie) i doprowadził nimi do dogrywki. To bohater indywidualny, ale tak naprawdę praktycznie cały zespół z Białegostoku prezentował się wybornie i przez 90 minut gry to raczej Jagiellonia była bliżej czwartego gola niż Fiorentina pierwszego.
W dogrywce to jednak gospodarze z Florencji byli górą, dwa gole dla nich strzelili reprezentanci Włoch: pomocnik Nicolo Fagioli oraz napastnik Moise Kean. Jagiellonia odpowiedziała jeszcze trafieniem Jesusa Imaza (po błędzie wprowadzonego w przerwie doświadczonego hiszpańskiego bramkarza Davida de Gei, zmiana świadczyła o sporym niepokoju trenera Fiorentiny), ale do rzutów karnych nie udało jej się doprowadzić. Za zwycięstwo 4:2 we Florencji zespołowi Adriana Siemeńca i tak należą się jednak wyrazy najwyższego uznania. Fiorentina nie jest bowiem klubem, która traktuje Ligę Konferencji w sposób lekceważący – w trzech ostatnich jej edycjach dwa razy dochodziła do finału, a raz do półfinału.