Odchodził pan z Liverpoolu, czyli klubu wspieranego przez robotników, i przeprowadził się do Realu, mającego opinię klubu gwiazdorskiego.
Kiedy przychodziłem do Madrytu, drużyna nie była jeszcze tak nazywana. Prezesem był Lorenzo Sanz, era „galacticos” rozpoczęła się, kiedy stery przejął Florentino Perez.
Czytaj więcej
Drużyna z Londynu po serii rzutów karnych pokonała na Wembley Manchester City i zdobyła pierwsze...
Mimo wszystko różnice były pewnie zauważalne?
Liverpool, gdy ja w nim grałem, był prawdopodobnie bardziej profesjonalnie zarządzany niż Real w tamtym okresie. Dopiero rok po moim transferze przyszedł Perez i wprowadził zmiany, które sprawiły, że Real stał się taki, jaki jest dziś. Szczerze, to dla mnie nie było wielkiej różnicy, czy gram w Anglii czy w Hiszpanii. Łatwo jest być dobrym piłkarzem, jeśli jesteś w silnej drużynie. Być może przestawienie się nie byłoby tak płynne, gdybym trafił do słabszego zespołu. Trudniej było nauczyć się języka, kultury, mentalności.