Tego ciężaru Lewandowski nie mógł nie udźwignąć. Gdy sędzia w 49. minucie po faulu na Grzegorzu Krychowiaku podyktował rzut karny, kapitan piłkę chwycił od razu, gdy rywale wierzyli jeszcze w protesty i VAR. Poczekał, ułożył ją czule na jedenastym metrze. Potruchtał, zaczarował bramkarza zwodem i trafił do siatki, potwierdzając, że ze strzelania jedenastek mógłby robić doktorat.
Do rzutu karnego poprowadziła najlepsza z dotychczasowych akcji Polaków. Decydujący ruch wykonał Jesper Karlstroem, czyli piłkarz Lecha Poznań, który staranował Krychowiaka. Nasz pomocnik na boisku pojawił się po przerwie, a jego najważniejszym zagraniem było to, kiedy dał się powalić rywalowi.