Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co nowego dowiemy się o Ronaldinho z dokumentu Netflixa?
  • Jakie kluczowe momenty ukształtowały jego drogę na piłkarski szczyt?
  • Z jakimi wyzwaniami musiał się zmierzyć po zakończeniu kariery i jak ocenia te doświadczenia?

– Od dziecka marzyłem o sławie, ale nie przypuszczałem, że po zakończeniu kariery będę tak znany – przyznaje w trzyodcinkowym serialu zatytułowanym „Ronaldinho: Jedyny w swoim rodzaju”.

O tym, że wciąż jest popularny i podziwiany, choć nie gra w piłkę od ponad dziesięciu lat, przekonał się także w Polsce. Tu nadal ma mnóstwo fanów, którzy przyjechali na Stadion Śląski, by zobaczyć swojego idola, zapolować na zdjęcie i autograf, sprawdzić, czy mimo upływu czasu potrafi jeszcze czarować.

Ronaldinho. Oklaskiwali go nawet kibice Realu

Kiedyś był jednym z tych brazylijskich dzieciaków, dla których futbol stanowi przepustkę do lepszego świata. Dziś ma swoją posiadłość w Porto Alegre z miejscem na pokaźną kolekcję trofeów, boiskiem do piłki i siatkonogi, położoną na uboczu, by można w niej było organizować głośne imprezy, nie przeszkadzając sąsiadom.

Czytaj więcej

Ronaldinho. Rozmawiał z piłką

– Jestem szczęśliwym, spełnionym człowiekiem, który uwielbia spędzać czas z rodziną. Przed kamerą jestem nieśmiały, ale kiedy byłem na boisku, nie obchodziło mnie to, czy ktoś na mnie patrzy – przekonuje z charakterystycznym dla siebie uśmiechem, którym zarażał otoczenie od dziecka. W Paris Saint-Germain wspominają, że gdy się pojawił, mówili, że wyszło słońce.

Gdy był mały, chciał po prostu grać dla Gremio Porto Alegre i dla reprezentacji Brazylii. Został mistrzem świata do lat 17 (1997), a dalej już poszło. Debiut w dorosłej kadrze, zwycięstwo w Copa America (1999), przeprowadzka do Paryża, wygrany mundial w Korei i Japonii (2002), transfer do Barcelony, mistrzostwo Hiszpanii, na które Katalończycy czekali sześć lat (2005), i wreszcie triumf w Lidze Mistrzów (2006) po 14 latach przerwy.

– Miał w sobie magię i odwagę. Obserwowałem to z murawy z wielkim smutkiem – śmieje się Ronaldo, z którym do spółki prowadził Brazylię do mistrzostwa świata. – Jego luz pomógł nam zdobyć tytuł – nie ma wątpliwości Cafu, a Ronaldinho dodaje: – Tęsknię za tamtą drużyną. Oprócz piłki kochaliśmy również muzykę. Nasza radość przenosiła się na boisko.

Talentu zazdrościli mu wszyscy. Ale też wszyscy doceniali jego kunszt, nawet rywale. Doszło do tego, że podczas El Clasico oklaskiwali go nienawidzący Barcelony kibice Realu.

– Nie myślałem wtedy o tym, co się wydarzyło. Dotarło to do mnie dopiero dzień później – zaznacza. – Byłem szczęśliwy, gdy grałem, a kibice cieszyli się, że mogą mnie oglądać.

Ronaldinho rozprawia się z błędami młodości w serialu Netfliksa

Jedni mówili, że tańczy z piłką, inni – że z nią rozmawia. Ruchów, które potem wykorzystywał na boisku, uczył się, oglądając mecze NBA.

W Barcelonie przeżył swój szczytowy moment kariery, ale też tam zaczął się jego powolny upadek. Choć imprezował już w Paryżu, to w Katalonii zabawa wciągnęła go na dobre.

Przywykłem do wygrywania od młodych lat i trochę mnie to zepsuło. Moje życie to czyste szaleństwo. Nazywają mnie królem spontanicznych imprez, bo zapraszają mnie ludzie z całego świata

Ronaldinho

– Przykro się na to patrzyło, bo jemu zawdzięczałem najwięcej – opowiada Leo Messi. – On znaczył dla mnie więcej niż ja dla niego. Był gwiazdą w szatni, ale sposób, w jaki mnie od początku traktował, wiele mi ułatwił. Mogłem się odprężyć i cieszyć grą.

Kiedy Messi strzelił swojego pierwszego gola, po asyście Ronaldinho, Brazylijczyk wziął go na plecy. Prezes Joan Laporta podsumował tę scenę w następujący sposób: najlepszy piłkarz swoich czasów powitał swojego następcę.

– Przywykłem do wygrywania od młodych lat i trochę mnie to zepsuło – nie ukrywa w dokumencie Netfliksa. – Moje życie to czyste szaleństwo. Nazywają mnie królem spontanicznych imprez, bo zapraszają mnie ludzie z całego świata. Nie mam żadnych zobowiązań, nie jestem żonaty. Żyję pełnią życia.

Czytaj więcej

Piłka nożna. Kiedy głowa nie nadąża za nogami

Gdyby nie zamiłowanie do zabawy, z pewnością osiągnąłby więcej, także w reprezentacji. Ale najpierw Brazylijczyków przygniótł ciężar oczekiwań i nie zdołali obronić tytułu mistrzów świata w 2006 r., choć w teorii mieli jeszcze silniejszy zespół. A cztery lata później Dunga nie zabrał go na mundial w RPA.

Serial Netfliksa jest dla Ronaldinho okazją do rozprawienia się z błędami młodości. Przyznaje, że przegapił wiele ważnych momentów. – Żałuję, że nie byłem obecny przy narodzinach syna, bo grałem wtedy mecz. Dziś nasza relacja opiera się na przyjaźni. Czekam na wnuczka – podkreśla.

„To najgorsza chwila w moim życiu”. Dlaczego Ronaldinho trafił do więzienia?

Joao ma już 21 lat, też został piłkarzem, był nawet w młodzieżowym zespole Barcelony, ale obecnie trenuje w Hull City. – Mama robiła, co mogła, żebym miał normalne dzieciństwo, ale z takim ojcem nie jest to łatwe. Najtrudniej było w urodziny. Teraz, gdy sam gram, inaczej na to patrzę i to rozumiem – mówi syn Ronaldinho.

O jego interesy dba wuj Roberto, który przez kontuzję musiał zakończyć wcześniej karierę. Po śmierci ojca to on stał się głową rodziny i przewodnikiem dla Ronaldinho. Bronił go przed podejrzanymi ludźmi, ale najwyraźniej nieskutecznie, skoro w 2020 r. zdobywca Złotej Piłki trafił do więzienia za posługiwanie się fałszywym paszportem.

W paragwajskim więzieniu odwiedzały go szkolne wycieczki, zorganizowano mu 40. urodziny, traktowano jak lokalną atrakcję

– To było coś strasznego. Najgorsza chwila w moim życiu. Wplątano mnie w coś, co mnie nie dotyczyło – tłumaczy Ronaldinho.

Za kratkami spędził pięć miesięcy, ale nawet tam był gwiazdą i popisywał się swoimi umiejętnościami. Wziął udział w turnieju, jego drużyna wygrała w finale 11:2, strzelił pięć goli, przy pozostałych sześciu asystował.

– Nawiązałem przyjaźnie. Wszyscy grali w piłkę. To był sposób, żeby zapomnieć o tym, co się stało. Tam również zostałem mistrzem – nie traci humoru.

Choć nagrodą za zwycięstwo nie były żadne puchary, lecz prosiak, nie mógł narzekać na te przymusowe wakacje od wolności. Warunki na oddziale dla grubych ryb, gdzie go umieszczono, przypominały raczej pokój hotelowy niż celę. Odwiedzały go szkolne wycieczki, zorganizowano mu 40. urodziny, traktowano jak lokalną atrakcję.

– Nadal jestem królem świata – uśmiecha się szeroko, jak wtedy, gdy podbijał największe stadiony.