W 65. minucie przy wyprowadzaniu piłki szkocki obrońca się poślizgnął, piłkę zabrał mu Sebastian Szymański, podał do Piątka, który celnie strzelił, tyle, że piłkę z linii wybił Billy Gilmour. Dwie minuty wcześniej ładną akcję skrzydłem przeprowadził Matty Cash, tuż po przerwie, po podaniu Jakuba Modera obok bramki strzelił Piątek. I to było z naszej strony wszystko.

Szkoci wbili nam bramkę po rzucie wolnym spod linii autowej. Piłkę podawał John McGinn, stoper Kieran Tierney wpadł w pole karne między Jana Bednarka a Krystiana Bielika i strzelił celnie głową.

Mecz stanowił tylko próbę przed najważniejszym sprawdzianem, we wtorek na Stadionie Śląskim,  ze Szwecją. Kto wygra ten pojedzie na mistrzostwa świata.

Czytaj więcej

Oczy na Glasgow i Sztokholm

Żeby wygrać, trzeba strzelać. W Glasgow Polacy nie tylko nie strzelali, ale nawet nie potrafili stworzyć po temu okazji. Trudno mówić o grze zespołowej, jeśli nie ma podań przybliżających do bramki, ani nie widać sposobów na wyprowadzenie przeciwnika w pole.

Zwykle w takich sytuacjach najwięcej powinno zależeć od pomocników. Paradoksalnie najlepszym z nich był ten, o formę którego najbardziej się obawiano: Grzegorz Krychowiak. Nie grał od wielu tygodni, przeniósł się z Rosji do Grecji, miał prawo grać słabiej. Ale prezentował się jak rutyniarz, tyle że jedna strata piłki w środku pola mogła się okazać bardzo kosztowna.

Piotr Zieliński znowu nie zrobił niczego godnego zapamiętania. Jakub Moder wyróżnił się dwoma podaniami. Debiutujący w reprezentacji Szymon Żurkowski nie był ani lepszy, ani słabszy od bardziej doświadczonych kolegów. Matty Cash oraz Arkadiusz Reca jako wahadłowi biegali po skrzydłach i niewiele z tego wynikało.

Mecz był debiutem Czesława Michniewicza w roli selekcjonera, ten mecz miał dać mu odpowiedź na pytania o kształt drużyny na pojedynek wtorkowy. Może dał, ale nie do końca radosną.

Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski nie wystąpili ze względu na drobne kontuzje.  Łukasz Skorupski bronił dobrze i można nawet przyjąć, że był najlepszy w naszej drużynie. Ale bez Lewandowskiego jak bez ręki. W dodatku, jeśli trener miał jakiś plan, to posypał mu się on już przed przerwą, kiedy z powodu kontuzji Arkadiusz Milik i Bartosz Salamon musieli opuścić boisko.

Michniewicz dokonał dość zaskakujących zmian. Wejście Sebastiana Szymańskiego za Krychowiaka trochę napędziło nasze akcje, ale na krótko. Zamiana obrońcy Bednarka na napastnika Adama Buksę, kiedy nie było już czego bronić, zmusiła Szkotów do uważniejszej gry w obronie, ale wiele nie wniosła.

Był faul na Piątku, czy nie - trudno stwierdzić. Najważniejsze, że Piątek karnego wykorzystał i mecz, w którym Polacy byli słabsi, zakończył się remisem.

Jeśli we wtorek będziemy grać na takim samym poziomie to samo szczęście może nie wystarczyć. Znowu nadzieja w Lewandowskim.

Szkocja - Polska 1:1

Gole: Kieran Tierney 68 - Krzysztof Piątek 90+4, karny

Skorupski - Salamon (44, Bielik), Glik, Bednarek (83, Buksa) - Cash, Żurkowski, Krychowiak (61, Szymański), Moder, Zieliński (71, Grosicki), Reca - Milik (27, Piątek)