Wiele można się było spodziewać po tym spotkaniu określanym mianem europejskiego klasyku. Spotkali się wieczni faworyci, którzy jeśli grają ze sobą to już w decydujących fazach turniejów. W dwóch ostatnich edycjach mistrzostw kontynentu Włosi pokonali Hiszpanię - w 1/8 finału w 2016 roku i trzy lata temu w półfinale (po rzutach karnych). Ale ostatnie dwa spotkania obu piłkarskich potęg, które odbyły się w półfinałach Ligi Narodów w 2021 i 2023 roku zakończyły się zwycięstwami „La Roja”.
Tym razem zmierzyli się w grupie. W pierwszej kolejce lepsze wrażenie sprawiła drużyna Luisa De La Fuente. Rozgromiła Chorwatów 3:0. Włosi zostali zaskoczeni przez Albanię, ale wygrali 2:1. To co zdziwiło w tych meczach to zmiana tradycyjnego stylu obu reprezentacji. Obrońcy tytułu zagrali technicznie, ładnie, ofensywnie. Hiszpanie zwyciężyli, owszem stosując tiki-takę, ale pierwszy raz od 10 lat mieli niższy procent posiadania piłki niż przeciwnik.
Ogromna przewaga Hiszpanii. W pierwszej połowie Włosi bez strzału na bramkę rywali
Nie ma mowy o rewolucji. Hiszpanie grają tak jak grali kiedyś za najlepszych lat. Jeżeli ktoś spojrzał na statystki meczu z Włochami po pół godzinie, mógłby złapać się za głowę. Mimo że zanosiło się na spotkanie dwóch wyrównanych drużyn, obu uchodzących za pretendentów do tytułu, dysproporcje w tym piłkarskim klasyku były ogromne.
Czytaj więcej
Nasi piłkarze grają w piątek o 18.00 z Austrią o wszystko, bo porażka prawdopodobnie wyeliminuje...
Hiszpanie wymienili między sobą blisko dwa razy więcej podań (219 wobec 122 rywali), a udanych podań mieli 205 przy 97 Włochów. Oddali sześć strzałów i trzy celne, a zwycięzcy poprzedniego Euro – żadnego. Niemniej, bezbramkowy remis potwierdzał tezę, że nie ma co za bardzo przywiązywać się do statystyk.