Reklama

Szczepłek: Szkoła krakowska

Kiedy futbolowym światem rządzili Brytyjczycy, obowiązywały dwie szkoły: angielska i szkocka. Angielska polegała na grze długimi podaniami, a szkocka krótkimi.
Szczepłek: Szkoła krakowska

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała

Obydwie miały związek ze stanem boisk. Angielskie były gorsze, często stały na nich kałuże, w których zatrzymywała się piłka, więc łatwiej było je ominąć górą. Na szkockich, przystrzyżonych, suchych i częściej zmrożonych, można było stosować krótkie podania od nogi do nogi, co wymagało lepszej techniki, szybkości i zwrotności zawodników.

Na wyniki to się nie przekładało. Raz wygrywali Anglicy, raz Szkoci. Reprezentacja Anglii do dziś pozostała przy archaicznym stylu sprzed ponad stu lat i dlatego nie odnosi sukcesów. Tiki taka to rozwinięcie stylu szkockiego i wszelki komentarz jest zbyteczny.

W historii polskiej piłki istnieje coś takiego jak szkoła krakowska. Kiedy w początkach XX wieku wszędzie na terenach dzisiejszej Polski kopano piłkę byle dalej i biegano za nią, piłkarze Cracovii i Wisły ją pieścili. Do stylu szkockiego dodali coś od Czechów, Węgrów, Austriaków i norymberczyków. Ludzie przychodzili na stadiony, bo miło się to oglądało, a o co chodzi w piłce, jak nie o przyjemność.

Tak sobie o tym myślałem, oglądając kolejną „świętą wojnę" w wykonaniu „Białej Gwiazdy" i „Pasów".

Taki mecz o mistrzostwo Polski jest wartością samą w sobie, bo stanowi dowód ciągłości historycznej.

Reklama
Reklama

Kiedy przyjeżdżam do Krakowa na mecz, idę Błoniami, widząc po jednej stronie stadion Wisły, a po drugiej Cracovii – od stu lat w tym samym miejscu – przechodzę przez park Henryka Jordana, bez wizji którego tego wszystkiego byśmy nie mieli, czuję dumę i szacunek dla przodków.

Ten patos jest na miejscu, bo ile jest w naszej piłce takich oryginalnych miejsc z przedwojenną przeszłością? Przez ponad sto lat Cracovia i Wisła są integralną częścią krakowskiej kultury, a ich mecze bywają nawet inspiracją dla twórców.

Kiedy w roku 1983 podczas derbów Cezary Tobollik strzelił bramkę dla Cracovii, jej wielki kibic poeta Jerzy Harasymowicz-Broniuszyc (oglądał mecze z korony stadionu, odwrócony tyłem do boiska, żeby się nie denerwować) poświęcił mu wiersz.

Gdyby Wisła miała swoich poetów, zapewne wynieśliby na futbolowe ołtarze Carlitosa. To, co zrobił w ostatnich minutach, przejdzie do historii Wisły, a ze względu na narodowość jego i trenera Kiko Ramireza będzie się mówiło o wiślackiej szkole hiszpańskiej.

Niestety, w Krakowie dzieje się też coś niedobrego. Znani ludzie kultury, którzy postrzegani byli jako kibice Wisły lub Cracovii, przestali chodzić na stadion lub dano im do zrozumienia, żeby się tam nie pokazywali. Wystarczy mieć inne zdanie niż liderzy kibolstwa (to dotyczy całej Polski), żeby stać się wrogiem.

Rządy zaślepionych trybun psują wizerunek piłki.

Reklama
Reklama

Smutny jest fakt, że w święcie krakowskiego futbolu na stadionie Wisły nie brali udziału kibice Cracovii.

Piłka nożna
Senegal po dwóch miesiącach „przegrał” wygrany finał. Maroko mistrzem Afryki
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Piłka nożna
Liga Mistrzów. W Lizbonie wierzą w cuda, Real i PSG pokazały moc
Piłka nożna
Afera bukmacherska w polskim futbolu. Dlaczego piłkarze nie mogą się czuć bezkarni
Piłka nożna
Bodo/Glimt rewelacją Ligi MIstrzów. Kopciuszek nie chce opuszczać balu
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama